Mamatywna
Prawdziwie kochająca żona, spełniona mama i zakochana w ludziach pielęgniarka.

W domu raz chaotyczna iście prawdziwa Kobieta, a raz ceniąca spokój miłośniczka Sigura Rosa'a. Królowa swojej kuchni, uwielbiająca trwonić czas na szarlotkową klasykę, albo cukiniowo - batatową ekstrawagancję.

Introwertyczna domatorka, ceniąca detale, amatorka gór i kotów, wierszokletka, artystka z krwi i kości, grafomanka i Ba!
Spełniona kobieta.

Menu

Mama kontra służba zdrowia – część 2

***

Jestem szczęśliwa, że wcześniejszy artykuł potraktowaliście poważnie, przeczytałam wiele szczerych i rzetelnych komentarzy. Dziękuję Wam za to kochani! Chciałam Wam jeszcze raz podkreślić, że oba wpisy nie powstały, aby zrzucać winę na którąś ze stron, chodziło mi o zwrócenie uwagi na problemy z jakimi boryka się nasza służba zdrowia, jako system. Ciesze się, że nie jestem odosobniona w swoich przemyśleniach. Dziś zatem jak obiecałam druga część opowieści o służbie zdrowia, tym razem kilka słów o Izbie przyjęć.

***

Sylwestra spędziliśmy na Izbie przyjęć. Powód? Mała porażka. Karol zsunął nam się z kanapy i uderzył główką o podłogę (jeszcze do tego wrócę, w stosownym wpisie). Mała dygresja. Kochane mamy nic nie jest tak przerażające jak ten głuchy dźwięk uderzenia dziecka o podłogę, słyszę go do teraz, gdzieś w sobie. Okropność! Brrrr. Wiem, że to się zdarza, ale czasem trudno przełknąć, że maluch ucierpiał z naszej winy, niestety mimo wszystko, jakby nie patrzeć z naszej.

Maluch był przytomny, nieco oszołomiony. Na skroni pojawiła się opuchlizna, a ja nauczona doświadczeniem, nie bagatelizuję niczego związanego z głową. Zadzwoniliśmy na pogotowie, aby dowiedzieć się gdzie jechać. I już po chwili byliśmy na Izbie przyjęć. Z drżącymi rękoma, otwarliśmy drzwi, tak jedynie kilku pacjentów i poza tym pusto.

– no tak, sylwester – pomyślałam.
Panie pielęgniarki były w sąsiednim pomieszczeniu, pacjenci poinformowali nas żeby czekać.

Byłam na to przygotowana, ale miałam nadzieję że z 5 miesięcznym dzieckiem po urazie głowy, sprawa pójdzie bez-kolejkowo i sprawnie. W oddali zobaczyłam Panie pielęgniarki. Jedna młoda, na oko 25 +, druga typowa piguła z PRL-u, chodaczki, pomalowane paznokcie, pełny makijaż i zmęczenie wymalowane na twarzy, widoczne z bardzoooo daleka.

„Rzetelnie wypełniać obowiązki wynikające z pracy w tym zawodzie.”*

– Dzień dobry – ukłoniliśmy się pięknie.
– Witam, coś się dzieje, dziecko przytomne?
– Mały uderzył się w głowę, jest przytomny … – i tu nam Pani przerwała.
– Lekarz operuje. Nie wiadomo kiedy skończy. Proszę usiąść i czekać, jeśli państwo chcą. Przed państwem jest jeszcze dwoje dzieci. Proszę kartę.
P. pobiegł za Panią, niestety nie dowiedział się niczego więcej. Maluch zasnął, był spokojny. Natomiast Pani z PRL-u kręciła się w te i we wte, nie patrząc nawet w stronę pacjentów.

Poza nami, na izbie było jeszcze dwoje dzieci, w wieku około 5-7lat. Przyszło nam czekać. Liczyłam się z tym, ale rozumiecie? Uraz głowy u 5 miesięcznego niemowlaka. Poczułam się dziwnie. W moim odczuciu powinno być inaczej. Po pierwsze Pani pielęgniarka mogła chociażby podejść do malucha i na niego spojrzeć. Wiem, że guzik możemy w związku z tym, co zaobserwujemy, ale sam człowiek poczułby się lepiej, wiedząc że kogoś, w ogóle interesuje cała sytuacja. Sytuacja, która dla personelu jest rutyną, dla rodzica jest ogromnym stresem i mówię Wam to na swoim własnym przykładzie.

Chciałabym być zapytana o to, co się stało, aby mieć pewność, że stan maluszka nie wymaga natychmiastowej interwencji. Przecież, ja mogę się pomylić? To, że dziecko nie wymiotuje i jest przytomne to nie dowód, że wszystko jest w porządku. Mały spał, stąd też trudno było wyciągnąć jakiekolwiek wnioski bez obejrzenia go. W razie czego takowa siostra, winna udzielić informacji, gdzie indziej można się udać, to w końcu malutkie dziecko. Nie zawsze objawy są widoczne, dobrze wiecie, że u niemowląt, a tym bardziej noworodków liczy się czas.

„We współpracy z pacjentem pielęgniarka/położna powinna okazywać życzliwość, wyrozumiałość, cierpliwość stwarzającą atmosferę wzajemnego zaufania i wsparcia”

Myślicie, że się czepiam? Niestety, takie są standardy. Nie wspominam już o tym, że praca na oddziałach dziecięcych zobowiązuje do większej empatii, nie tylko w stosunku do maluszków, ale i rodziców. Tego uczą na studiach pielęgniarskich. Tego profesjonalizmu i holistycznego podejścia w stosunku do pacjenta. Każdy może mieć zły dzień, to oczywiste. Sama takie miewałam, ale starałam się mimo wszystko być dla pacjentów, nawet pod natłokiem innych obowiązków. Wyjaśnienie naszym podopiecznym, że przyjdziemy za chwilę, bo musimy dokończyć daną czynność, naprawdę nie kosztuje wiele. A daje poczucie zainteresowania. Pacjent czuje się zauważony, ma poczucie opieki. Przestaje być zagubiony i niepewny.

„Pielęgniarka/położna, nie może żądać od pacjentów dodatkowego wynagrodzenia ani uzależniać swoich usług od uzyskania korzyści materialnych”

Wiadomo, wszystko rozbija się echem o kwestie finansowe. W Polsce służba zdrowia dostaje psie pieniądze w porównaniu z innymi zawodami, a praca nie jest lekka. Bywa ciężko zarówno fizycznie jak i psychicznie, nie mówiąc już o ponoszeniu odpowiedzialności za ludzkie życie. Ostatnimi czasy sporo się mówiło o strajkach pielęgniarskich. Dziewczyny walczyły o swoje prawa i ja się z tym zgadzam. Każdy zawód powinien być opłacany stosownie do swojej wagi. I to prawda, że pielęgniarek jest na oddziałach po prostu za mało. Niestety kochane Mamy, jest ich za mało, aby zrobić to, co do nich należy, zbyt mało aby zadbać o pacjenta tak jak należy i zbyt mało, aby zapewnić bezpieczeństwo. Jest nas (mówię, także o sobie) jednak dosyć, aby chociaż spróbować dać pacjentom poczucie, że jesteśmy, dla nich. Niestety często zdanie, że jest nas zbyt mało stało się wymówką do nic nierobienia.

***

Pamiętajcie, że macie prawo dochodzić praw swoich i Waszych dzieci. Teoretycznie z niemowlęciem do roku, powinno się być przyjętym bez kolejki, zarówno w szpitalach jak i przychodniach, jeśli oczywiście dzieje się coś poważnego. Ostatecznie to jednak ocenia personel. Polecam Wam po prostu grzecznie pytać, czy jest możliwość skorzystania z pierwszeństwa, ze względu na wiek. W lepszych placówkach, można spotkać się z informacją, że w każdej sytuacji takie maluszki są obsługiwane poza kolejnością. Dlaczego? Bo chociażby wymagają karmienia i przewijania, a wizyty w przychodniach to dla nich nie tylko stres, ale i ryzyko złapania jakiegoś ustrojstwa. I tutaj ostatnia część historii.

„Według najlepszej mej wiedzy przeciwdziałać cierpieniu, zapobiegać chorobom, współuczestniczyć w procesie terapeutycznym”

Gdy my czekaliśmy na chirurga, na Izbę przyszła mama z dziewczynką cierpiącą na zapaleniem oskrzeli. Gdy Pani z PRLu zakładała kartę, byłam ciekawa czy poinstruuje mamę o skorzystaniu z izolatki (która była dostępna), w końcu pozostałe dzieci były zdrowe, każde miało jedynie uraz chirurgiczny. Mama podpisała dokumenty i usiadła nieopodal nas. Cóż. To był moment, aby się odezwać, ale nie miałam zwyczajnie siły. Znacie to uczucie?

Dochodźcie swoich praw. W podobnej sytuacji zapytajcie o izolatkę, przecież to nie o to chodzi, aby maluchy pozarażały się od siebie. A, gdy tak się stanie, niestety nie będzie winnych.

***

„Sprawować profesjonalną opiekę nad życiem i zdrowiem ludzkim.”

Dziewczynka, o której wspomniałam miała mieć pobrana krew. Zniknęła z mamą za białymi drzwiami idąc krok, w krok za dwiema pielęgniarkami. Drzwi zamknęły się. Po jakimś czasie mama wyszła z zapłakanym dzieckiem na rękach (malutka miała półtorej roczku).

– Rzeźniczka! Czegoś takiego jeszcze nie widziałam – szepnęła do mężczyzny, który był z nimi.
Rozumiem, że maluszki płaczą, że nie zawsze da się zakłuć za pierwszym razem. Czekałam, więc na dalszy rozwój sytuacji. Mama wstała i szybszym krokiem podeszła z malutką do drzwi.

– Przepraszam, gazik przecieka, można dostać plaster?
– Mówiłam, żeby mocno trzymać!
– Trzymałam – odparła.
– Nie trzymała Pani! Albo trzymała Pani źle. Bo jakby Pani trzymała prawidłowo, to nic by się nie stało.
I krótka piłka, pozamiatane. Kocham wszechwiedzę w kwestii kompetencji. Totalny brak pokory i zrozumienia dla potrzeb i obaw pacjenta.

***

Napisałam ten tekst, aby pokazać Wam jak powinna wyglądać praca lekarza i pielęgniarki, następnie chciałam Wam uświadomić, że macie swoje prawa i jednym z nich jest ich dochodzenie. Dziś kiedy coraz więcej szpitali i placówek poddawane jest prywatyzacji, chory to konsument, który za kilka lat będzie bardzo cenny. Mam nadzieję, że z czasem pacjenci, szczególnie Ci mali przestaną cierpieć z powodu braków budżetowych państwa, a same służby medyczne zwrócą się odrobię bardziej w stronę swoich podopiecznych. Być może prywatyzacja to dobra opcja? Placówki rywalizowałyby o pacjenta oferując świadczenia tańsze i lepsze jakościowo. Ot meandry kapitalizmu.

Widzicie, moim zdaniem, zarówno maluszki jak i rodzice powinni być wspierani przez służbę zdrowia od samego początku. Każde z nas powinno bez obaw pytać i proponować swoje rozwiązania. W końcu to Wy jako rodzice decydujecie w jaki sposób chcecie wychować swoje okruszki. Dobry lekarz powinien traktować Was jak partnerów, wspólników w wychowaniu dziecka. To Wy znacie Wasze dzieci, to Wy przebywacie z nimi 24/h! Dlatego uważam, że pomijanie tego, co mówią (lub próbują mówić) opiekunowie jest dużym błędem w sztuce lekarskiej, jak i pielęgniarskiej.

***

Ten tekst pisałam z ciężkim sercem, jestem rozdarta pomiędzy matczyne potrzeby, a pielęgniarskie powinności. Wiem jak personel medyczny powinien traktować swoich podopiecznych i jak pacjencie powinni odnosić się do służby zdrowia. Zwyczajnie przykro mi, że tak ciężko osiągnąć tę relację w naszym kraju. Nie mówiłam Wam przecież o Utopii, a jedynie zrozumieniu i empatii na jakie zasługuje każda osoba, nie tylko pacjent. Dbajcie o siebie kochani!

A Wy jakie macie doświadczenia ze służbą zdrowia?
Co sądzicie o jej prywatyzacji?
Jeśli artykuł przypadł Ci do gustu, zapraszam do polubienia mojego fanpage’a, dzięki temu będziesz na bieżąco 🙂

* Cytaty pochodzą z Kodeksu etyki zawodowej pielęgniarki i położnej Rzeczpospolitej Polskiej oraz z Kodeksu etyki lekarskiej Rzeczpospolitej Polskiej

Mamatywna

Dyskusja:


  1. Danuta Kitowska Nauczona says:

    Bardzo dobrze czytało się wpis. Gratuluję 🙂

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Cieszę się, dziękuję!

  2. Ania - igimondo.pl says:

    Z powodu przewlekłej choroby córki jesteśmy często w szpitalu. W zeszłym roku spędziliśmy 10 tygodni. Szpital jest nowy, a warunki super. Łóżka dla rodziców, kuchnia. A personel? Po prostu wspaniały. Pielęgniarki są bardzo miłe i pomocne, empatyczne. Kiedy mała ma mieć zakładany wenflon, a nie jest to u niej łatwe, widzę jak to przeżywają. Każdy stara się pomóc. Jestem bardzo wdzięczna losowi za trafienie na tak wspaniałych ludzi. Zdarzyło się, że mnie poniosły nerwy, a odpowiedź nie była miła, ale były to sytuacje trudne i rozumiem, że każdy jest człowiekiem. Ale co do opieki nie mogę powiedzieć nic negatywnego.

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Nie masz pojęcia jak takie komentarze podnoszą mnie na duchu! To wspaniałe, że są ludzie, którzy kochają to co robią, a co więcej robią to profesjonalnie i z szacunkiem :). Dziękuję Ci!

  3. Małgorzata Ostrowska says:

    Niektórzy mineli się z powołaniem albo pracę traktują jako zło koniecznie. Niestety sporo jest takich ludzi. Sama nie jeden raz zostałam w podobny sposób potraktowana. Niestety szkoda słów. Ale trzeba się umieć postawić i walczyć o swoje.

  4. Marta mamawbiegu.pl says:

    Problemy wynikające ze złej sytuacji służby zdrowia to jedno, a buractwo personelu to drugie. Nikt nie daję im prawa tak traktować pacjentów. Pracę zawsze ożna zmienić 😉

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Prawdą jest, że jeśli nie nadajemy się do konkretnej pracy, nie lubimy jej, zawsze można chociażby z oddziału przenieść się do przychodni. I zaoszczędzić przykrości zarówno sobie, jak i innym. Pozdrawiam.

  5. Wypaplani says:

    To smutne, że zawsze w szpitalach musimy się czuć jak intruzi 🙁 Ile my mieliśmy przejść z polską służbą zdrowia, to nawet nie chce mi się wspominać, bo gęsiej skórki dostaje. Zdrówka dla malucha!

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Niestety tak czasem bywa :). Wierzę jednak w zmiany! Dziękuję za życzenia i pozdrawiam! 🙂

  6. Iga says:

    Aż ciarki mnie przechodzą jak pomyślę w jakiej niepewności musiałaś czekać. To smutne i karygodne. Ile słyszy się o przypadkach, w których zbyt łatwo zbagatelizowane dolegliwości na sporach kończą się najgorszym….. ktoś powinien w końcu coś z tym zrobić.

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      A powiem Ci, że najgorsze to mieć świadomość, że faktycznie czas się liczy. Im człowiek więcej wie, tym jest coraz bardziej przerażony. Czasem sobie myślę, że nieświadomość jest prostsza, człowiek oddaje się w ręce konkretnej osoby, ufa jej i jest spokojny :). A ja widzę, te różne śmieszne sytuacje i jest mi jedynie przykro. Dzięki Iga! 🙂

  7. Kasia says:

    Ja miałam podobna sytuacje z synkiem. Miał wtedy 3mce I rowniez uraz glowy. Wezwałam karetkę przyjechaliśmy na sor. Tam posadzili nas w kolejce obok kaszlacego dziadka i więźnia z rozcięta glowa siedzącego w towarzystwie 2klawiszy. Po ponad godz poszliśmy na prześwietlenie. Ok kazali nie dawać jeść i czekam. Pytam ile mam czekać na opis zdjęcia,usłyszałam ze do5godz. Myślałam ze mnie szlag trafi bo maly byl juz glodny i plakal bo jak powiedziec 3miesiecznemu dziecku ze nie może jeść. Poszlam by przyspieszyc opis byl zaraz. Zanim łaskawie lekarz go przeczytal minelo sporo czasu. Skierowali nas na oddział na obserwacje. Tam dalej nie wolno jej bo usg glowki będzie. Jakas piz*** wbijala mu weflon kilka razy. Dali mu kroplówkę żeby nie byl glodny. Po usg okazalo sie wszystko dobrze ale obserwacja. Sala masakryczna rodem z prl-u nawet nie bylo jak wykąpać dziecka. Przezylam tam noc na krześle. Nawet do toalety nie mogłam wyjść bo nie mogłam zostawić dziecka samego. Wszystko bylo dobrze wiec rano pytam kiedy wyjdziemy a szanowna pani ordynator ze po 3dobach. Powiedziałam ze chce wypisać dziecko na własne zadanie bo na oddział przyjęli dziecko z rotawirusem. Dowiedziałam ze wtedy ze moje dziecko ma peknieta czaszkę i ze narażam jego życie a pani dr ktora robila usg powiedziała mi ze nic takiego nie ma. Poleciała do mojego męża z haśle czy on wie co ja wyprawiam! Wypisalam syna i na wypisie jasno pisalo ze nie ma żadnego pęknięcia czaszki. Nie zaluje i dzis zrobiłabym to samo. Sluzba zdrowia to porażka!

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Pomijając warunki szpitalne, które nie są winą personelu. Jakim prawem Pani Doktor mogła Cię okłamać? Przecież to śmieszne. Niestety ponownie chodzi o fundusze, bo aby szpitalowi pacjent się zwrócił w NFZ, musi leżeć na oddziale trzy doby, dlatego też zazwyczaj nie wypisują wcześniej, jedynie co pozostaje, to właśnie wyjść na własne żądanie (przy dziecku z rota, zrobiłabym to samo!). Sytuacja jak z jakiejś głupiej komedii. W dodatku czarnej. Współczuje takich przeżyć. Co do karmienia, wiem jak to boli, maluszek płacze, jest głodny, jedyne co możesz dla niego zrobić, już w ogóle po całej sytuacji to go uspokoić, najlepiej piersią, a tutaj co? Nie wolno. Rozumiem, że maluszek ma być na czczo przed badaniami, aby nie ulał, ale z drugiej strony? Jedynym badaniem obrazowym jeśli chodzi o głowę, do którego musi być na czczo jest TK i Rezonans i to tylko wtedy, gdy ma być podany kontrast. Usg, Rtg głowy robi się z biegu, nawet jeśli maluszek jadł. Śmieszna placówka :/. A jeśli nie chcą badać po jedzeniu, niech przyjmują poza kolejnością, aby maleństwo nie było rozdrażnione, bo chyba ciężko zrobić usg główki u płaczącego dziecka. A człowiek tak patrzy i serce mu się kraja. Pozdrawiam cieplutko!

  8. New Life Easier says:

    ktos kiedys ładnie powiedzial: nasza słuzba zdrowia nigdy nie zostanie naprawiona, bo osoby tam pracujące wymagaja za duzo, do tego co dają, a wiadomo ze polska jest biedna i kasy nie ma.
    Wszystko tu sie rozchodzi o pieniadze – moja mam wiele razy na izbie przyjec i to byla porazka. Najgorsze co moze byc. Człowiek idzie po pomoc a zostaje potraktowany jak (nie boje sie tego pisac) śmieć! Niestety, lepsza opieka jest prywatnie (choc nie zawsze), jednak to niestety kosztuje.

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Nieraz wiele zależy od naszego szczęści, od tego gdzie akurat trafimy. Przykra jest ta zależność prawda? Tym bardziej, gdy człowiek staje się uzależniony od ludzi niekompetentnych i musi prosić się, za przeproszeniem o pomoc. My to jedno, ale nasze dzieci. Musimy być świadome i domagać się swoich praw :).

  9. Darina z Pozytywne Wychowanie says:

    Chyba miałam do tej pory w życiu dużo szczęścia. Choć mając 6 lat, spędziłam w szpitalu kilka tygodni, to doświadczenie sprawiło, że po liceum wróciłam do tego samego szpitala na staż. Wiele lat później, odkąd mam swoje dzieci, nie boję się odezwać, zapytać czy zwrócić czyjąś uwagę na bardziej empatyczną postawę, ale też nie mam ku temu dużo okazji. Trafiam zwykle na otwarty i mało rutynowy personel.
    Z ciekawością sięgnę do Kodeksu Etyki pięlegniarek i lekarzy.

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      To wspaniałe, że są osoby które mają tyle szczęścia co Wy :). Miło słyszeć, dla odmiany że personel jest empatyczny i dobrze wykonuje swoje obowiązki, to daje ogrom nadziei! Dziękuję!

  10. Ola says:

    Hej, niestety też wiem, co to znaczy upadek dziecka. Mały miał ok. 5 mc, na szczęście wydarzyło się to w tygodniu i przed południem. Byłam tym bardziej przerażona, że zobaczyłam na podłodze krew – okazało się chwilę później, że to tylko skóra warg nie wytrzymała uderzenia, ale możesz sobie wyobrazić co czułam! Najpierw zadzwoniłam do męża, a on pod 112. Kiedy uspokajałam Małego zadzwonił telefon – dzwonili z ratownictwa medycznego. Powiedziałam co i jak i dowiedziałam się, żeby iść po prostu do przychodni, aby ktoś zobaczył dziecko. Wielokrotnie przychodziłam do poradni dzieci zdrowych bez wcześniejszego zapisania i nigdy nie odesłano nas z kwitkiem – tym razem też lekarz zobaczył Małego i na wszelki wypadek dał skierowanie do chirurga – gdybyśmy zauważyli jakieś niepokojące objawy. Mieliśmy jeszcze szczęście, że właśnie na ten dzień byliśmy zapisani na USG przezciemiączkowe zalecone przez neurologa – to zmniejszyło mój stres.

    Szczerze mówiąc, jestem pozytywnie zaskoczona służbą zdrowia jeśli chodzi o dzieci (Warszawa). Opieka nad dorosłymi jest żadna – od lat nie chodzę do żadnych specjalistów na NFZ. Z Małym byłam już u kilku i najdłuższy termin wynosił 3mc – uważam, że to całkiem przyzwoity wynik.

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Straszna historia ze szczęśliwym zakończeniem :). To cieszy, że w takich sytuacjach personel potrafi myśleć o dziecku i zrobić wszystko tak jak należy. Idąc na kontrolę po kilku dniach, byłam miło zaskoczona, bo przygotowałam się jedynie na badanie fizykalne główki, a dostaliśmy skierowanie na usg główki, dla pewności. Po 2h było już po wszystkim 🙂 I wszystko okazało się być w porządku! Odetchnęliśmy z ulgą :). Pozdrawiam serdecznie! 🙂

  11. shyshka says:

    Przykre bardzo są Wasze historie. Mogę jedynie dziękować Bogu, że my nie korzystamy za często z usług lekarzy. Co nie znaczy, że nie mam swoich historii związanych ze służbą zdrowia. Po prostu wolę o nich nie pamiętać.

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Podejrzewam, źe każdy przeżył podobne sytuacje. Niestety. Trzeba mieć nadzieję na zmiany!

  12. Katarzyna Wójcik- Respendowicz says:

    Ja powiem tylko tyle,że spędziła miesiąc czasu z dwójką dzieci , na przemian w szpitalu. Powtarzające się zapalenie płuc, niedoleczone. 8 miesięczna córka dostała 7 antybiotyków, które nie działały. Dopiero po tym jak wypróbowano je wszystkie zdecydowano się zrobić wymaz i podać właściwy antybiotyk. PO wypisaniu ze szpitala lekarz rodzinny stwierdził podejrzenie sepsy, czekałam pół godziny z dzieckiem na ręku w szpitalu na lekarza! Przy sepsie liczą się minuty.

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      I jak taką sytuację usprawiedliwić? To jest chore, nie mam słów po tym co przeczytałam. Dlaczego lekarze tak rzadko korzystają z antybiogramu? Szczerze współczuję! Mam nadzieję, że maleństwo dało sobie radę, pozdrawiam ciepło kochana!

  13. Asia says:

    Doświadczenia ze służba zdrowia? Nawet nie chce mi się zaczynać. Niby się prywatyzują, ale daleko im do poziomu prywatnych ubezpieczycieli. Pracują tam ludzie, którzy cały czas są przekonani, że robią komuś łaskę. A pacjenci w zasadzie tylko przeszkadzają im „pracować”.

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Próbuję wierzyć, że zmiany wymagają czasu :). Pozdrawiam!

  14. Karolina z Odnova says:

    Dokładnie wiem co przechodziliście. W zasadzie każda moja potyczka ze slużbà zdrowia wyglada mniej wiecej tak samo. Niestety trwa to już od bardzo dawna, obserwowałam opieszałość i lenistwo jeszcze pracując jako fozjoterapeuta. Oczywiście, jest to spowodowane przeciążeniem, zmęczeniem, rutyną ale również lenistwem personelu. Do pracy na stanowiskach gdzie od naszego działania zależy życie ludzkie niezbędne jest powołanie. By w trudnych sytuacjach konsekwencji słabego systemu nie ponosił pacjent.
    Ściskam

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Dotknęłaś sedna moja droga. Na stanowiskach, gdzie waży się życie powinny być osoby zawsze gotowe pomóc. Osoby mające powołanie. Jesteś bardzo silną kobietą! Można dię tej siły od Ciebie uczyć! 😉

  15. Mamoholiczka says:

    Niestety znieczulica i brak empatii w państwowej służbie zdrowia to standard. Szkoda tylko, że ten sam personel w prywatnej placówce zazwyczaj zmienia swoje podejście o 180 stopni.

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Przykro mi to mówić, ale niestety masz rację. Sama byłam świadkiem takich sytuacji, gdzie lekarz w gabinecie NFZ był nieprzyjemny, natomiast gdy poszło się do niego prywatnie nagle stawał się do rany przyłóż i to w dwóch placówkach :).

  16. Bożena says:

    Dwa dni temu przeżyliśmy podobną chwilę grozy. Dzieci biegały, rzucały poduszkami, starsza dwójka się rozwydrzyła, najmłodsza wpadła głową w kant stolika pod tv. Głowa rozcięta, krew lała się masakrycznie. Cały ręcznik poplamiony, wyglądało groźnie. Oczywiście przyłożyliśmy mrożoną pietruszkę, by schłodzić. Ślad w postaci trójkącika okazał się głęboki, ale malutki. Nie było co szyć. Obyło się bez jechania na sor. Jednak mieliśmy incydent z bolącym brzuszkiem i zostaliśmy potraktowani, jakbyśmy znęcali się and dzieckiem. lekarka i pielęgniarki napadły na nas krzycząc. Spytałam czy zbadają ten ból brzucha, a one,z e dziś nie. To opuściliśmy budynek. Po drodze małą zwymiotowała i ból minął.

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Zdaję sobie sprawę, że przy maluchach, wypadek, goni wypadek, trudno mi jednak jak razie sobie tego do końca uzmysłowić. Im będzie starszy, tym więcej będzie siniaków :). U nas krew się nie lała, jakby tak było, to chyba serce by mi stanęło, myślę że to wszystko kwestia wieku malucha :).

  17. Joanna says:

    Bycie mamą w dzisiejszych czasach wiążę się z podejmowaniem wielu trudnych decyzji. Wartościowy post, powodzenia!

  18. Ewa says:

    Straszne jest to o czym piszesz. Przeraża mnie też pomysł ministra zdrowia, żeby pediatra nie był już zaliczany do lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      To prawda. Biorąc pod uwagę ile jest maluszków potrzebujących bardziej specjalistycznej opieki pediatry (boję się, że znikoma ilość lekarzy rodzinnych podejmie się chociażby leczenia zapalenia oskrzeli u maleństwa :/) to kolejki i terminy będą odległe jak do dajmy nadto endokrynologa. U niemowląt i małych dzieci liczycsię czas, po co dodatkowa papierologia? Zostanie ponownie, prywatny pediatra :/.

  19. Edyta says:

    Najlepiej od służby zdrowia trzymać się z daleka, ale cóż nie zawsze się da. Dzięki za pomoc prawną. Pozdrawiam 🙂

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Ja nie bardzo mogę się trzymać z daleka, wszak jestem jej częścią :). Po prostu, opieka zdrowotna powinna bardziej rozbijać się o aspekty psychologiczne, jak empatia czy wsparcie, umiejętność budowania relacji. Może testy psychologiczne przed przyjęciem do pracy? 😀

  20. Katjuszka says:

    Również jestem pielęgniarką i kiedy widzę takie lub podobne zachowania jest mi po prostu wstyd. Wiele pielęgniarek ma żal do tego jak są postrzegane, ale własnie takie o których napisałaś utwierdzają pacjentów w takim przekonaniu.

    Z Majcią miałam podobną sytuację. W wieku 7 miesięcy spadła z łóżka, nic złego się nie stało, ale na IP byliśmy obsłużeni w pierwszej kolejności.

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Najgorsze jest to, że takich Pań trochę jest, a pacjent mając takie, a nie inne, przykre doświadczenia, wszystkie pielęgniarki postrzega podobnie, w końcu jesteśmy wizytówką zawodu jako takiego, wizytówką systemu. U nas niestety trzeba było czekać prawie dwie godziny.

  21. MamaKarolina says:

    Powiem ci, że w Holandii jest tylko prywatna służba zdrowia. Ma to oczywiście swoje plusy i minusy. Faktycznie kolejki mniejsze, a personel miły. Gorzej, że personel na niczym się nie znał i to opinią nie tylko moja. Z każdym pytaniem odsyłali cię do kogoś innego „bo oni na tym się nie znają”, a jak już 10 różnym osobom opowiedziało się od początku całą historię to kazali wziąć aspirynę (niezależnie od tego co się działo). I zawsze wychodzili z założenia, że nic się nie dzieje. Badań żadnych nie robili, bo wszystko za dużo kosztuje, więc można się przecież obyć bez… A jak straci pani przez to ciążę, to trudno, selekcja naturalna, więc po co ratować. A ponad to leczenie jest tam tak potwornie drogie, że nawet nie było mnie stać pracując tam na jakiekolwiek podstawowe badania, ani leki, nawet płacąc dużo firmom ubezpieczeniowym za to ubezpieczenie. Więc szczerze mówiąc tak bardzo się zraziłam, że już wolę naszą służbę zdrowia… Mam wrażenie, że mimo wszystko tu przejmują się bardziej, ale to tylko moje subiektywne odczucie i doświadczenia

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Z tego, co słyszałam w wielu krajach UE jest podobnie, nawet w Stanach szkolnictwo służby zdrowia jest na niskim poziomie. Dlatego też tak chętnie przyjmują lekarzy i pielęgniarki z Polski. Dlatego tyle można na tych stanowiskach zarobić, mając oczywiście język na dobrym poziomie. I może właśnie dlatego taka pielęgniarka z Polski jest traktowana prawie jak lekarz w Norwegii, jest ceniona za swoją wiedzę. Jeśli chodzi o kompleksowość, to prawda że w Polsce, jak już dostaniesz sie do specjalisty zrobią Ci wszystko, co potrzebne :). Dziękuję za tak obszerny komentarz! 🙂

  22. krystyna says:

    straszne, raczej w przychodniach zdrowia i wydawało mi się, że w szpitalach w pierwszej kolejności przyjmują dzieci do 1 r.ż…. a poza tym u nas jest podobnie. Mam wrażenie, że etyka nie jest w ogóle realizowana.

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Własnie z tym przyjmowaniem niemowląt, bywa różnie. Widziałam sytuacje i takie, i takie, tak jak pisałam wszystko zależy od kultury placówki. Dziś mam wrażenie, że etyka zamieniła się osobiste przekonania danej pielęgniarki czy lekarza. Jeśli wierzą w etykę, trzymają się jej, a nie jest tak niestety zawsze.

  23. Agata vel Pani Miniaturowa says:

    Jestem dzieckiem szpitala i etyka, moralność, zasady, jakby nigdy nie dotyczyły 10% personelu :/ Były tam prawdziwe anioły, ale i potwory, jak wspomniałam we wpisie „potwór nad łóżkiem”. Bleh. Serio najgorszym wrogiem dla ludzkości jest RUTYNA pielęgniarek i lekarzy, a ona bywa też bardzo zgubna dla pacjentów. Kiedyś byłam przeciwna prywatyzacji, chyba powoli zmieniam zdanie.

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      I tak chyba jest na każdym oddziel, bywają te dobre i te złe pielęgniarki, podobnie z lekarzami, choć tych widuje się w szpitalach o wiele rzadziej aniżeli pielęgniarki, to ona maja się opiekować. To na ich barkach są wszyscy pacjenci, a nie tylko wybrani jak w wypadku lekarzy. Także byłam przeciwko prywatyzacji, ale moje podejście z roku na rok się zmienia. Tak jak pisałam, wszystko niestety rozchodzi się o pieniądze. A rutyna potrafi zniszczyć nawet największa pasję. Pozdrawiam 🙂

  24. Karolina Kary B. says:

    Z racji tego, że młodszy syn miał epilog ostrego zapalenia nerek wraz z urosepsą i obecnie jest pod stałą opieką nefrologa – mam do czynienia z służbą (nie)zdrowia dość regularnie. I tak samo regularnie popełniam wpisy, w których wyrzucam całą moją frustrację na służbę (nie)zdrowia. Przykre, że od lat nic się nie zmienia.

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Masz rację, że mało się zmienia, z tym że myślę, że dużo zależy od placówki. Chciałam Wam pokazać swoje doświadczenia, które krótko mówiąc mnie zaskoczyły, zawsze myślałam że pediatria jest szczególną dziedziną 🙂 a tu klops. Pozdrawiam!

Dodaj komentarz:

*

Pola oznaczone * są obowiązkowe