Mamatywna
Prawdziwie kochająca żona, spełniona mama i zakochana w ludziach pielęgniarka.

W domu raz chaotyczna iście prawdziwa Kobieta, a raz ceniąca spokój miłośniczka Sigura Rosa'a. Królowa swojej kuchni, uwielbiająca trwonić czas na szarlotkową klasykę, albo cukiniowo - batatową ekstrawagancję.

Introwertyczna domatorka, ceniąca detale, amatorka gór i kotów, wierszokletka, artystka z krwi i kości, grafomanka i Ba!
Spełniona kobieta.

Menu

Akcja: Mama w domu – nie leży i nie pachnie, tylko pracuje

***

Mama w domu – nie leży i nie pachnie, tylko pracuje!” to tytuł akcji, której pomysłodawcą jest Aneta z bloga Mama Dwójki. Powstała ona, po tym jak przeczytała wpis Beaty z bloga Arbuziaki  (tutaj przeczytasz post, od którego wszystko się zaczęło). 

Ten wpis stał się dla niej inspiracją. Pomyślała, że fajnie będzie przeczytać o tym jak inne matki, zmagają się z codziennością. Poczuć, że inne mają podobnie, a tym samym uświadomić całej reszcie społeczeństwa, że my mamy, które siedzimy w domu, także wykonujemy pewny rodzaj pracy. Pracy za którą nam nikt nie płaci. Tylko postrzega przez pryzmat powiedzenia ” Leżę i pachnę”

Aneta postanowiła zaprosić do akcji wraz z Beatą, kilka mam blogerek, w tym mnie, aby każda z nich napisała swoją „kartkę z kalendarza”. Zatem jak wygląda mój standardowy dzień? Czytajcie śmiało 🙂

 

***

Poniedziałek – 13 Marca

Jeśli mój mały potworek nie ma ochoty na nocne ćwiczenia pełzania oraz zabawy z kotem, leżymy sobie do 4. Nie myślcie sobie, że to pierwsza pobudka tej nocy. Nie. Co to, to nie! Moje 7 miesięczne kochanie oczekuje pierwszego ząbka, więc pobudki zdarzają się nawet, co 15 minut. Niby spoko, obudzisz się, dasz cyca i git. Jednak, przerywany sen męczy, nie mówiąc już o szarpanym (bo jak inaczej można nazwać budzenie się dosłownie, co 15 minut?)

4:00 Buuuu! Otwieram oko. Tak to mój syn, przygotowuje się do ostatecznej pobudki. Kręci się, szuka miejsca. Boże, może zaśnie jeszcze chociaż na 15 minut.

4:05 Bu Bu Bu! Zerkam. Jest już na brzuchu, patrzy na męża. Ciągnie go za ramie. Tak! Dobrze wybrałeś maluchu, obudź tatę! A mamusia jeszcze pośpi.

4:15 Mąż ani drgnął, syn skapitulował. Małe niebieskie oczka wpatrują się we mnie uroczo. Gdy tylko zaczęłam się poruszać, na maleńkiej buzi pojawił się zalotny uśmiech i kropla śliny. W akompaniamencie nonszalanckiego uśmiechu słychać gromkie – pryyyyyyt. To będzie piękny dzień!

4:20 Maluch jadł około 3, ale chcąc jeszcze poleżeć próbuję przystawić go do piersi. Nic z tego. Pierś dostała z liścia, ja natomiast ledwo go uniknęłam. Dobra mały mężczyzno, przyjdzie czas gdy będziesz marzył o takich przywilejach. Żeby kobieta wciskała Ci cycka do buźki? No nic. Czas na zmianę pampersa.

4:30 Maluch zostaje położony na matę, a ja próbuję dobrać się do jego skarbu. Robi piruety niczym Wiedźmin, a ja wciąż próbuję. Po rozerwaniu brzegów majteczek, pięta spektakularnie ląduje w pełnym pampersie. To nie mógł być przypadek po raz czwarty z rzędu. Mały kawalarz!

4:40 Karol pełza po pokoju, zajął się gryzieniem rury od odkurzacza. Ok! Pędzę zrobić mężowi śniadanie do pracy. Buuuu! Zerkam. Maluch wytaszczył już cały odkurzacz spod kanapy. Przekrawam bułkę. Bu Bu Bu Bu! Sprawdzam. Kroję ogórka. Bu! Sprawdzam. Smaruję bułkę masłem. Buuuuu! Sprawdzam. Kroję pomidora. Bu! W końcu zabieram małego do siebie i odganiam go, co chwilę od kociego jedzenia, narożników szafek i szuflady, którą bez problemu otwiera.

5:10 Jest senny. Próbuję dać mu herbatę, nie ma czasu na picie. Przystawiam do piersi, nie ma czasu. Biorę go na ręce, płacz. Bawimy się klockami, płacz. Idziemy do okna, płacz. Pielucha czysta. Ok. Czas na pacyfikację. Idziemy do ciemnej łazienki. Tam maluch odcięty od świata, udobruchany maminą kołysankę, chętnie chwyta pierś. Wysysa wszystko w pięć minut i zasypia. Odkładam go do łóżeczka, sama też się kładę. Pięknie! Mogę jeszcze chwile pospać.

5:50 Dzwoni budzik. Mąż wstaje, maluch otwiera oczy i zaczyna radośnie piszczeć. Jest gotowy do dalszej zabawy. Pospane.

6:20 Maż wychodzi do pracy, a my kursujemy pomiędzy odkurzaczem, oknem, matą i stołem. Gdy tylko próbuję wyjść do kuchni słyszę płacz, wracam śmiech i tak w kółko. Ponownie sprawdzam pampersa. Sucho. Próbuję herbatki. Robi dwa szybkie łyki i pełza dalej. Załatwia swoje dzidziusiowe sprawy. Dorosły tego nie ogarnie.

7:20 Próbuję wyjść do łazienki i sama trochę się ogarnąć. Po wyjściu, słyszę standardowe Bu Bu Bu! Wracam uspokajam go, próbuje ponownie. Bu! Daję mu grające pianinko i tym sposobem kupuję kilka chwil.

8:15 Biegnę do łazienki. Rozbieram się. Myję zęby, twarz. Wskakuje do wanny, odkręcam wodę. Buuu! No nic maluchu, chwilkę poczekasz. Nasłuchuję. Cisza. Biorę się za mycie włosów. Płacz. Wychodzę. Mokra, jeszcze z pianą na głowie, wbiegam do pokoju. Maluszek na środku dywanu gryzie gumową żabkę i słodko się do mnie uśmiecha. Głaskam go i wracam do wanny. Znów płacz. Biorę go pod pachę do łazienki. Usuwając tym samym wszelkie przeszkody, takie jak kocia kuweta. Udało się! Wychodzę. Na ten moment rezygnuję z zabiegów kosmetycznych jak nakładanie balsamu czy makijaż. Wracamy do zabawy

9:00 Zmieniamy pieluszkę. Mały robi się płaczliwy. Jest śpiący, ale nie ma czasu na sen, podobnie jak na jedzenie. Zwiedzamy kuchnię i gonimy kota. Karol ziewa. Mam kolejną szansę, aby go ululać do snu.

10:00 Idziemy do łazienki, zasłaniamy wszelkie szczeliny, przez które mogłoby się przedostać światło i przystawiamy się do piersi. Karol pije, zasypia i wybudza się niemalże jednocześnie. Walczy ze snem. Takie jest moje dziecko, mały fighter! Po dłuższym czasie uruchamiam ciężką artylerię, zaczynam śpiewać i odkręcam wodę w kranie. Czuję jak małe ciałko robi się coraz bardziej bezwładne. Śpi. Jeszcze jeden etap. Odłożenie do łóżeczka. Delikatnie, spokojnie zbliżam maluszka do jego kołderki. W tym momencie Lady przybiegła jak strzała do pokoju, wyraźnie zadowolona z naszej obecności. Buuu! No tak. Życie.

11:00 Próbujemy ponownie. Na szczęście maluch jest już bardzo zmęczony. Szybko zasypia.

11:20 Karol leży w łóżeczku, a ja nie wiem już, za co mam się zabrać. Muszę sama coś zjeść, marzę o kawie. Ciepłej. Do tego trzeba trochę ogarnąć mieszkanie, puścić pranie i zacząć robić obiad. Ok. Od czego by tu zacząć? Niemalże jednocześnie zaczęłam robić sobie owsiankę i segregować pranie. Gdy płatki się namaczały zdążyłam odkurzyć, poprawić łóżko, zebrać zabawki i przetrzeć podłogę w dużym pokoju. Super! Wyjęłam mięso na obiad. Postawiłam wodę na kawę.

12:00 Szczęśliwie siadam przy komputerze. Kawa, pyszna owsianka i chwila dla siebie. Bosko.

12:15 Bu Bu Bu! To była piękna chwila, a kawa była nawet ciepła.

12:30 Karol ma dobry humorek, zmieniamy pieluszkę i bierzemy się za solidne śniadanko. Stawiam parówkę na gaz, mały w tym czasie zwiedza kuchnię. Kocie jedzenie, buty i chodniczki lądują wyżej, poza zasięgiem malutkich rączek. Kroję mięso i warzywa, wrzucam na patelnię, doprawiam, smażę. Stawiam wodę na makaron. W międzyczasie zmywam podłogi na przedpokoju i kuchni, aby mały nie został interaktywnym mopem. Pranie! Totalnie zapomniałam.

13:00 Parówka gotowa, studzi się. Wrzucam makaron do wody. Próbuję rozwiesić pranie. Mały ciągnie mnie za nogawki i ściąga, co dłuższe fragmenty upranych rzeczy. Przednia zabawa!

13:30 Karol ląduje w stołeczku, karmię go kawałkami parówki. Rozgląda się, wszystko jest ciekawe. Rozprasza go kot, pranie, światło. Wszystko. Każdy kęs to walka. Odpuszczam. Zjadł ledwo połowę. Popijamy herbatką. Szybki cycek łazienkowy i próbujemy wybrać się na codzienne spacero-zakupy.

14:15 Po kilku podejściach maluszek jest ubrany, makaron odcedzony, a drugie pranie czeka na załączenie. Nadrabiam zaległości i lecimy. Świeci słonko, robi się wiosennie. Mijamy sporo ludzi. Karol zaczepia ich uśmiechem. Jest zadowolony. Wjeżdżamy do biedronki, kupujemy kilka potrzebnych rzeczy. Przy okazji, przy kasie wysłuchuję od starszego pana jaka to jestem głupia, że nie mogę objechać na około, tylko cisnę z wózkiem przy samych kasach. Co poczniesz. Pani z kasy i kilka klientek zrównały go z ziemią, ja nie musiałam. Miły dzień.

14:30 Wracamy przez park. Po drodze siadamy na ławce i karmimy gołębie jedną z zakupionych bułek. Maluch patrzy zaciekawiony, trzyma w buzi swój kawałek pieczywa. Wracamy

15:00 Wpadamy do domu, rozbieramy się. Zmieniamy pieluszkę. Maluszek pije soczek. Siadamy do zabawy czekając na tatę.

15:30 Mąż wraca. Rozbiera się i bierze maluszka na ręce, ja w tym czasie kończę obiad, podaję memu lubemu. Następnie karmię maluszka kremem ze szpinaku, który został nam z wczoraj. Je chętnie, nie mogąc oderwać oczu od ukochanego taty, za którym się przecież tak bardzo stęsknił.

16:00 Wszyscy troje lądujemy do łóżka. Maluch dopija pierś. Zasypiamy.

17:00 Tata spędza czas z Karolem, ja natomiast rozpakowuję zaległe zakupy, wyciągam zapomniane dawno pranie i przygotowuję akcesoria kąpielowe.

17:30 Bawimy się razem.

18:00 Przygotowujemy kąpiel. Po przedniej zabawie w wannie i zalaniu przy tym połowy łazienki, maluch jest transportowany do pokoju, a tam robimy mu małe SPA na atopową skórkę. Dostaje witaminę D i Nurofen, bo zęby ponownie atakują, jak to wieczorem mają w zwyczaju.

18:45 Karmimy się, mały ponownie walczy.

19:30 Śpiewam, kołyszę, tulę.

20:00 Zasypia. A mama zbiera się do wanny. Odkręcam wodę. Wchodzę. Buuuuuuuu! Bez komentarza.

20:15 Mąż próbuje ogarnąć sytuację, ale niestety mały ubzdurał sobie mamę, zatem wychodzę, wycieram się i ponownie śpiewam maluchowi. W kółko te same trzy piosenki.

21:00 Karol Śpi. My zasiadamy do serialu z kolacją.

22:00 Kładziemy się spać, jestem zmęczona. Karol się wierci, ale nie wybudza. Odetchnęłam z ulgą, wtulam się w męża i próbuję zasnąć. Zobaczymy, co przyniesie noc.

Oczywiście bywają też lżejsze dni, dni w które mam odrobinę czasu dla siebie. Niestety podczas ząbkowania, maluch nie tylko jest niespokojny, ale do tego wyznaje Mamozę absolutną. Nie wyobrażam sobie, wcisnąć tutaj jakiegoś chociażby półetatu bez straty dla dziecka. Jestem dumna, że jestem w domu, a swój czas daję Karolowi. Wiem, że kiedyś spojrzę na te chwile ze wzruszeniem, wiem też że szybko przeminął, a ja będę wiedziała że byłam na właściwym miejscu. Pasje i kariera poczekają ten rok, dwa. Dziecko kochani dorasta tylko raz.

Buziak!

***

Oto wszystkie autorki i ich blogi, które podjęły się udziału w akcji:

***

Jeżeli podoba Ci się pomysł akcji, będziemy bardzo wdzięczne za udostępnienie naszych „kartek w kalendarza”. Pragniemy uświadomić wszystkim, że siedzenie w domu z dzieckiem /dziećmi, jest także formą pracy. Pracy na więcej niż cały etat bo 24 na dobę, siedem dni w tygodniu. Chcemy, aby nikt nam już nie mówił, że nam się nudzi. Że macierzyństwo to sama radość. Przyjemność siedzenia w domu, bez wysiłku fizycznego czy psychicznego. Odwalamy kawał wielkiej roboty i pragniemy tylko, aby postrzegać nas za to co robimy siedząc w domu. Wbrew pozorom, nie leżymy, nie pachniemy. Jesteśmy w biegu i często zamiast pachnieć, pachniemy, ale nieprzyjemnie, nie mówiąc, że brzydko 😉 Padamy ze zmęczenia, ale rano wstajemy. Choć może się walić i palić, my działamy. Każdego dnia, od rana do nocy.

 

17354691_306745949742986_1554125198_n

Mamatywna

Dyskusja:


  1. Magda-Lekka Zmiana Mamy says:

    Mamatywna tak to niestety czasem wygląda 🙁 Ząbkowanie bywa trudnym czasem. U nas też nie było „różowo”, choć ciut lepiej. Z kolei zdarzała się wtedy gorączka :/ Zdecydowanie będąc z dzieckiem w domu jest co robić i nie ma nudy 🙂 W

  2. Maja says:

    Piękna inicjatywa. Myślę, że warto o tym mówić, bo chyba tylko druga mama jest w stanie zrozumieć to „nicnierobienie” w ciągu dnia. Czasem mamy dyskusje na ten temat, że przecież Ty nie chodzisz do pracy, czyżby? spróbujmy się zamienić, chociaż na 2 godziny, zapewniam Cię, że z przyjemnością wrócisz do swojej pracy, bo jeśli nie masz w sobie tej miłości, którą mam ja i tego oddania, będziesz się irytował, będziesz próbował wygospodarować czas dla siebie i wkurzał się, że nie możesz i ta irytacja będzie z minuty na minutę narastać.
    Co prawda Nomadeczka sypia do 9 i ząbkowanie przechodzi bardzo łagodnie, ale są dni, kiedy bardzo pragnie bliskości, a ja się wtedy bardzo z tego cieszę, bo wiem, że jak wszystko, to bardzo ulotny czas i będę do niego wracać z radością i dużym sentymentem.
    Całuję Was bardzo!

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Dokładnie jest tak jak piszesz. W Polsce chyba już tak jest, że zazdrości się tym, którzy mają „lepiej” i „łatwiej”, nikogo nie interesuje że zazwyczaj to co wydaje się łatwe, bywa okraszone ogromem wyrzeczeń. Tak jak piszesz, można kochać to, co się robi, ale dodatkowa pasja i siła, którą w to wkładamy potęguje zmęczenie zarówno fizyczne, jak i psychiczne. Poza tym, mama nie ma przerwy. Mama jest na swoistym dyżurze, zawsze wtedy kiedy maleństwo podniesie alarm, ona jest. I nie tylko wtedy. Uczymy, troszczymy się, dbamy, pielęgnujemy, pokazujemy świat, bawimy się, kochamy, obserwujemy, wspieramy, po prostu jesteśmy. A to tylko kwestie związane z maleństwem, gdzie tam mieszkanie, mąż, inne pasje.

  3. BeztroskaMama says:

    Myślałam że moja jest rekordzistką i wstaje o 5.30 🙂 widać masz lepszą pobudkę. Kto jak nie Matka da radę to wszystko wytrzymać 🙂 a mimo tego kolejnego dnia wstajemy z uśmiechem na twarzy.

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Haha a i tak nic nie przebije nocy, gdy nie śpi się praktycznie wcale 🙂 I masz rację wstajemy z uśmiechem! Przychodzi moja mama, albo teściowa, a ja zamiast odpoczywać i tak po kilkunastu minutach nosze maluszka, przytulam 🙂 to chyba miłość, taka najprawdziwsza!

  4. Mama Migotka says:

    o boże, od 4 zaczynasz PRACE?! o kurczaczek, szacunek że dajesz rade!

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Na szczęście nie każdego dnia wstajemy o 4, dziś np. pospałam do 5, z tym że mały poszedł spać przed północą, cały czas mam nadzieję że to przejściowe 🙂

  5. Mama Dwójki says:

    Kurcze po 4 już pełza! Ja to zawsze dzieci w łóżku trzymam 😉 znaczy się one wychodziła ja zgarniam ich spowrotem. Dziękuję 🙂

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Czasem też próbuję go przytrzymać w łóżku, zazwyczaj jednak kończy się na zmianie pampersa i lecimy do pokoju zabaw. Najczęściej prowodyrem przeprowadzki jest nasza kotka, gdy Karol ją tylko zobaczy piszczy jak oszalały i chce gonić niezależnie od aktualnej godziny 🙂

  6. MamaKarolina says:

    Intensywny dzień. A ja ciągle zapominam się zdrzemnąć w ciągu dnia i zjeść porządnie 😛 Takie niby nic się nie robi, a ciągle coś. I za każdym razem jak chce wyjść z pokoju a Julka śpi na łóżku, to muszę przełożyć ją do łóżeczka modląc się by jej nie obudzić, bo pies by zaraz do niej skoczył na łózko :/

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Ty słońce jesteś aktualnie na czuwaniu 🙂 Ten początkowy stres strasznie męczy, trudno się wtedy wyspać i odprężyć, non stop myśli się o dziecku i jego potrzebach. Pamiętam jak ciągle miałam wątpliwości czy wszystko robię jak należy, czy małemu nie jest źle 🙂

  7. Monika says:

    Mamoza absolutna -świetne określenie ! U nas ząbkowanie pomału się zaczyna…

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Te ząbki u nas ciągną się już jakieś 3 miesiące i niczego nie widać poza morzem śliny oraz twardymi i białymi dziąsłami. Teraz jak mały sobie źle złapie cycka, to nawet i bez zęba potrafi nieźle ugryźć 🙂

  8. Arbuziaki-Beata Wilczyńska says:

    Oj pamiętam jak moje Bąble budziły się co 15 minut i to całymi miesiącami, Marcinek średnio do 6 miesiąca życia. Z Jasiem było jakoś lepiej. Dlatego wiem co to sen szarpany. Można w ten sposób „przespać” i 12 godzin na dobę ale to i tak nie to samo co sen ciągły.

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Karol tak po 6 miesiącu zaczął walczyć ze snem, wcześniej nie było aż tak źle 🙂

Dodaj komentarz:

*

Pola oznaczone * są obowiązkowe