Mamatywna
Prawdziwie kochająca żona, spełniona mama i zakochana w ludziach pielęgniarka.

W domu raz chaotyczna iście prawdziwa Kobieta, a raz ceniąca spokój miłośniczka Sigura Rosa'a. Królowa swojej kuchni, uwielbiająca trwonić czas na szarlotkową klasykę, albo cukiniowo - batatową ekstrawagancję.

Introwertyczna domatorka, ceniąca detale, amatorka gór i kotów, wierszokletka, artystka z krwi i kości, grafomanka i Ba!
Spełniona kobieta.

Menu

A na uspokojenie, Szkoła Rodzenia – cz.1

***

Jako, że po nazbyt dobrze przespanej nocy, Mamatywna dostała powera, będzie to kolejny wpis, który muszę podzielić na dwa. W dzisiejszej części opowiem Wam dlaczego szkoła rodzenia jest dobrą alternatywą dla mam poszukujących wiedzy oraz spokoju. Miłego czytania kochani 🙂

Z punktu widzenia czasu, mogę powiedzieć, że ciąża upływa w gruncie rzeczy, pod jednym wielkim znakiem zapytania. Zgodzicie się ze mną? Gdy tylko pierwsze emocje opadną zaczynają nas nawiedzać pytania. Jak to będzie żyć z takim maluchem? Jak należy o niego dbać? Pojawia się temat kąpieli, który przeraża niejednego świeżo upieczonego rodzica. Kikut pępowinowy, kolki, ulewania? Do tego cały przebieg porodu. Zastanawiamy się jak to właściwie jest z tym karmieniem piersią, pytamy jak wygląda połóg. Każda z Was pewno dorzuci tutaj coś swojego. Do tej masy pytań natury technicznej dochodzi nasze, dość chwiejne samopoczucie.

Pragniemy być przygotowane na zmiany jakie nadejdą, chcemy być dobrymi, ba! najlepszymi matkami dla naszych dzieci! Któż by nie chciał być Super mamą? Przy okazji (co tam!) bojąc się własnego cienia. Zazwyczaj (być może są od tej reguły wyjątki?) daleko nam do pewnych siebie, super świadomych matek. Najczęściej stoimy gdzieś w cieniu, przerażone i zagubione. Przynajmniej na początku krętej drogi zwanej macierzyństwem. Pisałam jakiś czas temu, jak łatwo spotkać na owej drodze życzliwych doradców, ludzi zaiste wszechwiedzących i nieomylnych. Jako, że tych polecam unikać, zaproponuję Wam coś w zamian. W moim przypadku wiele wątpliwości rozwiała szkoła rodzenia, i to o niej chciałabym dziś opowiedzieć.

***

Oczywiście ciążowy człowiek nie ma tylko pytań. Myśli także o maluszku (lub maluszkach), zastanawia się jak to będzie, jest szczęśliwy i przerażony jednocześnie. Płacze zarówno ze szczęścia jak i ze smutku. To jasne, że staramy się przeżyć ten czas jak najlepiej potrafimy. Z jednej strony marzymy o chwili, w której zobaczymy nasze maleństwo, natomiast z drugiej mamy tak wiele pytań i wątpliwości, że ogarnia nas jeden, paskudny wielkooki strach. Chcemy, aby wszystko było przygotowane jak najlepiej się da. Idealnie posortowane, poprane, poukładane i dopasowane. Znacie to? My same, chcemy być gotowe na zmiany jakie nadejdą. Chcemy dać sobie radę. Chyba każda z nas zastawiała się jaką mamą będzie i przy okazji wątpiła w siebie, oj bardzo wątpiła. Przecież tyle trzeba ogarnąć, tyle się nauczyć, tyle przewidzieć. Do tego ciągle rosnąca lista rzeczy „to do”, związanych z przyjściem maluszka na świat, nie daje nam spać.

Wiedza gwarantem spokoju.

Chcemy, aby wszystko było gotowe już teraz, natychmiast! A my? Marzymy o spokoju, ciszy dzięki której będziemy mogły przeżyć ten wyjątkowy czas. Dokładnie. Kobiecie w ciąży trzeba spokoju kochane mamy. Niezależnie od tego, która to Wasza ciąża, zawsze istotny będzie spokój, zarówno dla Was jak i Waszego małego lokatora. Ktoś mądry powiedział, że większość wątpliwości bierze się z niewiedzy i zapewne miał rację. Jest to jakieś wyjście prawda? Zatem, co robimy? Odwiedzamy księgarnie, kupujemy kilka książek o macierzyństwie i próbujemy czytać. Tak, próbujemy bo nasz ciążowy umysł odmawia posłuszeństwa niemalże na każdym kroku. Dobrze to pamiętam, skupienie na poziomie zerowym, niezdarność i stos rozbitych naczyń. Ale, co tam. Książki kupione, więc czujemy się odrobinę lepiej. Coś zrobiłyśmy prawda? Kolejnym etapem są fora internetowe i artykuły, tutaj bywa różnie, niestety zazwyczaj kończy się rosnącą frustracją i kapitulacją czytającej. Nie kochane, nie byłam wyjątkiem. Niestety. O czym pisałam już Wam tutaj.

Dlatego uważam, że warto szukać rzetelnych źródeł informacji. W moim przypadku lekarz nie wypalił, może u Was było lepiej? Natomiast od kiedy tylko dowiedziałam się o ciąży, wiedziałam że chcę uczęszczać do szkoły rodzenia. I to nie sama! O nie. Chciałam zrobić to razem z P. Moim zdaniem szkoła rodzenia oferuje nam oczywiście wiedzę i doświadczenie, ale co ważniejsze zbliża partnerów. Pozwala wzajemnie się zrozumieć. O ile jest dobrze prowadzona. A o to niestety trudno.

Jak wybrać szkołę rodzenia?

Gdy zaczynałam myśleć o szkole rodzenia, nie miałam pojęcia czym się kierować. Dlatego też, spróbowałam ugryźć temat od innej strony. Pamiętam, że dłuższy czas nie mogłam się zdecydować, gdzie chcę rodzić. Wiedząc, że bywają sytuacje kryzysowe, w których to nie my decydujemy, a robi to najbliższa placówka, dmuchając na zimne postanowiłam iść tam, gdzie miałam najbliżej. Oczywiście idąc tym tropem interesowała mnie także przyszpitalna szkoła rodzenia. Raz, że blisko, dwa. Szpitalne szkoły rodzenia bywają tańsze, a nawet darmowe (tak przynajmniej myślałam). Trzy, poznam szpital, w którym będę rodzić. Same plusy, superlatywy, miód i orzeszki. Tak miało być.

Będąc, gdzieś w połowie ciąży chwyciłam za telefon. Pierwszy, drugi, dziesiąty. Za każdym razem, albo głucho, albo Pani od szkoły rodzenia na bloku, na obchodzie, na urlopie. Przed kolejnym telefonem coś mnie tknęło i postanowiłam poszukać w internecie informacji o owej placówce. Cóż, mówiąc ogólnie nie ma ona dobrej sławy, podobnie jak szkoła rodzenia. Nie zniechęcałam się jednak, bo nigdzie nie znalazłam konkretnych informacji dotyczących ceny zajęć, ilości spotkań, godzin i konkretnych dat.

Pod koniec Maja udało mi się dodzwonić.

– Dzień Dobry ja w sprawie szkoły rodzenia – zaczęłam spokojnie.
– Tak, słucham Panią.
– Od kiedy należy się zapisać i w jakich godzinach odbywają się zajęcia? – Zapytałam.
– W którym tygodniu ciąży Pani jest?
– Aktualnie będzie 25.
– Doskonale! To idealny moment. Zajęcia trwają średnio miesiąc, dwa razy w tygodniu o 13. Koszt jednych zajęć to 30 zł. Dodatkowo dwa zajęcia są ekstra płatne za osobę towarzyszącą – wyrecytowała lapidarnie.
– Czyli na resztę zajęć nie można przyjść z mężem? – Zaniepokoiłam się.
– A po co Pani mąż? To tematy dla kobiet. Panowie ewentualnie powinni być na kąpieli noworodka i etapach porodu. Poza tym nie widzę powodu, aby zajmowali nasz czas.
– Na ten moment dziękuję, do widzenia – odparłam lekko zszokowana.
Kończąc rozmowę, wykalkulowałam, że takowe zajęcia wyszłyby nas ok. 300 zł. Pomijając dziwne podejście położnej do obecności przyszłych tatusiów. Serio? 300 zł? I zajęcia 2 razy w tygodniu w godzinach szczytu. Postanowiłam poszukać gdzie indziej. Bardzo zależało mi na obecności męża. To byłą nasza wspólna sprawa. Oboje chcieliśmy mieć możliwość nauki i poznania tego, co nas czeka, chociażby w najmniejszym stopniu. To miało być nasze mentalne przygotowanie do przyjścia Karola na świat.

Zatem szukałam dalej. Przejrzałam wiele stron z prywatnymi szkołami, niestety znalazłam tylko jedną bezpłatną i to przy szpitalu, w którym nie chciałam rodzić. Porzuciłam temat na kilka dni. I wiecie co? Pod latarnią najciemniej! Od znajomych dowiedziałam się, że uczęszczali na szkołę rodzenia w moim rodzinnym mieście. Bardzo sobie zachwalali. Moja mam rodziła w tym szpitalu. Nie musiałam się długo zastanawiać. Ponownie chwyciłam za telefon.

– Dzień dobry, ja w sprawie szkoły rodzenia – zapytałam pełna nadziei.
– Ah tak, słucham Panią?
– Mogłaby mi Pani udzielić ogólnych informacji, w związku z nowym naborem do szkoły.
– Oczywiście. Zajęcia zaczynają się zawsze w pierwszy poniedziałek miesiąca, dość późno bo o 17, w celu dostępności dla wszystkich. Zdajemy sobie sprawę, że większości tatusiów pracuje – grzecznie odparła położna.
– Czyli można zaprosić osobę towarzyszącą?
– Jak najbardziej, przecież razem przez to przechodzicie prawda? – Zaśmiała się położna.
– No tak, ma Pani rację, a co z kosztami?
– Płacą państwo 150 zł za cały kurs, 8 zajęć, w tym elementy jogi, spotkania ze specjalistami, plus wykład naszego lekarza i oczywiście zwiedzanie porodówki.
– Wspaniale, to jak można się zapisać? – Prawie pisnęłam.
– Niech państwo po prostu przyjdą na pierwsze zajęcia w kolejnym cyklu.
– Dziękuje uprzejmie i do widzenia! – Pożegnałam się.

I tym sposobem, za kilka tygodni znaleźliśmy się w szpitalu, w którym moja mama urodziła mnie, a ja urodziłam Karola. To była jedna z lepszych decyzji w moim życiu.

***

Sporo czasu spędziłam na szukaniu idealnej szkoły, idealnej dla mnie i mojego męża. Ale wiecie co? Było warto. Dziś cieszę się, że powybrzydzałam, cieszę się że wiedziałam czego szukam i starłam się to znaleźć. Gdybym zapisała się do pierwszej lepszej placówki, trudno powiedzieć jak by to wszystko się skończyło. Nie mam pojęcia, gdzie bym wtedy rodziła. Na szczęście nasze wybory okazały się być słuszne, a wszystko ułożyło się najlepiej, jak tylko mogło, pomimo małego falstartu :). Kolejnym razem opowiem Wam jak wyglądały nasze zajęcia, zaznaczę dlaczego warto skorzystać z usług Szkoły Rodzenia i opowiem kilka ciekawostek, których nas nauczono.

Trzymajcie się kochani!

Dajcie znać jak to było u Was?
Zdecydowaliście się na szkołę rodzenia?
Jakie są Wasze doświadczenia?

Jeśli podobał Ci się ten tekst, zapraszam do polubienia mnie na Facebooku, będzie mi bardzo miło.

Mamatywna

Dyskusja:


  1. Arbuziaki-Beata Wilczyńska says:

    Z racji tego że do najbliższej szkoły rodzenia miałam 40 km, a akurat ciąże miałam obydwie zimowe więc i warunki do jazdy z tej naszej prowincji kiepskie, do szkoły takowej nie uczęszczałam. Ale żałuję.

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      To nie jest aż tak ważne 🙂 dziś pewnie masz większą wiedzę i doszłaś do niej sama!

  2. Karolina z OdNova says:

    Nie chodziłam do szkoły rodzenia- nie dlatego, że nie chciałam, tylko taka była sytuacja. Nie rozpatruje tego w kategoriach żałowania bądź nie. Cenię sobię rozwój, a takie doświadczenie byłoby bez wątpienia rozwijające. Jestem zwolenniczką szkół rodzenia- wiedza, daje nam poczucie bezpieczeństwa i spokój, tak bardzo nam potrzebne w czasie ciąży.
    Ściaskam

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      To prawda, moja szkoła uspokoiła mnie trochę, czułam się pewniej i bezpieczniej 🙂

  3. Gitarą Rysowane says:

    Szkoła rodzenia przydaję się mężczyznom. Dziś chyba większość z nich nie ucieka z sali porodowej 🙂

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Dokładnie, czasy się zmieniają, a Wy wspieracie nas od początku do końca i jest to, coraz bardziej powszechne 🙂 dla mnie mój maż był największym wsparciem, znosił wszystko i kochał pomimo 🙂

  4. Karol Andras says:

    W pierwszej ciazy chodzilam na zajecia oplacane przez miasto Warszawa. Osobiscie uwazam to za zmarnowany czas, bo teoria malo byla istotna przy praktyce, kiedy juz corka pojawila sie na swiecie.

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Niestety szkoły są różne, dużo zależy od prowadzącego 🙂

  5. MamaKarolina says:

    Ja bardzo się nastawiłam na uczęszczanie do szkoły rodzenia. Na prawdę bardzo chciałam, jednak nasza sytuacja finansowa nie pozwoliła na to, bym wybrała kurs płatny. Dwoje bezrobotnych, którzy właśnie wrócili z zagranicy z cholernymi długami. Na szczęście w Warszawie sporo jest takich kursów darmowych. Moja ginekolog pod koniec grudnia powiedziała mi, że mogę się zapisać do szkoły rodzenia. Natychmiast poszłam do recepcji to zrobić i usłyszałam, że na razie nie ma szkoły rodzenia. Mówię, że widziałam na stronie że mają i czy w takim razie wiedzą kiedy ruszą zajęcia. Nie wiedzą. Dzwoniłam pytać co tydzień. Po jakimś czasie postanowiłam poszukać innej szkoły rodzenia. Napisałam do kilku z nich i za każdym razem otrzymałam informacje, że zajęcia zostały wstrzymane. W końcu udało mi się dowiedzieć, że m. st. Warszawa przestało na razie finansować szkoły rodzenia. I tym sposobem dojechałam do 35tc, szkoły rodzenia już nie szukam, ale bardzo mi przykro, że nie udało mi się chodzić. Tym bardziej, że wszystkie zajęcia zostały wstrzymane na zaledwie 2-3 miesiące i ruszyły znowu… Szkoda, że akurat na te miesiące kiedy ja powinnam tam chodzić 🙁

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Nic nie zrobisz 🙂 akurat trafiłaś na taki moment, a wierz mi lepiej nie iść wcale niż trafić na źle prowadzoną szkołę, bo wtedy zamiast odpowiedzi, otrzymujesz tylko kolejne wątpliwości :). Dacie radę! Byle razem 🙂

  6. Sylwia z Młoda mama pisze says:

    U nas był spory wybór bezpłatnych szkół rodzenia. Myślę, że przy pierwszym dziecku waro wybrać się na takie zajęcia, szczególnie jeśli jest się na l4 – wtedy mamy więcej wolnego czasu.

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      To prawda, zajęcia są organizowane zazwyczaj dwa razy w tygodniu, trzeba mieć na to czas 🙂

  7. Galantyka says:

    Co prawda, do takich decyzji u mnie jeszcze długa droga, ale wpis ciekawy 🙂 Ta szkoła rodzenia musi być super sprawą!

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Panuje tam dość niecodzienna atmosfera 🙂 warto się przekonać!

  8. Bożena says:

    W pierwszej ciąży chodziłam na szkołę rodzenia. Bardziej mi to pomogło

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Cieszę się, że więcej osób podziela moje zdanie 🙂

  9. W Krainie Zabawek says:

    Nie bylam w szkole rodzenia i chyba zaluje 🙂

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Spokojnie, sama dowiedziałaś się tego, co potrzebne, dałaś radę bez tego typu pomocy to najważniejsze! 🙂 Nie ma czego żałować!

  10. Magda Zawadzka alias MatkaHrabiny says:

    Zawsze chcialam chodzic do szkoly rodzenia, nie było mi dane…nadrobiłam zaległości „po” fakcie. Brakowało mi bardzo innych brzuchatek.

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Mnie także brakowało chociażby widoku innych kobiet w ciąży, wymiany poglądów, cóż nie rozmawiałyśmy zbyt wiele, ale ich obecność i tak była pomocna!

  11. Mariola says:

    A w jakim szpitalu rodziłaś? Ja się zapisałam do szkoły rodzenia w Sosnowcu w szpitalu i zajęcia są bezpłatne 2x w tyg
    (szczerze zapomniałam zapytać czy mąż też ma bezpłatne ale to dopytam)

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Rodziłam w Siemianowicach Śląskich :). W zeszłym roku zajęcia w Sosnowcu były płatne, przynajmniej w 1. Pozdrawiam 🙂

  12. Beata Pietraga (pietragusy) says:

    och … ja rodziłam cztery razy … w pierwszej ciąży nie miałam czasu na szkołę rodzenia, aż do samego porodu pracowałam… a w kolejnych ciążach, za skarby świata bym nie poszła do szkoły rodzenia… z wielu powodów – ale, kobietom brakuje kontaktu z innymi mamami … otuchy od innych ciężarnych kobiet … jedni potrzebują słuchania, a inni opowiadania swoich historii … jeśli ktoś czuje taką potrzebę to warto się wybrać i najlepiej z partnerem – jeśli planuje się wspólny poród … facet wśród wielu ciężarnych „głupieje” w pierwszej chwili … bezcenny widok 🙂

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Haha, to prawda mężczyźni głupieją w takiej „nowej” sytuacji 🙂 To był zabawny widok!

  13. Patrycja says:

    Jeszcze nie rodziłam, więc jestem zielona w tym temacie, ale chyba jak każda kobieta zastanawiałam się już, jak to jest być mamą, jaką będę mamą, jak przebiega poród. Fajnie, że udało się Wam znaleźć kompetentną i profesjonalną szkołę rodzenia. Myślę, że jest to bardzo ważne, to tak jakby pierwszy krok ku macierzyństwu. Pozdrawiam 🙂

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Dokładnie, to jest taki pierwszy krok, porządne teoretyczne przygotowanie do porodu, oswojenie się z tematem i wspólna droga do rozwiązania. Pozdrawiam cieplutko! 🙂

  14. Alicja - o chłopcu i says:

    Chodziłam do szkoły rodzenia w Irlandii, w pierwszej ciąży . W drugiej sobie darowałam, bo już miałam doświadczenie . Wszystko bulo fajnie , do momentu zwiedzania porodówki 🙂 strasznie to przepłakałam , byłam przerażona … a w gruncie rzeczy , gdy już tam trafiłam na nic nie zwracałam uwagi i było mi wszystko jedno 🙂 powodzenia życzę !

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Nasza porodówka na pierwszy rzut oka także byłą dość starodawna, jednak gdy zaczęliśmy zwiedzać dokładniej, okazało się być całkiem sympatycznie, do tego przemiły personel. To było dobre miejsce! Nie żałuję 🙂

  15. Iza - Kobieca Strona Mamy says:

    Jak zwykle miałaś niezłe „przeboje” 😉
    Ja chodziłam do szkoły rodzenia (z mężem) przy szpitalu, w którym rodziłam. Zajęcia prowadziła zaprzyjaźniona położna, a same zajęcia odbywały się w dogodnym dla nas terminie. Zwiedzanie porodówki i zajęcia na sali porodowej wspominam bardzo miło 🙂 W ogóle było wesoło! A cenowo? Dokładnie już nie pamiętam, ale na pewno nie przekroczyło to 150 zł 🙂
    Warto chodzić na szkołę rodzenia, warto szukać najlepszej opcji. Od zawsze wiedziałam, że będę chciała chodzić na szkołę rodzenia i jakoś nie wyobrażam sobie inaczej… Z resztą sama położna mówiła, że później podczas porodu łatwo poznać, która pani chodziła na takie zajęcia, a która nie.

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Nawet jeśli wydaje się, że taka szkoła nic nie dała, jeśli wciąż czujemy się niepewne i zagubione, to nie prawda że niczego nie zyskaliśmy. Zawsze coś nam zostaje, nawet jeśli początkowo tego nie widzimy :). Ja niczego nie żałuję. Dziś wiem, że było warto! Buziak!

  16. Ewa says:

    Ciekawy artykuł 🙂 mam to wszystko jeszcze przed sobą, ale dobrze wiedzieć od czego zacząć szukanie

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Dokładnie, informacje mogę się kiedyś przydać 🙂 pozdrawiam!

  17. renata says:

    Fajne sa takie szkoły rodzenia gdzie można spotkać inne kobiety, przyszłe matki:)

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      To prawda, obecność innych kobiet w ciąży dodaje otuchy 🙂

Dodaj komentarz:

*

Pola oznaczone * są obowiązkowe