Mamatywna
Prawdziwie kochająca żona, spełniona mama i zakochana w ludziach pielęgniarka.

W domu raz chaotyczna iście prawdziwa Kobieta, a raz ceniąca spokój miłośniczka Sigura Rosa'a. Królowa swojej kuchni, uwielbiająca trwonić czas na szarlotkową klasykę, albo cukiniowo - batatową ekstrawagancję.

Introwertyczna domatorka, ceniąca detale, amatorka gór i kotów, wierszokletka, artystka z krwi i kości, grafomanka i Ba!
Spełniona kobieta.

Menu

Fotorelacja: Dwa spojrzenia na Sosnowiec

Myślę, że każdy ma takie miejsce do którego chętnie wraca, miejsce które kocha na wiele rożnych sposobów i za wiele rożnych aspektów. Tym miejscem najczęściej jest Dom. Znane nam ścieżki, uliczki, drzewa, budynki, wszystko to aż tętni wspomnieniami. Gdy wracamy, emocje zdają się przybierać na sile. Jakiś czas mieszkam już poza swoim miastem. Początki były dla mnie bardzo trudne. Przeprowadzka to zawsze nowy porządek. Już ponad rok temu przeprowadziłam się do Sosnowca. Czytaj dalej

Idealny prezent dla Dziadków? A może szarlotka z różą?

Od jakiegoś czasu zachodzę w głowę, co tu im zmalować na tę uroczystość. W końcu, nie co dzień jest ten pierwszy raz, prawda? Jako, że prezenty robione uważam za świetną rzecz, która daje radość zarówno tworzącemu jak i obdarowanemu, padło na tę opcję! Pierwszy krok zaliczony :). Jednego byłam pewna od samego początku. Jako, że robimy Karolową objazdówkę, lubię przyjechać z rękami pełnymi domowego ciastem :). A czy jest coś lepszego od klasycznej szarlotki? Nie sądzę! Czytaj dalej

Ciąża to nie czas na rozwój

Dziś w prawie pół roku po porodzie wydaje mi się, że zaczynam zapominać jak to było „być” w tej całej ciąży. Tak jakby tamte emocje i uczucia gdzieś się zacierały. Pamiętam, że zależało mi, aby zachować chociażby część tych wyjątkowych wspomnień. Wiem, że byłam na emocjonalnej karuzeli, plątałam się gdzieś pomiędzy nauką odpoczywania, przymusowym L4 i milionem skrajnych emocji. Jednego dnia byłam zafascynowana tym całym procesem tworzenia, innego wyłam w poduszkę. Ot magia hormonów. Taka była moja ciąża. Czytaj dalej

Recenzja: Mata edukacyjna – Kolorowy ocean od Canpol babies

Jak pewnie pamiętacie kilka tygodni temu złożyłam podanie do Canpol babies, aby zostać ich testerką. Post z moim zgłoszeniem znajdziecie tutaj. Szczerze mówiąc nawet nie zwróciłam wtedy uwagi, co jest do wygrania. Dopiero po dopełnieniu formalności, okazało się, że tym co można zdobyć jest piękna, kolorowa mata edukacyjna o wdzięcznej nazwie „Kolorowy ocean”. Czytaj dalej

Jak poznałam czym jest miłość – część 2.

Widzicie, uważam że jeśli chcemy stworzyć naprawdę udany związek, potrzeba nam mocnych fundamentów. Czym one są? Po pierwsze to Wasze wspólne wspomnienia, Wasza historia, to jak było w chwili, gdy się poznawaliście. Wszystkie te ważne chwile, do których wracacie (albo boicie się wracać). Sprzeczki, które udało się Wam rozwiązać, burze i tajfuny które rozegnaliście. Wszystko, co uczyniło Was sobie bliższymi i silniejszymi. Wasze pierwsze spotkania, randki, pocałunki, magia bliskości. Czytaj dalej

Jak poznałam czym jest miłość – część 1.

Doszłam do wniosku, że macierzyństwo skłania do wielu refleksji. Kiedy dowiedziałam się, że bije we mnie małe serduszko, zaczęło mnie zastanawiać jak to jest z tą miłością? Przeszłam długą drogę, aby dowiedzieć się na czym polega miłość do siebie, do mężczyzny, a następnie do własnego dziecka. Każde z tych uczuć jest inne, do każdego należy podejść indywidualnie. Być może niektórzy z Was wiedzą czym jest miłość, zawsze wiedzieli. Czytaj dalej

Proste ciasto marchewkowe

Są takie subtelne elementy w naszym życiu, które ozdabiają jego całość. Takim detalem może być wyjątkowe miejsce, rozczulająca piosenka, ulubiony cytat, albo zapach domowego ciasta. Mmm przypomnijcie sobie Wasze ulubione, szarlotka, sernik a może ciasto marchewkowe? Pamiętacie jak pachnie wiatr tuż przed zimą? Jest jeszcze jesiennie, a już można wyczuć przymrozek, specyficzny zapach śniegu, o ile można rzec, że śnieg w ogóle pachnie. Czytaj dalej

Mama kontra służba zdrowia – część 2

Maluch był przytomny, nieco oszołomiony. Na skroni pojawiła się opuchlizna, a ja nauczona doświadczeniem, nie bagatelizuję niczego związanego z głową. Zadzwoniliśmy na pogotowie, aby dowiedzieć się gdzie jechać. I już po chwili byliśmy na Izbie przyjęć. Z drżącymi rękoma, otwarliśmy drzwi, tak jedynie kilku pacjentów i poza tym pusto. Czytaj dalej