Mamatywna
Prawdziwie kochająca żona, spełniona mama i zakochana w ludziach pielęgniarka.

W domu raz chaotyczna iście prawdziwa Kobieta, a raz ceniąca spokój miłośniczka Sigura Rosa'a. Królowa swojej kuchni, uwielbiająca trwonić czas na szarlotkową klasykę, albo cukiniowo - batatową ekstrawagancję.

Introwertyczna domatorka, ceniąca detale, amatorka gór i kotów, wierszokletka, artystka z krwi i kości, grafomanka i Ba!
Spełniona kobieta.

Menu

Poród się zbliża? Nie zapomnij o torbie szpitalnej!

***

Wczoraj po raz kolejny rozlałam owsiankę na podłogę. Nie to, że trochę, tak wiecie, spektakularnie! To ta chwila, gdy nie wiesz co robić najpierw. Sprzątać, odganiać kota wylizującego podłogę (albo pozwolić mu sprzątnąć za Ciebie) czy uspokajać krzyczące dziecko. Tym razem obyło się bez ofiary w postaci miseczki, tak czy siak czekają mnie odwiedziny w Pepco (wcześniejsze incydenty, nie były tak łaskawe dla miseczek). Jak tak dalej pójdzie, to całkiem spore. Mówię Wam ciążowy umysł pozostaje na dłużej, poród mnie nie uratował. Minęło pół roku i nic. Wciąż bywam taka rozklekotana. Poratujcie mnie i powiedzcie, że Wy też tak macie. Bo macie prawda? <ma nadzieję>

***

Jeśli już mowa o ciążowym umyśle, to jego apogeum osiągnęłam kompletując wyprawkę dla malucha. Niby cały czas coś kupowaliśmy, a większość duperelek i tak sprawiła nam rodzina. Wszelkie ubranka do prania i prasowania, grzechotki, miśko-przytulanki, kocyki, sweterki, butelki, smoczki i inne pierdółki, o których zapewne zapomniałam, wlewały się do naszego mieszkania istnymi falami. Zarówno podczas ciąży, przed porodem, w czasie porodu (no może przesadzam, w szpitalu) i po nim, a nawet i dziś (mamy zakochane we wnuczku, zaangażowane babcie). Duża część wyprawki zrobiła się, że tak powiem sama, a i tak miałam wrażenie, że lista rzeczy potrzebnych i spraw do załatwienia wciąż rośnie. Trudno było mi się skupić. Jedyne o czym marzyłam, to aby wszystko było już gotowe, a kącik dla Karola dokładnie taki, jak sobie wymarzyłam.

Swoją drogą, wyobrażacie sobie, że Karolowy kącik, pierwszy raz widziałam dopiero po porodzie? Zgadza się! Nie zdarzyliśmy zrobić wielu rzecz, bo jak wiecie maluchowi było do nas bardzo spieszno. Wszystkie, że tak powiem sprawy kosmetyczne (w tym tynkowanie ścian, strojenie łóżeczka z kącikiem, malowanie, odebranie wózka) spadły na mojego dzielnego małżonka. W dramatycznym czasie trzech dób, musiał sobie ze wszystkim poradzić i dał radę. Generalnie mieliśmy wyjść ze szpitala w poniedziałek, bo maluszek miał żółtaczkę. Jednak niespodziewanie, na sobotnim obchodzie, dowiedziałam się że być może wypuszczą nas w niedzielę. Byłam wniebowzięta! Miałam wrażenie, że tkwię tam grube tygodnie (a były to całe trzy dni, syndrom Domu jest po porodzie bardzooo silny, uwierzcie!). Zaraz po obchodzi zadzwoniłam do męża.

– Kochanie, jak się czujesz? – Zapytałam próbując pohamować emocje.-
– Dobrze kotku. Mam jeszcze trochę do zrobienia, ale damy radę – odparł, lekko zmęczony.
– Bo widzisz kochanie, ja właśnie miałam obchód i okazuje się, że no wiesz, to jeszcze nie pewne …
– Tak?
– Okazuje się, że być może wyjdziemy już jutro! – Krzyknęłam uradowana.
Nastała cisza.
– Yyy to świetnie! Cieszę się, że będę was miał nareszcie w komplecie! – Powiedział niepewnie.
– Co jest Paweł?
– Yyy, no widzisz, tego.
– Hmmm? – Nie dawałam za wygraną.
Tylko się nie denerwuj kochanie, proszę – wyszeptał.
– Spokojnie, co jest? – Zaniepokoiłam się klasycznie.
– Dziś jak od Ciebie wracałem, otwieram drzwi, wchodzę do kuchni, a tam ogromna plama na suficie. Sąsiad nas zalał – powiedział zrezygnowany.
– I teraz nie wiem, czy zdążę na czas, ale jakoś dam radę! Do rana długa droga – dodał.
– Kotku, spokojnie, nie musi być idealnie! Grunt, że będziemy razem.

To byłą ciężka noc, dla nas obojga. Nazajutrz okazało się, że wielka plama była tylko plamką, a na kolejny dzień, w zasadzie nie było po niej śladu. P. natomiast spisał się na medal. Widząc kącik dla Karolka, prawie się nie popłakałam. A musicie wiedzieć, że wtedy byłam w stanie zezłościć się dosłownie o wszystko, co nie było idealne. Ahh te piękne hormony poporodowe! Kochamy je, prawda? :). Karolkowy kącik przeszedł moje oczekiwania, był piękny!

***

Widzicie, sporo rzeczy nam umknęło. Jednak daliśmy radę skompletować większość wyprawki. Mieliśmy złożone łóżeczko, przygotowane ubranka dla maluszka, zakupiony wózek czekający na nas w sklepie oraz masę pierdółek. Koniec końców zapomnieliśmy nawet o wannie, a oświetlenie nad łóżeczkiem P. montował dzień po naszym powrocie ze szpitala. Cóż, po pierwszej nocy, gdy jak przystało na świeżych rodziców, budziliśmy się co 5 minut, sprawdzając czy maluch oddycha, zrozumieliśmy, że lampka nocna to całkiem szanowny wynalazek.

Pomijając jednak wszystko, co udało nam się skompletować, najważniejszą rzeczą byłą torba szpitalna, czyli moja wyprawka potrzebna podczas pobytu na porodówce. Ostatnie zajęcia na szkole rodzenia były poświęcone właśnie zawartości takiej torby, była to chyba najcenniejsza lekcja ze wszystkich. Dzięki niej byłam przygotowana niemalże na wszystko (z wyjątkiem porodu przyspieszonego o miesiąc). Przyszły tatuś, tak się przejął widmem zbliżającego się porodu, że bezpośrednio po zakończeniu zajęć w Szkole Rodzenia, zabraliśmy się za kompletowanie takowej torby. Myślę, że mój luby znał mój temperament i nie wierzył, że Karol doczeka swego terminu. P. dmuchał na zimne i okazało się, że słusznie. W dniu krwotoku, torba była gotowa. Chociaż tym nie musieliśmy się martwić. Dlatego tez kochane mamy, dziś mam dla Was listę rzecz, które mogą (nie muszą) przydać się Wam, podczas Waszego porodu i pobytu na porodówce. Wierzę, że skorzystacie na tym zarówno Wy, jak i być może ja za kilka lat, kiedy ciążowy umysł ponownie zaatakuje mi neurony.

Potrzebne dokumenty:

  • karta ciąży (chodzi o dokument w którym prowadzona była ciąża, wizyta po wizycie),
  • karta chipowa (wymagana np. na Śląsku),
  • Dowód osobisty,
  • Nip i adres zakładu pracy,
  • wyniki badań prenatalnych, jeśli takie były wykonywane,
  • odpisy lub oryginały innych badań wykonywanych w okresie ciąży, których nie umieszczono w karcie ciąży,
  • wynik grupy krwi (najlepiej oryginał).

Wyprawka dla maluszka:

  • jedna para rękawiczek „niedrapek” (nie zawsze maluszki chcą je nosić, ale zabezpieczają przed zadrapaniem, gdy maluch w uroczy sposób poznaje swoją twarz),
  • zestaw ubranek na wyjście ze szpitala (ilość i grubość warstw w zależności od pory roku),
  • małą paczkę pampersów początkowych – Tutaj często trudno trafić za pierwszym razem odpowiednie dla naszego malca. Maluszki reagują różnie. My przetestowaliśmy kilka firm, a i tak wróciliśmy do Pampers premium care, bo tylko te nie odparzały Karolkowych pośladków.
  • delikatna maść na pośladki, np. Linomag, Bepanthen,
  • paczka chusteczek nawilżających – Szczerze polecam Biedronkowe Fitti, to chyba jedyne, które nie wysuszały mi rąk, szczególnie na początku, gdy zmian pampersów było zdecydowanie więcej.

Wyprawka dla Mamy:

  • kapturki do karmienia w rozmiarze S – Nie są one obowiązkowe, natomiast bardzo przydatne, gdy maluch ma problem z chwyceniem piersi. My akurat mieliśmy taką sytuację, dlatego też kilka pierwszych tygodni Karol ssał pierś, właśnie przez silikonowy kapturek. Nie miałam ich w swojej torbie. O ich istnieniu dowiedziałam się od położnych. Sprezentowały mi jeden, dzięki czemu mogłam swobodnie testować. Kapturki to wydatek ok. 15 zł za parę, niewiele, a uwierzcie naprawdę mogą pomóc. Zdaję sobie sprawę, że jest wiele skrajnych opinii na ich temat. Mówi się, że zaburzają odruch ssania, a maluszki trudno od nich odzwyczaić na rzecz piersi. Pomimo to, postanowiłam posłuchać rad doświadczonych położnych i nie żałuję. Oszczędziły mi wiele nerwów.
  • krem ochronny na brodawki np.: Bepanthen, Maltan,
  • paczka jednorazowych podkładów oddychających np. Seni,
  • paczka podpasek poporodowych nieperfumowanych np. Bella,
  • paczka zwykłych podpasek nieperfumowanych,
  • paczka majteczek siateczkowych wielorazowych np. Canpol babies (świetny wynalazek! Po zabrudzeniu, wystarczy je przeprać, a te suszą się błyskawicznie) lub kilka par majteczek bawełnianych,
  • biustonosz do karmienia x2 (drugi na zmianę, gdy podczas nawału pokarmu pierwszy się zabrudzi, co jest wielce prawdopodobne
  • wkładki laktacyjne (wiem, że kosztują swoje, ale przez pierwsze miesiące naprawdę warto się w nie zaopatrzyć, a nie kombinować z wkładkami, wacikami kosmetycznymi, to dla Waszego komfortu kochane, zadbajcie o siebie!),
    krótka bawełniana koszula do porodu (najwygodniejszy będzie T-shirt męża, mówię serio!),
  • 2 koszule bawełniane z łatwym dostępem do piersi (albo specjalne ciążowe, albo zestaw bawełnianej bluzeczki i spodenek, dla mnie druga opcja była wygodna, WAŻNE: gumka od spodni nie może uciskać na brzuch, który po porodzie będzie obolały, szczególnie po porodzie przez cesarskie cięcie),
  • 2 duże ręczniki do kąpieli,
  • 1 średni ręcznik do rąk,
  • 1 mały ręcznik do higieny intymnej,
  • kapcie, skarpetki, klapki pod prysznic,
  • szlafrok (ja obyłam się bez),
  • płyn do higieny intymnej, najlepiej hipoalergiczny lub szare mydło np. Biały Jeleń,
  • hipoalergiczny i bezzapachowy żel do kąpieli np. Ziaja, AA, Biały Jeleń,
  • woda mineralna niegazowana (kilka małych butelek).

Dodatkowo:

  • tabliczka czekolady bez dodatków 🙂 (przyda się podczas porodu, gdy Ty albo przyszły tatuś opadniecie z sił, poza tym to ostatnia szansa na bezkarne zjedzenie tego smakołyku),
  • ulubiona muzyka (niektóre porodówki pozwalają na przyniesienie płyty, która zostanie odtwarzana podczas porodu),
  • woda termalna (przydatna podczas porodu w upalne dni),
  • kubek, sztućce, talerzyk (w zależności od szpitala),
  • rolka papieru toaletowego (na wszelki wypadek, bo w polskich szpitalach bywa różnie),
  • ubranka na zmianę dla maluszka (w zależności od szpitala, zazwyczaj porodówki są zaopatrzone w swoje ubranka),
  • swój plan porodu.

Pamiętajcie, że powyższa lista jest jedynie wariacją na temat tego, czego dowiedziałam się na szkole rodzenia, a co faktycznie było przydatne, dla mnie. Wybierając konkretną porodówkę, warto dowiedzieć się, jakie panują na niej zwyczaje. Jak to się mówi, co szpital to obyczaj :). Wszystko, co wymieniłam, oceniłam pod kątem swoich doświadczeń. Mam nadzieję, że powyższa lista będzie pomocna, a Wy dzięki niej będziecie spały spokojniej! 🙂

***

Trzymam za Was bardzo mocno kciuki! Jestem pewna, że nie tylko dacie radę, ale zrobicie wszystko, co tylko będzie trzeba dla Waszych dzieci. To Wy będziecie ich mamami i nikt nie zrobi tego lepiej od Was, to tyczy się zarówno porodu, jak i wszystkiego, co czeka Was po nim. Zaufajcie sobie! Zaufajcie swoim instynktom. Za chwilę zobaczycie prawdziwy cud, cud o jakim nie śniłyście, cud który zawsze będzie wyjątkowy, niezależnie czy widzicie go po raz pierwszy, czy piąty. A ten cud zrekompensuje Wam wszystko. Dosłownie.

Śpijcie spokojnie :).

Jeśli powyższy wpis Ci się spodobał i uważasz go za przydatny, może zechcesz zostać ze mną na dłużej? Jeśli tak zapraszam Cię do polubienia mojego Fanpage’a. Dzięki!

Mamatywna

Dyskusja:


  1. Agnieszka says:

    Ja się za wcześnie nie pakuję. Z jednej strony taki ze mnie typ „na ostatnią chwilę” a z drugiej strony mam doświadczenie, jak się spakuję do końca to jeszcze w tym samym dniu zacznę rodzić. ;P Ale listę zawsze robiłam w 30 tygodniu, żeby w razie czego mąż wiedział co przywieź. 😉

  2. Ania - igimondo.pl says:

    Ja do mycia pupy małej używałam tylko wody. Już w szkole rodzenia zwrócili nam uwagę, aby tak robić, a chusteczki nawilżające traktować jako coś na wyjścia z domu. Przede wszystkim, aby nie nadwyrężać skóry dziecka dodatkową chemią.

    1. Agnieszka says:

      Ja tak samo dzieciom w domu tylko wodą, a chusteczki używam tylko te, które nie mają szkodliwych składników.

  3. Małgorzata Ostrowska says:

    U mnie torba spakowana stala miesiąc przed porodem, pomimo planowanej cesarki byłam przygotowana.

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Byłaś dzięki temu spokojniejsza? 🙂

  4. Kamila says:

    Chodziłam na szkołę rodzenia w pierwszej ciąży. Pouczyli o wszystkim. Torbę miałam gotową w ósmym miesiącu😉. A kiedy nadszedł ten moment i tak dopakowałam jeszcze rzeczy. Grunt to nie panikować…

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Masz rację 🙂 grunt to spokój!

  5. Arbuziaki-Beata Wilczyńska says:

    Taki mąż to skarb 🙂 Zuch chłopak- na medal! Dzielnie dał sobie radę 🙂

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Jest wspaniałym mężczyzną 😀

  6. Karolina z OdNova says:

    Przygotowując się na ten wyją głowy dzień również skrupulatnie pakowałam torbę. Zdecydowanie łatwiej mi to przyszło gdy robiłam to drugi raz 😉. Wówczas wiedziałam co realnie będzie mi potrzebne i czego nie może zabraknąć.
    Olka po raz kolejny rewelacyjny wpis.
    Ściskam

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Dziękuję 🙂

  7. Zacisze Rozmaitości, Lidia says:

    Moja torba musiała się wykazać nie lada cierpliwością. I to 2 razy… Torba dzielnie czekała ponad 3 tygodnie, bo ja jako zapobiegawcza przyszła mama spakowałam ją dość wcześnie (a co? jeśli dzieciątko uzna za stosowne przyjść do mnie wcześniej?). Niestety obydwojgu moim Zacieszkom było w brzuszku bardzo wygodnie i wcale im się nie śpieszyło na zewnątrz. Porody po czasie, ale torba tkwiła na warcie 🙂

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Haha, tak to już czasem bywa, że życie lubi robić nam na przekór! Jakbyś nie miała torby, to pewnie maluchy by się pospieszyły 😉

  8. Kasia Lorenc says:

    Swoja torbę miałam spakowana na czas ale jak to bywa przy pierwszym dziecku o kilku rzeczach zapomniałam, teraz przy drugim mam nadzieje, że będzie już wszystko ok.

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Chyba zawsze się czegoś zapomni 🙂 nie ważne czy to pakowanie na wakacje czy do szpitala.

  9. Anna - Szkolne inspiracje says:

    Nie miałam takiego szczęścia, żeby tak po prostu skompletować wyprawkę. Wszystko trzeba było „zdobywać”. Teraz jednak wspominam te czasy z rozrzewnieniem, bo moje maluszki są już dorosłe.

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Teraz wszystko jest dostępne i to w milionach wariantów. To prawda, dziś jest prościej. Pozdrawiam!

  10. Olga says:

    Ja pakowałam torbę w okolicach 36 tygodnia, Karolina urodziła się w 39. Wkładek laktacyjnych miałam całą masę – nie używałam ich wcale. Później rozdałam koleżankom a niektóre leżą do dziś. Dostałam je za darmo, więc nie płakałam, że wyrzuciłam pieniądze w błoto. A co do kapturków na piersi to raczej nie polecam. Miałam przez nie sporo problemów.

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Tak jak pisałam, ile kobiet tyle opini 🙂 i to stosunku do wszystkiego. Pozdrawiam cieplutko!

  11. Anna says:

    O rany, nie wiedziałam, że pakowanie torby do szpitala to aż tak duża operacja logistyczna 🙂

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Haha, niestety 😀 macierzyństwo to ogólnie jedna wielka operacja logistyczna 🙂 raz jesteś na froncie, raz planujesz atak, zapasy, środki ^^.

  12. Alicja - o chłopcu i says:

    Moja torba była zawsze spakowana przed czasem …. ale niestety o wyprawkę musieliśmy zadbać sami, bo mieszkamy za granica … ale dzięki temu miałam wszystko takie jak chciałam 😉

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      To prawda, wybierając samemu mamy tę możliwość 🙂 nas troszkę odciążony 🙂

  13. Bookendorfina Izabela Pycio says:

    Takie listy są jak najbardziej przydatnej, w stresie człowiekowi umyka wiele istotnych szczegółów, warto się zatem odpowiednio przygotować. 🙂
    Bookendorfina

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Dlatego akurat torbę dobrze przygotować wcześniej 🙂

  14. Magdalena says:

    Do pierwszego porodu szlam wspaniałe przygotowana, z torbą, mężem i położną. Drugie dziecko pospieszyło się. Torby nie spakowała, mąż zajmował się straszakiem, a położna była na urlopie. Najważniejsze to wiedzieć jak przeć, choć wszystkie rzeczy o których piszesz są szalenie przydatne 💙

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Masz rację, podczas porodu liczą się już inne kwestie :). Ja opisałam zawartość torby, aby nieco uspokoić kobiety w ciąży :). Wiem, że takie poczucie przygotowania pomaga 🙂

  15. Ev says:

    Waaaarto o tym pomyśleć wcześniej 😉 ja pojechałam do szpitala na obserwację, więc nie byłam przygotowana na poród. Głupota! Dwa dni później zabrali mnie na cesarkę a rzeczy przywozili mi teściowie.

    Te ostatnie słowa trafione w sedno. Dokładnie to samo sobie myślę, mimo, że chwile po cięciu cesarskim nie były przyjemne… CUD NAD CUDA! <3

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Ja miałam cesarkę w znieczuleniu ogólnym z intubacją, chwile po były straszne, zanim dostałam morfinę ból był straszny. Gdy zobaczyłam Karolka było mi już wszystko jedno 🙂 ważne, że był już blisko mnie :). Pozdrawiam!

  16. MamaKarolina says:

    Mój szpital nie zapewnia niczego dla maluszka, muszę mieć własne ubranka, kosmetyki, kocyki, pieluszki tetrowe, dosłownie wszystko. Więc moja lista będzie na pewno dłuższa.
    Powiem ci, że zostało mi jeszcze ponad 30dni do terminu, ale wczoraj dostałam silnych skurczy i mój K. zaczął poważnie panikować, że się zaczyna (a ja jak zwykle głupia, cały dzień latałam po mieszkaniu, sprzątałam, umyłam kuchnię, łazienkę, ugotowałam obiad, umyłam włosy…. i chyba po prostu przesadziłam i się przeforsowałam, no nie mogę usiedzieć w miejscu!), nawet ja się przestraszyłam. A my ściany mamy niepomalowane, farba nawet jeszcze kupiona nie jest, mam upranych może połowę ubranek, ale pościel, ręczniki, kocyki i reszta rzeczy są kompletnie nie gotowe, nie mam kupionego wszystkiego (przede wszystkim rzeczy do szpitala, ani pieluszek, ani nawilżanych chusteczek, ani maści na brodawki, ani majtek i staników do karmienia, laktatora… no jeszcze trochę mi brakuje), a o zaczęciu pakowania torby nawet nie wspomnę… Te skurcze uświadomiły mi, że tak naprawdę mogę zostać zaskoczona w każdej chwili i musimy spiąć swoje szanowne cztery litery i mam nadzieję, że do końca miesiąca będzie już WSZYSTKO gotowe 🙂

    No, rozgadałam się, pożaliłam, tak czy inaczej wpis mega przydatny, na dniach będę korzystać ;)h

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Zobaczysz, że w efekcie to wszystko nie będzie, aż tak ważne, aż tak potrzebne. Czego zabraknie to się nadrobi z czasem :). Wiem jak ja się stresowałam, wiem że w tamtym czasie trudno było mi się tak naprawdę uspokoić, jedynie ruch pomagał, poczucie że coś robię. To nie było do końca dobre, chociażby dlatego że maluch nie doczekał swego czasu :). Jeszcze troszeczkę! :*

  17. Kasia says:

    Rewelacyjny wpis, instrukcja. Ja jestem na etapie szykowania się zatem dzięki za porady:)

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Super, że się przyda! Życzę powodzenia :))

  18. Agnieszka says:

    Super sprawa! Mi sie przyda, bo jestem w 5 msc ciąży 💗

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Bardzo się cieszę :)! Pozdrawiam i powodzenia!

  19. Iza says:

    Ja to sporo rzeczy w torbie nie miałam, musiał mąż donosić 🙂 Na szczęście do szpitala blisko mam.

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Tyle dobrze, z resztą zawsze można coś donieść czy dowieźć 🙂 pozdrawiam!

Dodaj komentarz:

*

Pola oznaczone * są obowiązkowe