Mamatywna
Prawdziwie kochająca żona, spełniona mama i zakochana w ludziach pielęgniarka.

W domu raz chaotyczna iście prawdziwa Kobieta, a raz ceniąca spokój miłośniczka Sigura Rosa'a. Królowa swojej kuchni, uwielbiająca trwonić czas na szarlotkową klasykę, albo cukiniowo - batatową ekstrawagancję.

Introwertyczna domatorka, ceniąca detale, amatorka gór i kotów, wierszokletka, artystka z krwi i kości, grafomanka i Ba!
Spełniona kobieta.

Menu

STOP! I tak nie będziesz mamą z rozkładówki

***

Widzicie, są takie tematy, które nas gnębią, drążą gdzieś od środka. Tematy, które nawracają w te słabsze dni, albo po prostu są gdzieś obok nas, ciche, nieposkromione. Chyba zawsze tak miałam. Są takie myśli, które trzeba odreagować przez wylanie ich na papier, czasem piórem, czasem przy pomocy klawiatury, a innym razem akwareli. Zawsze przy okazji tych nurtujących treści, trudno mi ocenić, czy warto je publikować. Podobnie było z tekstem o służbie zdrowia, czy becikowym. Zrozumiałam jednak, że życie to coś więcej aniżeli upiększone kadry, puste kartki z podróży i wszechobecna idealność. Prawda obroni się zawsze i dlatego opowiem Wam dziś nieco, o tym jak
NIE BYĆ mamą idealną.

***

Pierwsze tygodnie po porodzie udowodniły mi jak niekompetentną i zakompleksioną osobą jestem. Na każdym kroku miałam wątpliwości, czy to co robię jest słuszne. Każda minuta życia z Karolem była dla mnie czarną magią. Byłam tą typową wkurzającą mamą siedzącą w internetach. Poza ciągłym przysłuchiwaniem się, czy mój syn na pewno oddycha, na topie był atlas kupek. Jest coś takiego w internecie, nie wiedzieliście? I mówcie co chcecie, ale ten kupkowy poradnik potrafił dać mi spokój (no może do kolejnej kupki). Zielona kupka? Nie dobrze. Żółta śluzowata? To chyba biegunka. Musztardowa? Jesteśmy w domu. Do dziś mam nadzieję, że takie chwilowe szaleństwo to standard, a ja nie jestem wyjątkiem (żeby nie powiedzieć dziwna). Do dziś śmiejmy się z moim P. wspominając tamte chwile i ten stres przy każdorazowej pieluszce. I wiecie co? To jednak prawda o czym wspominał ojciec Laski (chłopaki nie płaczą), mówiąc że kupa to życie. Ja odkryłam to bezpośrednio na sobie.

Kiedy tak sobie pomyślę, że dziewczyna z wykształceniem medycznym zaglądała przy każdej wątpliwości w internet, zamiast się zastanowić, chce mi się śmiać. Musiał minąć dłuższy czas, zanim zamieniłam wujka Google na swoje własne notatki z pediatrii. O ile było prościej! Moje notatki przynajmniej nie zawierają sprzeczności, takich jakie możemy spotkać w internetach. Internetowe artykuły działają jak gazety, papier i sieć zniosą niemalże wszystko. Znajdziecie takie, które na kolkę zalecają masaż brzuszka i takie, które kategorycznie owego masażu zabraniają. Jaka jest prawda? Jak zwykle, leży pośrodku. Jednak mamie, w kilka tygodni po porodzie, gdy jest przerażona i rozkojarzona, trudno szukać złotego środka. Taka mama potrzebuje fachowych informacji. A o te, nie jest wcale tak łatwo. Bo zawieść może Was każde, ale to każde informacyjne źródło.

Szczerze wierzę w fora i grupy wsparcia, ale z całym szacunkiem, nie te dla mam.

Gdy sam wujek Google zawiedzie, większość mam szuka pomocy na forach internetowych. Niech Cię Matko, ręka boska broni przed tym procederem! Szczerze wierzę w fora i grupy wsparcia, ale z całym szacunkiem, nie te dla mam. Nigdy nie widziałam większej ilości jadu i frustracji wylewanej w komentarzach jak właśnie w tych grupach. Chcesz rozpętać gównoburzę? To proste! Zapytaj o szczepienia, albo pokaż zdjęcie zaczerwienionego tyłka swojego dziecka. Zaraz zleci się rzesze (+/- 200 komentarzy) idealnych matek (vel. sępów), które wiedzą wszystko! Dosłownie. Są na tyle wszechwiedzące, że nawet nie próbują udzielić odpowiedzi na Twoje pytanie, a od razu przechodzą do edukacji. Każda wedle swojej racji i doświadczenia rzecz jasna. Coś na zasadzie jeden rabin powie tak, drugi rabin powie nie, z tym że bez zbędnych uprzejmości.

– Zaczynasz dietę przed 6 m.ż swojego dziecka? – Jesteś kretynką? Szkodzisz swojemu dziecku!
– Wyrodna, samolubna matka!
– Nie szczepisz? – Zacofanie!
– Szczepisz? – Brak rozsądku
– Alergia? – Pozbądź się zwierząt!
– Dziecko boli brzuszek? – To przez Twoja dietę!
– Używasz chusty? – Roznosisz dziecko
– Nie nosisz malucha? – Niszczysz psychikę swojego dziecka
– Nosisz zbyt często? – Wychowasz nieporadne życiowo dziecko.
Itd. itd.
Internet prawdę Ci powie, zaiste. Każdy jest tam fachowcem swojego ego.

Która z nas nie miała chwil, gdy zarówno kochała jak i nienawidziła swoje dziecko?

Kiedy przerzuciłam się z internetów na własne notatki, zrobiło się jakoś spokojniej. Na jakiś czas. Kolejne opinie jakie mnie dopadły to te od strony najbliższych? Dziś rozumiem, że nie każda rada to atak. Powiedz to jednak matce po porodzie? Kobiecie, której sytuacja zmieniła się diametralnie, kobiecie która sama już nie wie kim jest, świeżej mamie, żonie, zagubionej kobiecie gotowej do płaczu i złości dosłownie w tym samym momencie. Dziś śmieję się z komentarzy babci na temat kotów, ale wtedy? Mając na głowie milion wątpliwości, pogłaskanie kota naprawdę dawało mi ukojenie. Może to wyda się Wam śmieszne? Ale tak było. Gdy przychodził moment załamania, a ja chciałam, aby było jak dawniej, głaszcząc kota, miałam namiastkę życia przed Karolem. No tak. Nie wspominałam, że nawet po urodzeniu Karola miałam wątpliwości? Szczerze, która z nas nie miała chwil, gdy zarówno kochała jak i nienawidziła swoje dziecko? Hormony, dostosowywanie się do nowej, wymagającej roli i wszechobecne rezygnowanie ze wszystkiego, z siebie, przynajmniej na początku.

Internet, fora, notatki, rodzina. To wszystko można przełknąć, chociażby dlatego, że to ja sama szukałam większości z tych informacji. Po części sama pakując się we frustrację i totalny chaos. Były momenty, że niczego nie byłam pewna. Czy ta chusta to dobry pomysł i czy dobrze ja wiążę? Czy nie zrobię małemu krzywdy? Tak wiem, co powiecie. Są doradcy od noszenia. Wiem, ale jeśli mam być szczera. Nie miałam wtedy ani siły, ani pieniędzy aby się w to bawić. Moja chusta także nie kosztowała 1000 zł, a niecałe 100. Widzicie moje świadome macierzyństwo (bo uświadamiać się próbowałam) nie polegało na wydawaniu ogromu pieniędzy i szukaniu najlepszej drogi do zdobycia informacji. Nie miałam siły wychodzić, uczyć się jeszcze czegoś więcej, niż podstaw macierzyństwa, które momentami i tak przychodziły mi z trudem.

Doradcę uznałam za zbędnego i oczywiście, że popełniam błędy! Jeszcze kilka tygodni temu, zawiesiłam małego na chwilkę plecami do mojego brzucha, bo potrzebowałam dwóch wolnych rąk, a Karol na siłę chciał widzieć, co jest przed nim. Szczęście, że wrzuciłam zdjęcie na Instagram i znalazła się osoba, która mnie poprawiła. Uczymy się na błędach, zawsze ceniłam konstruktywną krytykę i za nią z całego serca dziękuję. Zawsze jednak znajdzie się także ktoś, kto zasieje wątpliwość w moim sercu, bo kto wie czy tym incydentem nie zaprzepaściłam zdrowia mojego dziecka, na całe jego życie? Internetowe mamy to widzą i nie zawahają się o sobie przypomnieć.

Wzięłam odpowiedzialność w swoje ręce. Odpowiedzialność za nas dwoje

Pewnie zastanawiacie się dlaczego dotychczas nie wspomniałam o podstawowym źródle informacji, jakim jest lekarz? Cóż, to proste. Takowego źródła długo dla nas nie było. Nasza Pani doktor nie udzielała żadnych przydatnych informacji, o czym możecie poczytać tutaj. Jedynym jej działaniem było ocenianie i wyrokowanie. Zero współpracy między lekarzem, a rodzicami. Jak pewnie pamiętacie kwestia dotyczyła problemów z przyborem na masie mojego malucha. Po kilku tygodniach wiecznej kontroli wagi, ilości karmień i wypróżnień małego, byłam wykończona. Mąż zasugerował zmianę pediatry na prywatnego i dopiero to dało nam spokój. A w razie dalszych wątpliwości, co do karmienia, obiecaliśmy sobie wizytę w poradni laktacyjnej. O ile na doradcę od chust było mi ciężko się zdecydować, tutaj nie miałam wątpliwości. Koniec końców wszystko, samo się unormowało. Jedyne czego było nam trzeba, to czas i zaufanie.

Widzicie, nie kupowałam mojemu maluchowi ekosmoczków za 80 zł, ani genialnych, super stymulujących gryzaczków za 100 zł. Nie znam na pamięć planu żywienia po 6 miesiącu, bo dodatkowe produkty wprowadzamy już od 4 miesiąca życia Karola (wedle zaleceń naszej Pani doktor). Nie trzymam się zasad WHO i konsyliów lekarskich, które to zmieniają się osiem i więcej razy do roku. Nie kochane mamy. Nie słucham też sąsiadki, koleżanki, a nawet babci. Po tym, co przeszliśmy staram się decydować sama za siebie i za sobie dziecko. Wzięłam odpowiedzialność w swoje ręce. Odpowiedzialność za nas dwoje.

Maluch sam wie, co dla niego najlepsze

Pamiętam, że przed porodem odwiedziliśmy znajomych, którym kilka miesięcy wcześniej urodziło się dziecko (odradzam takie wizyty przed porodem!). Byłam przerażona. Z jednej strony bobasem, a z drugiej ich wiedzą. Pediatrę mieli wybranego kilka miesięcy przed porodem. Ja nie. Czułam się jak najgorsza matka na świecie. Nie miałam pojęcia o dawkach witamin, o kolejności wizyt w konkretnych poradniach. Mimo mojego wykształcenia miałam dziury w głowie. Z czasem lekarz okazał się i tak nie trafiony, a witaminy K maluszek nie przyjmował z powodu nietolerancji. Nie na wszystko jesteśmy się w stanie przygotować. Nie wszystko zapisano w książkach i na forach. Czasem warto sobie po prostu zaufać.

To nie tak, że nie mamy się uczyć, że nie mamy zdobywać wiedzy i nowych doświadczeń. Jednak myślę sobie, że zamiast porównywać opinie na temat najlepszych zabawek stymulujących rozwój, usiądźmy razem z maluchem. Nic nie pomoże mu tak jak nasza obecność. Spójrzmy na swoje dziecko, bardziej niż zwykle. Spróbujmy je zrozumieć. Maluch sam wie, co dla niego najlepsze. A spośród drogich zabawek i tak wybierze paczkę chusteczek nawilżających. Argumenty typu eko i wielosensoryczny będą miały mniejszą moc od szeleszczącej kartki papieru. Takie już są dzieci.

Ostatnim źródłem mojej wiedzy były i wciąż są, mamy blogerki. Znam dziewczyny, które z całego serca wspieram i szanuję bo są szczere. Nie boją się mówić, o tym jak faktycznie jest. Nie upiększają swojej rzeczywistości w żaden sposób, nie próbują być super fit, super eko i super na czasie. Są dumne z tego kim są, nawet jeśli to teraz oznacza, że się zmieniły. Ta naturalność nie jest jednak powszechna. Po głębszych oględzinach blogosfery okazuje się, że większość mam w moim wieku, a nawet młodszych to idealne zestawienie perfekcyjnej Pani Domu, Ewy Chodakowskiej i demona seksu w jednym, nie zapominajmy jeszcze o dodatku wszystkowiedzącej mamy i kobiety która zawsze wie, co powiedzieć i jak nie zatracić się w codzienności. Codzienności, która na moją typową codzienność niestety nie wygląda.

Internet pełen jest retuszu i iluzji, a patrząc na nie nazbyt często, zaczynasz myśleć, co do cholery jest ze mną nie tak?

Ja także próbuję robić coś z sobą, staram się chociaż rozciągać, pozbierałam się w sobie i zaczynam wyglądać jak kobieta, coraz bardziej dbam o siebie. Próbuje robić każdego dnia coś małego dla siebie, staram się nie zapominać o mężu. Planuję wrócić na jogę, może za miesiąc, albo dwa?Powolutku, krok po kroku wraca do mnie normalność. Od urodzenia Karola minęło 6 miesięcy, a ja dopiero próbuje.

Dlatego wybaczcie, ale z całym szacunkiem, nie wierzę w perfekcyjne kobiety, kobiety które są w stanie miesiąc po porodzie być idealne.
Zrównoważone w każdej materii.

Nie wierzę, w te sztuczne obrazki, idealne makijaże i zawsze zadbane paznokcie, nie zbrukane stertą naczyń i pampersów.
Nie wierzę, w te skandynawskie minimalistyczne przestrzenie. Najlepsze zabawki i markowe ciuchy.
Nie wierzę, w idealny seks bezpośrednio po okresie połogu.

Uważam, że pewne rzeczy wymagają czasu i nie da się tego przeskoczyć, bo zbytni pośpiech może mieć nieodwracalne dla nas samych skutki.

***

Podejrzewam, co powiecie. To ja sobie nie radzę prawda? To ja jestem ta słaba, ta która nie nadąża? Zazdroszczę, że są tacy, którzy mogą pozbierać się szybciej? To pewnie prawda. Jednak internet pełen jest retuszu i iluzji, a patrząc na nie nazbyt często, zaczynasz myśleć, co do cholery jest ze mną nie tak? Laski dają radę, mają wiedzę, są piękne, mają czas dla siebie. Dlaczego ja tego nie potrafię?

Nie wierzcie w te kwiaty z papieru kochani. Nie warto. Wiecie czego nauczyło mnie te 6 miesięcy? Nikt nie doradzi Ci tak, jak własne dziecko. Instynkt naprawdę istnieje, często podświadomie wiemy co mamy robić, jak pomóc. Rób, to co czujesz i patrz na swojego malucha. Oboje będziecie szczęśliwsi i zyskacie więcej, stawiając na zaufanie. Spróbujcie wsłuchać się w siebie, uczcie się każdego dnia jak być sobą jako kobieta, jako mama i jako żona.

Mamo! Nie potrzebujesz większości rzeczy, których potrzebę posiadania wmawia Ci się na każdym kroku. Zawsze będę uważała, że nasze mamy i babcie poradziły sobie bez tego wszystkiego. Rozumiem, że postęp jest konieczny, a powrót do jaskini to nic dobrego. Jednak czy, aby na pewno nie zatracamy się w tym wszystkim? Życie to może być fascynująca droga, którą niestety codzienne odmierzanie od linijki może zniszczyć.

***

Myślę, że racjonalność to złoty środek, o którym musimy zawsze pamiętać. Odrobina soli czy cukru nie zabije Twojego dziecka. To czy karmisz piersią pół roku czy rok, nie zrobi nikomu krzywdy, to czy motasz czy wozisz maluszka to Twój wybór, to jak reagujesz na płacz to Twoja decyzja. To Ty kochana, jesteś Matką Twojego dziecka i nikt nie weźmie za nie odpowiedzialności. Dlatego wybieraj mądrze, ale pamiętaj, że mądrze nie zawsze znaczy według obowiązujących norm i schematów. Bo świat pędzi, a macierzyństwo nie lubi pośpiechu.

Po prostu bądźcie sobą! Takie jesteście najlepsze, zarówno dla Was jak i Waszych maluszków 🙂

Dobrej nocy kochani!

Mamatywna

Dyskusja:


  1. Wypaplani says:

    Ja jednak wierzę w te piękne skandynawskie wnętrza, zadbane mamy itd. Oczywiście, że to, czym dzielą się te mamy na Instagramie, to tylko mały urywek ich życia, ale to nie powoduje, że mam w coś nie wierzyć. To, że same czegoś nie mamy, nie jest powodem, aby nie wierzyć w tego istnienie, a raczej do rozpatrywania w kategoriach na ile jest to u mnie do osiągnięcia i czy tego chcę, czy tego potrzebuję. Natomiast kompletnie się w to nie zagłębiam 😉

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Masz rację, to czy coś posiadamy nie jest miarą istnienia tej rzeczy. Nie do końa o to mi jednak chodziło. Potraktowałam ten idealizm jako całość, w sensie jako idealny obraz całości. Ja wiem, że to tylko wycinek, jednak niektórzy próbują dążyć do iluzji pomimo wszystko. Chciałam pokazać, że te idealne mamy na codzień także walczą ze stertą prania :). Pozdrawiam i dziękuję za wartościowy komentarz! :))

  2. Magda Zawadzka alias MatkaHrabiny says:

    Zgadzam sie z Tobą, i to jest niestety smutne i wqrdenerwujące, zanim dziecko opusci twoją macicę musisz zapoznać się z akronimami RB, NVC, KP, HNB, HNC, AZS i wiele innych – nie znasz ich? – no co ty matka gdzie ty serce schowałaś…papką karmisz – na stos, smoczka dajesz? – Jezusie ty chyba tego dziecka nie kochasz bedzie mialo przodozgryz, tyłozgryz i zgryz otwarty…Teraz ( tak teraz w dobie google i Facebooka) trudno być dobrą matką. Nie da się, bo zawsze gdzies w czelusciach sieci kryje sie wpis, ktory zmiesza sie ze stolcem.

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Ot magia internetu :). Wszędzie możemy napotkać sprzeczności i liczne skrajne opinie, gdzie by nie zajrzeć ryzykujemy albo tym, że poczytamy „teoretycznie” o sobie, albo dopiero siląc się na komentarz, ktoś postanowi udzielić na swoich „złotych” rad. Będąc mamą ta spirala kręci się jakoś sprawniej.

  3. A na uspokojenie, Szkoła Rodzenia - cz.1 - Mamatywna says:

    […] Chcemy, aby wszystko było gotowe już teraz, natychmiast! A my? Marzymy o spokoju, ciszy dzięki której będziemy mogły przeżyć ten wyjątkowy czas. Dokładnie. Kobiecie w ciąży trzeba spokoju kochane mamy. Niezależnie od tego, która to Wasza ciąża, zawsze istotny będzie spokój, zarówno dla Was jak i Waszego małego lokatora. Ktoś mądry powiedział, że większość wątpliwości bierze się z niewiedzy i zapewne miał rację. Jest to jakieś wyjście prawda? Zatem, co robimy? Odwiedzamy księgarnie, kupujemy kilka książek o macierzyństwie i próbujemy czytać. Tak, próbujemy bo nasz ciążowy umysł odmawia posłuszeństwa niemalże na każdym kroku. Dobrze to pamiętam, skupienie na poziomie zerowym, niezdarność i stos rozbitych naczyń. Ale, co tam. Książki kupione, więc czujemy się odrobinę lepiej. Coś zrobiłyśmy prawda? Kolejnym etapem są fora internetowe i artykuły, tutaj bywa różnie, niestety zazwyczaj kończy się rosnącą frustracją i kapitulacją czytającej. Nie kochane, nie byłam wyjątkiem. Niestety. O czym pisałam już Wam tutaj. […]

  4. Design Your Home with me says:

    Zgadzam się w 100%. Miałam podobne przemyślenia i starałam się od początku nie słuchać nikogo ( mówię tu głownie o tych „ciociach dobra rada”, co to nie wiadomo jakie intencje mają jak ci doradzają ,ale zawsze czujesz się po ich poradach kupką gówna ;)). I przy jednym i przy drugim dziecku zdałam się na instynkt i wsłuchanie w potrzeby dziecka. Każde było inaczej „prowadzone”, może przy drugim popełniłam mniej błędów ( śmieję się, że przy 3 byłoby jeszcze mniej ) ,ale większość mitów na najbardziej popularne tematy początków macierzyństwa w obu przypadkach się nie potwierdziła. 🙂

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Czyli z każdym kolejnym maluszkiem powinno być ciut spokojniej? :). Wiadomo, że każde dziecko bedzie inne, ale pewne przemyślenia i zachowania można powielać :). Także, zrozumiałam że należy sobie najprościej zaufać ;). Pozdrawiam!

  5. Katarzyna Wójcik- Respendowicz says:

    Jest wielu doradców przy młodej mamie ale niewielu zdaje sobie sprawę jak trudna to dla niej sytuacja. Sama pamiętam jak doprowadzało mnie to ,, powinnaś, ja to robiłam tak” itp. Brrrrrrrr…

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      To prawda. Jak za dotknięciem magicznej różdżki, przy mamie pojawiają się „dobrzy” doradcy, którzy chcą jej pokazywać jak żyć. Nie tylko z najbliższego otoczenia, ale na ulicy, klatce schodowej czy nawet w windzie. Po prostu wszędzie. Ludzie nie boją się wygłaszać opinii (nawet tych skrajnych), dlatego my nie powinnyśmy się bać pokazać, że jesteśmy świadome i wiemy, co dobre dla naszych dzieci i bez tych życzliwych rad. Pozdrawiam!

  6. Karolina / Nasze Bąbelkowo says:

    Absolutnie ze wszystkim się zgadzam ! Ideały nie istnieją, a patrząc na inne blogi, profile społecznościowe czy generalnie innych ludzi – widzimy tylko pewien fragment i ułamek życia, który chcą nam oni zaprezentować. Zwłaszcza w internecie to często tylko przemyślana, zaplanowana w każdym szczególe kreacja – więc nie ma sensu się z nikim porównywać.

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Dokładnie, żaden czytelni nie ma pewności, czy to co czyta w sieci to prawda, czy jedynie idealnie wyselekcjonowany kawałek całości. Mało rzeczy w internecie dzieje się spontanicznie.

  7. Marta says:

    Świetny tekst! Ja po kilku miesiącach denerwowania się- przestałam czytać opinie, dołujące artykuły w internecie. Zdałam się na swoją intuicję:) Odtąd o wiele lepiej się czuję jako Mama!

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Czyli wyglądało to u nas bardzo podobnie :). Wpierw złość i frustracja, pózniej branie sprawy w swoje ręce! I bardzo dobrze 🙂 pozdrawiam!

  8. Patrycja says:

    Pamiętam pierwszą noc z Karolcią w domu. Praktycznie nie spaliśmy nasluchując czy dziecko oddycha 😂

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      U nas było podobnie 😀 a, co lepsze wtedy możnabyło się jeszcze wyspać, bo mały spał spokojnie 😀

  9. Maciej says:

    Weź pod uwagę jeszcze jedną rzecz: na forach grasują osoby uprawiające mniej lub bardziej profesjonalnie marketing szeptany. Bardzo często takim „doradzaniem” zajmują się osoby nie mające pojęcia o niczym 🙁

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Dokładnie, masz rację. A, co gorsza takich osób jest coraz więcej. Pozdrawiam!

  10. Gosia Ostrowska says:

    Nie musimy nikumu udowadniać tego że jesteśmy idealne. No idealny nikt nie jest. Co jest wyznacznikiem ideału? Sama nie wiem. Mi przynajmniej dużo brakuje. Jednak dla moich synów jestem w stanie bardzo wiele znieść i zmienić jak zajdzie taka potrzeba.

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Ja również mam wiele braków, jednak człowiek w relacji z maluszkiem zmienia się, staje się coraz to lepszy, z tym że bycie coraz to lepszym, to nie to samo, co ogromna wiedza na temat zabawek oraz coraz to nowych wytycznych. Czas z maluszkiem to klucz do rozwoju 🙂 Tak przynajmniej myślę! Buziak!

  11. Wypaplani says:

    Coś w tym rzeczywiście jest, co powoduje, że fora internetowe omijam szerokim łukiem. Ale zauważam tez, ze mamy coraz gorszych specjalistów, matki otrzymują coraz mniej wsparcia od lekarzy, dlatego co się im dziwić, ze przeszukują Google w poszukiwaniu rozwiązań 🙁

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Dotknęłaś bardzo istotnej kwestii, podobnie sytuacja wygląda w szpitalach. Ludzi nie ufają już służbie zdrowia, wiedzą że Ci się mylą, słyszą o tym na każdym kroku. Zatem biorą sprawy w swoje ręce i szukają odpowiedzi, gdzie tylko mogą :).

  12. Marta says:

    Droga Autorko -bardzo fajny wpis 🙂 Dogadałybyśmy się! Ja też na początku miałam bardzo mało pewności siebie, choć to pewnie typowe dla młodej mamy 😉 Na szczęście uchroniłam siebie i mojego syna od Internetu i szybko nauczyłam się słuchać instynktu. Bardzo szybko zaczęło przynosić to widoczne rezultaty – po prostu, słuchanie samej siebie 😉 A co do tych wszystkich gadżetów – też się zgadzam, że w większości są zupełnie niepotrzebne!

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Chyba czasem trzeba przejść drogę od zera, aby pozwolić sobie na zaufanie dla samego siebie :).

  13. Darina z Pozytywne Wychowanie says:

    „Nikt nie doradzi Ci tak, jak własne dziecko” – będę cytować. Sama prawda. Uwielbiam wsłuchiwać się potrzeby mojej dwulatki 🙂

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Czasem zachodzimy w głowę, co jest nie tak, a maluch potrzebuje po prostu zwyczajnej uwagi 🙂

  14. Zabiegana Mama says:

    Mam trójkę dzieci i o atlasie kupek nie słyszałam 😉 Potwierdzam jednak, że macierzyństwo za każdym kolejnym razem jest przyjemniejsze, spokojniejsze i bardziej na luzie.

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Nabywamy doświadczenia, a wraz z nim uczymy się spokoju :), pozdrawiam serdecznie!

  15. Natalia Róża Świat Tomskiego says:

    Chęć bycia idealną matką to prosta droga do wariatkowa;) musiałam się dlugo uczyć zeby zobaczyć, że swiat się nie zawali gdy pewne rzeczy odpuszczę czy zrobie wg wlasnej intuicji, a nie wg idealnych podręczników…

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      To prawda! Często wydaje się nam, że wszystko musi być zrobione idealnie, maluszek uczy że wcale tak nie jest, a świat się nie zawali, gdy obiad będzie później, lub mąż raz na jakiś czas zje kebab po drodze z pracy 🙂

  16. Katarzyna says:

    młoda mama potrzebuje ogromu wsparcia i akceptacji tego jak się zmieniło jej ciało, jej psychika ale i jej życie. Jeśli otoczenie jej w tym pomoże to i ona sama sobie z tym wszystkim poradzi. A w idealne kury domowe też nie wierzę 🙂

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Pięknie to napisałaś! W końcu jesteśmy tylko ludźmi. Nawet super mamy ogarniaczki potrzebują się wygadać, wypłakać i ponarzekać :). Ukradnę słowa pewnego lekarza, pacjentka po porodzie to szczególny pacjent. Bo rehabilitacji wymaga nie tylko jej ciało, ale i dusza. A przy tym pozornie jest 100% sprawna.

  17. Zuzia - Szpinak Robi Bleee says:

    Oj tak, potrzeba dużo pewności siebie i wiary we własną intuicję, by nie popaść w rozpacz na początku macierzyństwa 🙂 Nie korzystałam co prawda zbytnio z for, czy grup wsparcia, to nie jest mój klimat 🙂 Ale ze względu na to, że Szpinakożerca okazał się być wyjątkowym dzieckiem, wymagającym znacznie więcej niż stereotypowy bobas 😛 bardzo mocno zwątpiłam w swoje umiejętności matczyne. Ale potem, krok po kroku znów w siebie uwierzyłam 🙂
    Może to zwątpienie na początku jest potrzebne, by później być silną mamą?

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Może tak być 🙂 może o to chodzi, aby poczuć że dało się radę, aby poczuć tę siłę! Poza tym to zawsze doświadczenie, zawsze miałam poczucie, że im więcej nabieramy doświadczenia tym łatwiej nam zachować spokój i ocenić sytuację. Uczenie się niwej roli to proces 🙂 kształcenie się w wielu aspektach. Dziękuje za komentarz! :))

  18. asia | amelushka says:

    Najważniejsze to żyć w zgodzie ze sobą i własną intuicją. Macierzyństwo jest piękne, ale zarazem bardzo trudne i każda z nas musi się o tym przekonać na własnej skórze, bo naprawdę warto. Poza tym bez względu na to, ile byśmy książek nie przeczytały, ile byśmy rad nie usłyszały i tak będziemy popełniać błędy. Błądzić jest rzeczą ludzką, a to właśnie dzięki tym potknięciom i niepowodzeniom uczymy się jak być lepszym rodzicem.

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Dokładnie! Macierzyństwo to droga, której się uczymy, każdego dnia, z każdym kolejnym problemem i uśmiechem. Co więcej uczymy się z każdym kolejnym maluszkiem, bo każde dziecko jest inne. Podobnie jak nie ma dwóch identycznych mam.

  19. Pani Fanaberia says:

    Temat rzeka i zgadzam się z Tobą w 95%. Co to znaczy?
    Jestem absolutnie za tym, aby te wszystkie internetowe idealizmy dzielić przez milion. Jestem jeszcze bardziej za aby nie dać się zwariować pędowi do posiadania kolejnych rzeczy, bo ktoś, gdzieś napisał, że jest to absolutny „MUST HAVE”. Swoją drogą jak widzę taki tekst, to moja natura jakoś sama się buntuje;)
    Co z pozostałymi 95%?
    Te 5% zostawiam na jasną stronę internetu, która istnieje. Sama byłam na jednym forum, z którego potem grupa mam (kwietniówki 2014) poniosła się na fb. Grupa jest tajna i zamknięta na 4 spusty. Jest na niej raptem ok. 50 osób, ale i tak zadziwiające jest to jaki w tej grupie panuje szacunek. Nikt nikomu nie jedzie, nikt nie popisuje się idealizmem, za to wszystkie siebie wspieramy w trudnych sytuacjach. Każdemu życzę trafienia na taką właśnie grupę, a jak trafi na inną, zaliczającą się do całej reszty internetu to szkoda tracić czas i nerwy;)
    Pozdrawiam ciepło 🙂

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      I tak powinny działać grupy wsparcia! Dawać nadzieję i siłę :). Będąc w takiej grupie, nie trudno zdobyć nowych przyjaciół. Niestety bywa też ten jad, anonimowość wyzwala to, co w nas ludziach najgorsze. Na szczęście, nie we wszystkich!

  20. Arbuziaki-Beata Wilczyńska says:

    To tu mnie zdziwiłaś, bo myślałam że mamy z wykształceniem medycznym należą do szczęściar których nie dotykają porady wujka Google odnośnie zdrowia ich dzieci 🙂

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Mózg ciążowy i pociążowe dziakają równo na wszystkich :D. Powiedziałabym nawet że mając wiedzę medyczną jest gorzej. Nawet bez wuja Google widzimy zbyt wiele ;).

  21. Agar i Piżmo says:

    Teraz panuje jakiś trend na NIE bycie idealnym. Co złego jest w dążeniu do bycia jak najlepszym, ciągłym samodoskonaleniu i wymaganiu od siebie?

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Nie ma niczego złego w samodoskonaleniu i byciu coraz to lepszym. Problem naszych czasów to dążenie do idealności pomimo wszystko i kosztem wszystkiego, jesteśmy przez to coraz słabsi psychicznie, zaszczuci i niespokojni. Wszystko jest dobre, o ile zawiera w sobie pewne granice, człowiek sam wie na ile jest w stanie sobie pozwolić, aby nie zaszkodzić. Niestety dzisiejsze trendy zacierają tę granicę, a ludzi biegną wprost w przepaść.

  22. Agata says:

    Wszystko co znajduje się w sieci warto podzielić przez dwa i przepuścić przez własny filtr, a w macierzyństwie najlepiej zdać się na swój instynkt. 🙂

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Prosto i trafnie napisane! Dziękuję! 🙂

  23. Justyna says:

    Dokładnie. Nie da się być idealną mamą, siostrą, córką, żoną. Życie na tym polega żeby nad sobą pracować.

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Tak. Życie polega na tym, aby się uczyć każdego dnia, aby być coraz to lepszym człowiekiem.

  24. Kamila says:

    Dokladnie! Zdecydowanie sie zgadzam. Najwazniejsze jest bycie w zgodzie z sama soba. Perfekcjonizm potrafi zabic kazda radosc. Lepsze jest bycie naturalnym i nie koniecznie idealnym. Zreszta nikt taki nie jest. Bardzo fajny i prawdziwy wpis. Ale tak sobie mysle kurcze dlaczego tyle kobiet tak malo wierzy w siebie i swoje umiejetnosci. Ogolnie mysle, ze mamy z tym problem i za duzo pororownujemy sie do innych. Pewnie to znak czasow, bo i social media i telewizja. Mysle ze jest to tez kwestia spoleczna. Spowodowana m.in edukacja, my Polki nie wierzymy w siebie i wiekszosc z nas ma problem z niskim poczuciem wlasnej wartosci.

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Ditknęłaś bardzo ważnego problemu, społecznie mamy presję aby zawsze dawać sobie radę, aby ogarniać wszystko. Dom, pracę, rodzinę. Wszystko. Mamy być strażniczkami domu, wspierać, dbać i służyć pomocą. A Sanę mamy być pogodne i uśmiechnięte. Mamy przyjąć swój los. A gdzie w tym wszystkim szczęście? Moim zdaniem tylko spokój i przezywanie każdej chwili dają radość, wyprzedzeniem razie chwile przeciekają przez palce. A wraz z nimi życie.

  25. Mama AsiaLM says:

    No cóż ludzi idealnych po prostu nie ma … 🙂 A wątpliwości związane z niemowlakiem? Można je mieć nawet po 5 dzieci, bo każdy brzdąc jest inny 🙂

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Dokładnie! Dlatego dajmy sobie prawo, aby te wątpliwości mieć, aby się mylić i uczyć na błędach :).

  26. MamaKarolina says:

    Powiem ci, że ja w internecie trochę czytam na ten temat, jednak przede wszystkim blogi parentingowe. Na fora nie zaglądam, należę tylko do jednej grupy na FB i już dostaję fioła, że coś ze mną nie tak, bo na USG wyszło za małe dziecko, bo wszyscy mają wszystkie ubranka uprane i uprasowane, a ja dalej w lesie z tym, mają już pełny komplet wyprawki, wszystkie kosmetyki dla dziecka, a ja nawet nie wiem jakie kupić, maja gotowe łóżeczka, posłane itp, a ja dalej nie wybrałam które kupię… Ale nawet jak czytam te wszystkie blogi, to czuję się dwojako. Z jednej strony wiem, że w czasie ciąży zdobyłam sporą wiedzę, którą później będzie weryfikować praktyka, czasem czuję się spokojniejsza, jednak często mam wrażenie, że im więcej czytam tym mniej wiem. Poród już niedługo, a ja jestem przerażona i kompletnie pogubiona. Już mam problem z organizowaniem czasu. Ciągle jestem z czymś w plecy. Ciąża, wyprawka, załatwianie wszystkiego, a do tego próby prowadzenia bloga… Już czasem mnie to wszystko przytłacza. Aż się boję pomyśleć, co będzie jak się młoda urodzi…
    Tylko w taki sposób moge się odnieść do twojego wpisu, bo cała reszta jeszcze przede mną 😛
    Pozdrawiam kochana, wszystkiego dobrego dla ciebie i Karolka. No i nie dawaj się 🙂 Świetnie sie ciebie czyta, a ja się jak zwykle rozpisałam 😛

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Uwielbiam Twoje komentarze! :)) Jak je czytam, mam wrażenie że ciąże przechodziłam podobnie. Wszędzie widziałam niedociągnięcia i braki. Ciągle czegoś brakowało, czegoś innego było mało. A im więcej czytałam, rozmawiałam i radziłam się tym bardziej wpadałam w czarną dziurę. Dobrze, że gdy człowieka opuści już strach, jest w stanie działać racjonalnie i zaczyna się uczyć, na czym właściwie polega to całe macierzyństwo 🙂

  27. Michalina says:

    To prawda, że internet lubi przekłamywać. Szczególnie na insta, gdzie widze te wszytskie pastelowe kocyki i pokoje. Dziecięce pokoje, uporządkowane… To nie dzieje się naprawdę.

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Smutne jest to, że patrząc na iluzję, pragniemy jej tak bardzo, tak bardzo chcemy być idealni że wpadamy w pęd, w pogoń za niedoścignionym. Niby zdajemy sobie sprawę, że to nie do końca tak, ale gdy my siedzimy w szlafrokach, z podkrążonymi oczami, a tam laski rodem z playboya pozują do zdjęć z pięknymi bobasami, to może człowiekowi zaleźć za skórę. Internet chyba ma taką moc, kiedyś nawet czytałam pracę doktorską, na temat zależności social mediów i depresji. Matka po porodzie to łatwy odbiorca.

  28. Karolina Kary B says:

    Bardzo, bardzo dużo prawdy jest w tym, co piszesz. Kiedy po raz pierwszy zostaje się mamą, to nawet jeśli przeczytamy tysiące podręczników – jesteśmy wygłupione, niepewne, nie wiemy co robić, jak robić, czy dobrze robimy. Warto mieć taką jedną zaufaną i doświadczoną osobę, która będzie dla nas wsparciem i doradcą.

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      To prawda, Taka osoba to skarb. Wtedy poza sprawdzonymi informacjami otrzymujemy też spokój. Bo wiemy, że bedzie trudno, ale wiemy też że to minie, a maluszek rekompensuje wiele.

  29. Radosna Chata says:

    Oh, jak ja doskonale rozumiem o czym piszesz… 😉

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Miło mi, że odnalazłaś siebie w tekście 🙂

  30. iwona says:

    Alleluja, tak dokładnie tak samo myślę. Ja jako mama noworodka, pierwszego w życiu, nalezałam do pewnego forum dla mam dzieci w wieku mojej zosi. Fajnie było i miło, dopóki nie pochwaliłam sie 3 miesiące po porodzie że okazało się że jestem w drugiej ciązy. Zostałam „gwiazdą” tego forum i wszystkich pobocznych na nim grup. Czego ja się o sobie naczytałam… od tamtej pory nie zaglądam w takie miejsca. Anonimowośc internetowa daje ludziom ogromną moc hejtu.
    A samo macierzystwo to dla mnie zupełnie nic innego jak jedna wielka intuicja.

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Przekonałaś się na wlasnej skórze, o tym ile wsparcia mogą dać inni. To straszne wiesz? Przeraża mnie to, co z ludźmi robi anonimowość. To znaczy, że nie radzą sobie z emocjami na codzień? Że nie potrafią odreagować? Czy, że po prostu są źli i lubią krzywdzić innych?

  31. MartaG. says:

    Kochana wspaniały wpis !! Powiem Ci ze czytanie Twojego bloga mnie na prawdę relaksuje tym bardziej ze opisujesz dokładnie to co ja przechodzę ☺ moje dziecko skończyło niedawno 5 miesięcy a ja dopiero teraz powoli dochodze tak na prawdę do siebie !!! I wiesz co ? Tak jak piszesz zaczynam ufać sobie i obserwować swoje dziecko uważniej a przestaje słuchać innych którzy mają milion rad jak mam małego usypiac jak karmić, że powinnam mu dawac to i tamto do picia, nie mówiąc o jedzeniu ! A ja o prostu wiem co on lubi a czego nie ☺ i przestaje się bez przerwy zastanawiać nad tym co robię źle i ciągle myśleć ze może jestem zła matka bo nie daje dziecku herbatki do picia i ze usypiam małego na rękach i ze czasami śpi ze mną w łóżku! ! Wiadomo ze rady czasami się przydają ale nie chce dać się zwariować bo kazdy ma inne teorie na dany temat ☺ w każdym razie dopiero teraz staram się dawać po prostu na luz i jest o wiele łatwiej 😊 a początek macierzyństwa wyglądał dokładnie tak jak u Ciebie ! Hehe ☺ fajnie byc nieidealna mama !!! Pozdrawiam Ciebie i całuski dla Maluszka ☺

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Dziękuję Ci za tak ciepłe słowa :). Nic tak nie cieszy jak świadomość, że to co robimy ma sens. Dla mnie sensem pisania są odbiorcy. Kiedy sobie pomyślę, że są osoby, które odwiedzają mnie regularnie, które po prostu lubią mnie czytać, jestem szczęśliwa :). I mam ochotę pisać więcej! Zawsze uważałam, że każdy ma do opowiedzenia jakąś historię, o ile mówi szczerze. Zatem ja opowiadam swoją.

      To bardzo ważne, ale i bardzo trudne, dać sobie możliwość bycia nieidealnym. Odpuszczenie sobie rzeczy zbędnych, które nas męczą, a społecznie są „must have” jest trudne, wymaga samozaparcia i dużej świadomości siebie. Po porodzie miałam wrażenie, że doszło do pewnego przewartościowania wartości, mimo to starałam się aby było jak dawniej. To błąd. Robienie różnych rzeczy an siłę, prowadzi tylko do przemęczenia i rozżalenia, o czym pisałam już kiedyś wcześniej :). Mimo tej świadomości, trzeba było połowy roku, abym zaczęła wracać do siebie :). Wszystko ma swój czas, warto w to uwierzyć i tego się trzymać.

      Jeszcze raz dziękuje! Cieplutko pozdrawiam i życzę kolorowych snów!

  32. Kat Nems says:

    a ja wlasnie napisalam o tym tekst o tym jako matka byc mogę:)
    najważniejsze być sobą:)

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Dokładnie! Naturalność to podstawa 🙂

  33. Carla says:

    Czytając Twój wpis, przypomniałam sobie początki mojego macierzyństwa. To zagubienie, bezradność, stres… Z czasem, gdy przychodzi doświadczenie i zaufanie do samej siebie i swojej intuicji, pojawia się luz i spokój ducha 🙂

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      To prawda! Minęło pół roku, a ja powolutku oddzyskuję równowagę :).

  34. Sylwia z Mloda mama pisze says:

    Pewnie kazdy ma swoje priorytety. Nie da sie byc idealnym we wszystkim. Ja pewnie moge uchodzić za „idealna mame” pod względem mojego podejscia do kp, rozszerzania diety, czy wspierania w rozwoju motorycznym. Ale jak kazdy w wielu kwestiach odpuszczam – mamy mnostwo plastikowych zabawek, zostalam nawet za to u siebie skrytykowana na blogu. I wlasnie zlapalam sie na tym ze przez to vhowalam je na zdjęciach :p bo przejelam sie opinia wlasnie tych mam, które kupują tylko drewniane zabawki.
    Ja uwielbiam Twoje zdjecia i energie ktora z nich bije.
    A wiesz ze odkad urodzilam jeszcze ani razu nie napisalam paznokci… Zawsze z zazdrością patrze na kobiety z zadbanymi paznokciami, ale -samej jakos nie mam na to parcia. Mam czas by sie umyć, uczesać, pomalować, ale paznokcie – jakos odpuscilam
    Kazda mama jest inna, wyznaje inne wartości, co innego jest dla niej kluczowe w wychowaniu.

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      To odrobinę inaczej, ty słońce masz ogromną wiedzę i ja ja bardzo szanuję. Wiem, że spotkam u Ciebie cenne informacje, które ponad to wypróbowałaś. I, co najważniejsze w tym wszystkim jesteś sobą i za to się Ciebie ceni :). Jasne, że można upiększać swoje życie, tylko po co? Buziak!

  35. Izabela says:

    Eh pamiętam doskonale strach w pierwszych dniach życia mojej Hanki. Totalnie nic nie ogarniałam! Dzisiaj wiem, że wiele rzeczy zrobiłabym inaczej i mam nadzieję, że będę miała jeszcze okazję.

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Ja także czułam strach i nieporadność, jednak czy zrobiłabym coś inaczej? Chyba nie. Przy drugim bobasie pewno będę podobnie zakręcona 🙂

Dodaj komentarz:

*

Pola oznaczone * są obowiązkowe