Mamatywna
Prawdziwie kochająca żona, spełniona mama i zakochana w ludziach pielęgniarka.

W domu raz chaotyczna iście prawdziwa Kobieta, a raz ceniąca spokój miłośniczka Sigura Rosa'a. Królowa swojej kuchni, uwielbiająca trwonić czas na szarlotkową klasykę, albo cukiniowo - batatową ekstrawagancję.

Introwertyczna domatorka, ceniąca detale, amatorka gór i kotów, wierszokletka, artystka z krwi i kości, grafomanka i Ba!
Spełniona kobieta.

Menu

Mama kontra służba zdrowia – część 1

***

Dzisiejszy artykuł nie będzie łatwy. Już jakiś czas zbieram się, aby opowiedzieć Wam kilka słów o służbie zdrowia z perspektywy zarówno matki jak i pielęgniarki. Musze ostrzec, że mało znajdziecie tu dziś motywacji, natomiast wiele nadziei. Nadziei na zmiany. Nie będzie odkryciem jeśli stwierdzę, że służba zdrowia w naszym kraju nie do końca wygląda tak jak powinna, a już na pewno nie tak, jak chcielibyśmy ją widzieć.

Mimo wszystko bywają momenty, gdy jestem rozbita pomiędzy dwa stanowiska, pacjenta i pielęgniarki. Z doświadczenia wiem, że czasem aby zrozumieć pewne sytuacje, trzeba w nich po prostu uczestniczyć. Mam nadzieję, że wybaczycie, ale głównym odniesieniem będzie dla mnie praca pielęgniarki, nie lekarza. Nie chcę oceniać pracy kolegów, sama nie będąc lekarzem. Trudno mówić mi o tym co powinni, nie mając na sobie ich odpowiedzialności. W tej sytuacji, zostaje mi stanowisko Mamy, której dziecko jest potencjalnym pacjentem.

***

Kilka słów na temat relacji, pielęgniarka – pacjent

Mam wrażenie, że w Polsce mamy cudowną zdolność bycia wszechwiedzącymi, zawsze i w każdej kwestii. Dlatego też typowa pielęgniarka doskonale wie, co ma robić (a nawet czuć) chory. Natomiast sam pacjent jest ekspertem w tym, co winna robić pielęgniarka. Brak tutaj jakiejkolwiek próby nawiązania relacji. Nasz potencjalny pacjent widząc błędy w sztuce pielęgniarskiej (w jego mniemaniu) mało kiedy zaniecha ich wykorzystania. Od jakiegoś czasu na topie są kamery w telefonach, pozwalające na szybki i konkretny donos do dyrektora, albo chociaż na mały pokaz tego, kto tu właściwie rządzi. Nie brak osób, które wykorzystują takie sytuacje do zarobku. Możecie mi wierzyć. Czasem będąc w pracy, tylko czekałam z której strony nadejdzie atak, a nadchodziły! A jakże! Istne bombowce, których się nie spodziewasz.

Skąd taka postawa?

XXI wiek uzbroił nas w różnorakie dobra elektroniczne, ale także w ogromne ego. Mało, kto jest w stanie podporządkować się innym zasadom aniżeli swoje własne. Szczególnie mówię tutaj (niestety) o młodych ludziach, chociaż być może przykład idzie z góry. Przykładowy chory, nie czuje już ani szacunku, ani obowiązku względem służby zdrowia. Wszak ma dostęp do Wikipedii i wie, co i jak, stąd nie tylko kontroluje, ale i karmi swoje ego w razie jego poturbowania. Żyjemy w czasach, gdzie wszystkim, wszystko się należy.

Misja czy oferowanie usług?

Pielęgniarstwo dawniej było misją, dziś staje się wymianą usług. Wszystkim żyłoby się lepiej, gdyby ta wymiana była dobrze określona, możliwymi standardami, podkreślam możliwymi jak na polskie realia. Niestety tak nie jest. Studia nauczyły mnie, że pielęgniarka jest profesjonalistką, koleżanką lekarza, stawianą na równi z nim. Uczono nas, że dobra pielęgniarka nie tylko trafnie przewiduje, dogląda, analizuje, ma wiedzę o lekach i chorobach, ale także jest dobrym psychologiem, wykazującym się empatią, zrozumieniem i tolerancją dla każdego (bez wyjątku). Co ciekawe, winna także wszystkich pacjentów traktować jednakowo. Natomiast w razie draki siostra ma być dobrym mediatorem i mieć umiejętność obrony samej siebie jak i pacjentów. Konflikty winna łagodzić, a nie zaostrzać. Tak, bez wątpienia pielęgniarka ma być profesjonalistką.

***

Kończąc studia nie do końca wiedziałam, gdzie chcę pracować, byłam jednak pewna czego nie chcę. Nie chciałam pracować na oddziale dziecięcym. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta. Rodzice. Powszechnie wiadomo, że źle współpracuje się z opiekunami, a Ci jak dobrze wiecie przebywają na oddziale wraz ze swoimi pociechami. Miałam wrażenie, że rodzice bywają przewrażliwieni i niedouczeni. I klops. Zostałam mamą. Jestem osobą cierpliwą i wyrozumiałą, znam swój zawód i wiem, że niejednokrotnie można być zmęczonym, przemęczonym, niewyspanym, czy po prostu mieć zły dzień. To jednak nie wystarcza, aby usprawiedliwić to, co dzieje się aktualnie w polskiej służbie zdrowia, szczególnie jeśli chodzi o nasze maluszki.

Chciałabym, aby było możliwe przeprowadzenie sytuacyjnego badania. W kilku miastach, podstawione osoby przeszły by drogę od telefonu na pogotowie, ustalenia sytuacji, do przyjazdu na Izbę przyjęć i przejścia charakterystycznych dla niej czynności. Niby pacjent, obserwował by pod kątem obowiązujących standardów, jak jest traktowany przez personel medyczny danej placówki. Zastanawiam się w ilu % rzeczywistość pokryłaby się z teoretycznie obowiązującymi normami.

W pracy nauczyłam się, że lęk niejednokrotnie maskuje się agresją. To jednak, coś na co personel medyczny powinien być przygotowany. Uczy się nas, że gdy dobrze rozpozna się potrzebę (obawę) pacjenta, każdy konflikt można spokojnie rozwiązać. Czym się tłumaczymy? Brakiem czasu, zbyt małą ilością personelu oraz zbyt niska płacą. Będąc mamą zrozumiałam, że nie reagowanie, nie dokształcanie się z kwestii medycznych może skutkować zagrożeniem życia naszego dziecka. Chciałam przytoczyć Wam kilka cytatów i opowiedzieć dwie historie.

***

„Okazywać pacjentom należyty szacunek (…) ”*

Kiedy jako „świeży” jeszcze rodzice, wróciliśmy do domu wraz z Karolem, jednym z zaleceń było zapisanie się na wizytę kontrolną u pediatry. Znajoma mówiła mi, aby lepiej zawczasu wybrać sobie pediatrę, ja jednak mając jako takie zaufanie do lekarzy, zaniechałam tego procederu. Mój błąd. Pobliska poradnia, okazała się bardzo nietrafionym wyborem. A było tak.

Przyjechaliśmy z kilkudniowym maluszkiem, wagi niespełna 2kg i hipotrofią jeszcze z okresu płodowego. Nasza nowa Pani Doktor, widząc maluszka, była zdumiona. Zacznę jednak od początku.

– Mieli Państwo być o 8:15! Przez Państwa będziemy mieć opóźnienie! Z progu nakrzyczała na nas Pani pielęgniarka.
– Państwo o 8:15 powinni już mieć zważone dziecko i być u Pani doktor w gabinecie.
Oboje zdębieliśmy, nikt wcześniej nie powiedział o tym słowa, gdy się rejestrowaliśmy, a muszę dodać, że robiliśmy to osobiście, nie przez telefon. Milczeliśmy oboje.

– Książeczka jest?
– Proszę.
– Dziękuje, teraz szybko rozbieramy malucha do pampersa i ważymy.
Tak też zrobiliśmy. Tego dnia było ciepło i zupełnie nie przeszkadzał mi fakt, trzymania niemalże nagiego noworodka w cienkim kocyku przez czas ważenia, a później całego badania. To podejście zmieniło się kilka miesięcy później, przy szczepieniach, gdy zrobiło się chłodno.

„Lekarz powinien życzliwie i kulturalnie traktować pacjentów, szanując ich godność osobistą (…)”

Następnie czekaliśmy na wezwanie Pani Doktor. Weszliśmy do gabinetu, maluszek wylądował na stole, leżał cichutko.

– Ile on ma? – Zapytała z irytacją w głosie.
– Ty, ty, tydzień, Pani Doktor – do dziś pamiętam jaka byłam zestresowana, nie czułam, że mam jakąkolwiek wiedzę, pomimo swojego zawodu. Czułam się mówiąc najprościej, głupia.
– Witaminy dostaje?
– Dziś mieliśmy to właśnie ustalić – powiedziałam niepewnie. Pani doktor zaczęła badać malucha.
– Na piersi?
– Tak, to znaczy, próbujemy przez kapturki …
– Nie, tak nie może być. Głodzi Pani dziecko. Na to przyjdzie czas jak będzie starszy – wyartykułowała ciągiem, a nam oczy wyszły z orbit. Żadne z nas nie miało śmiałości, aby się odezwać, zapytać, czy chociażby zaprzeczyć.
I tak staliśmy, słuchając o swoich błędach, nie dostając w zamian żadnych wyjaśnień, ani nawet zalążków rozmowy. Uraczono nas trybem rozkazującym i równoważnikami zdań.

”Obowiązkiem lekarza jest respektowanie prawa pacjenta do świadomego udziału w podejmowaniu decyzji dotyczących jego zdrowia.”

Po chwili, usłyszałam to, czego tak bardzo się bałam idąc z maluszkiem na pierwszą kontrolę. Waga. Bałam się o to jak przybiera i że będę musiała odstawić go od piersi. To była dla mnie porażka, jako rodzica.

– Od dziś dokarmiamy małego mieszanką – powiedziała bez emocji.
– Ale, jak to Pani doktor? Ja chciałabym karmić naturalnie – ponownie zaczęłam pełna pytań i wątpliwości.
– Nie zawsze można, co się chce. Od teraz dokarmiamy.
Zatem wyrok zapadł. Tak przynajmniej myślałam.

Prawda jest taka, że nie było możliwości dyskusji. Wiedziałam, że pierś jest najlepsza dla malucha, tym bardziej, że urodził się jako wcześniak. Oboje z P. byliśmy wystraszeni. Każde z nas miało pytania, ale aby zdobyć jakieś informacje, należało by o nie walczyć. Młodym rodzicom należy się wsparcie, a nie ganienie o wszystko od progu. Ciężko dziś o empatię.

Próbowaliśmy mieszanki, na szczęście maluch nie zbyt ją tolerował, wolał pierś. Nie poddałam się, ale stres o prawidłowe przybieranie pozostał we mnie na długo, wpadłam w istna paranoję. Po tej wizycie znaleźliśmy dobrego, płatnego pediatrę. Pani doktor wyjaśniła nam, że każde dziecko musi dojść do siebie, minął miesiąc a Karol zaczął przybierać jak szalony, na samej piersi, bez mm. Dziecko potrzebowało jedynie czasu.

Kochane mamy pamiętajcie, że zawsze macie prawo do zadawania pytań i otrzymanie rzetelnej informacji. Nie mówiąc już o tym, że zarówno Wy jak i Wasza rodzina powinniście być traktowani z szacunkiem. To jest absolutne minimum, którego powinnyście wymagać od Waszych lekarzy i pielęgniarek.

***

Pozwolicie, że dziś zakończę na jednej historii? Resztę wraz z wnioskami opowiem Wam przy kolejnej okazji. Nie sądziłam, że temat wciągnie mnie tak bardzo i co za tym idzie, aż tak się przy nim rozpiszę. Myślę kochani, że taka ilość tekstu na jeden raz, nie byłaby ani czytelna ani znośna :).
Zatem już w kolejnej części opowiem Wam o naszym sylwestrze na Izbie przyjęć.
Trzymajcie się ciepło!

* Cytaty pochodzą z Kodeksu etyki zawodowej pielęgniarki i położnej Rzeczpospolitej Polskiej oraz z Kodeksu etyki lekarskiej Rzeczpospolitej Polskiej

Mamatywna

Dyskusja:


  1. STOP! I tak nie będziesz mamą z rozkładówki - Mamatywna says:

    […] było. Nasza Pani doktor nie udzielała żadnych przydatnych informacji, o czym możecie poczytać tutaj. Jedynym jej działaniem było ocenianie i wyrokowanie. Zero współpracy między lekarzem, a […]

  2. Smiley Project says:

    Naszej służbie zdrowia na pewno wiele można zarzucić. Z jednej strony trzeba się cieszyć że w ogóle jest :/. W niektórych krajach nie masz kasy na ogromne ubezpieczenia to baj baj. Nic ci się nie należy.
    Na NFZ lekarze niestety mają często taki hmm.. olewawczy stosunek? Odhaczyć i dalej. No ale co zrobić?

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Prawda, dlatego zostaje wierzyć w usprawnienia względem systemu. Pozdrawiam ciepło!

  3. Mmalena says:

    To ważny głos. Niestety w naszym kraju przeważająca część opieki medycznej nie wygląda tak jak powinna. I ta opryskliwość, jakiś brak współczucia jest szeroko odczuwalny. Szkoda. Ale myślę, że dużą rolę odgrywa też niska płaca i frustracja. Ludzie decydują się na pracę w służbie innym i nie otrzymują za nie godziwego wynagrodzenia, po latach powstaje znieczulica, frustracja i uderza ona w pacjenta, który jest Bogu ducha winny.

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Masz całkowitą rację. Kiedy człowiek próbuje wyżyć z rodziną za śmieszne pieniądze, do tego pracuje po nocach, a pracę mimo wszystko przynosi do domu, może go dopaść frustracja. Dziękuję za Twoją opinię! 🙂

  4. Justyna says:

    Mam to szczęście że mogę liczyć na moją panią doktor. Jak tylko mam problem z mała, dzwonie do niej i bez problemu uzyskuje poradę. Ale wiem że jest dużo takich przypadków które opisujesz

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      U nas teraz jest identycznie :). Mamy zaufaną Panią doktor, do której można dzwonić i pisać. Człowiek czuje, że ma się do kogo zwrócić, gdy trzeba. A podejście? To taka mama wszystkich swoich pacjentów! Pozdrawiam 😉

  5. Maja says:

    U nas parę wizyt – u pediatry, u fizjoterapeuty zakończyły się absolutną traumą. Ja dochodziłam do siebie długo, a Nel jeszcze dłużej. Aż w końcu postanowiłam, że póki nie zmusi nas sytuacja, nie chodzimy na zwykłe wizyty kontrolne. W ogóle sam poród był też dość traumatyczny, ale tylko z uwagi na to, że personel nas okłamał i nie uszanował naszych wyborów. Poza tym cały czas wszystkich lekarzy interesuje przede wszystkim czy szczepiliśmy i dlaczego nie, chociaż nie zapewniają przy tym wyczerpujących informacji, o które prosimy. Bardzo bym chciała, żeby każdy pracował w wymarzonym zawodzie, bo tylko wtedy może to robić z pasją, zwłaszcza w takich momentach, które dla rodziców będących pacjentami są jednymi z ważniejszych momentów w życiu.

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Pięknie napisane. Ja także chciałabym, aby każdy miał odwagę robić to co kocha, byłoby nam wszystkim łatwiej. Dobrze, że zadajecie pytania, grunt to nie dać się zastraszyć. Każdy ma prawo wybierać, co jest najlepsze dla jego malucha, a lekarz powinien dawać alternatywę i rzetelne informacje. Powinien wytłumaczyć wszystkie za i przeciw szczepieniom, a jeśli podejmujecie decyzję o nieszczepieniu, powinien potraktować to jako równorzędna opcję. Ani lekarz, ani pielęgniarka nie powinni oceniać pacjentów. Mają nas wspomagać, a nie krytykować. Dziękuję Ci za ten komentarz, ściskam mocno! 🙂

  6. Bożena says:

    9-letni syn miał migdały do wycięcia. Byłam wtedy w ciąży, którą bardzo źle znosiłam. Do Warszawy na Litewską miałam ok godzinny dojazd. Po drodze wymiotowałam kilka razy. Było lato. Jechałam po syna do mamy (130km), od niej do Warszawy (100km). Ogólnie jazda zajęła nam jakieś 4 godzi, bo albo wymiotowałam, albo stawaliśmy na siusiu. Czekaliśmy na wizytę u laryngologa, która miała wyznaczyć termin usunięcia migdałów. Po dwóch godzinach pod gabinetem padł z recepcji komunikat „lekarz dziś nie przyjmuje”. Dostałam szału. Po tym jak spytałam, po co biorą nr tel, skoro nie informują o odwołanych wizytach pani odparła, że to nie jej działka. Zrypałam w tej recepcji równo.

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Tak jak piszesz, każdy może mieć zły dzień, nałożyło się tutaj wiele sytuacji, do tego złe samopoczucie, człowiek stara się być gdzieś na czas, a tutaj dostaje praktycznie w twarz. Takie rzeczy nie powinny mieć miejsca. Obowiązkiem rejestratorki jest odwołanie wizyty, a nawet poinformować telefonicznie o opóźnieniu większym aniżeli 1h. Pozdrawiam ciepło 🙂

  7. Bookendorfina Izabela Pycio says:

    Trudno uwolnić się od takich przejść, wielka szkoda, że mają one miejsce.
    Dla mnie zawód pielęgniarki to coś więcej niż wywiązywanie się z powierzonych obowiązków, to także misja, empatia i zrozumienie, tego nauczyła mnie mama jako pielęgniarka. 🙂

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Dla mnie ten zawód jest przedewszystkim pasją, pasją do ludzi :). Nie da się pracować tak blisko ludzi, nie kochając ich 🙂

  8. Agnieszka says:

    Kiedy moja córka miała 3 tygodnie, pojawiły się problemy z karmieniem piersią – po południu mała ssała i wypluwała na przemian, płakała. Poszłam do pediatry, napomknęłam, że to może za krótkie wędzidełko. Usłyszałam, że my matki od razu wymyślamy nie wiadomo co, że na pewno mam za mało pokarmu i mam karmić w sposób mieszany. Dostałam takiej traumy, że przez długie miesiące ważyłam córkę dzień w dzień, w lęku, że nie przybiera… Jednym zdaniem lekarz odebrał mi połowę radości z naturalnego karmienia. Dziś myślę, że problem mógł wziąć się ze zbyt rzadkiego odbijania, bo po południu córcia miała też czkawki (a więc po całym dniu karmienia), a po ich wyeliminowaniu ustało też wypuszczanie piersi z płaczem. A może to był zwykły kryzys laktacyjny? Tego się już nie dowiem, ale do lekarki mam żal aż do dziś…

    Dobrze, że piszesz, że „nieciekawe” zachowanie pacjentów może wynikać z lęku. Sporo w tym prawdy. I bardzo dobrze, że poruszasz ten temat, zwłaszcza z perspektywy pielęgniarki. Myślę, że musimy się uczyć wzajemnego zrozumienia w relacjach pacjent-pielęgniarka-lekarz. Ja mam bardzo dobre doświadczenia z pielęgniarkami na oddziałach ginekologicznych. Zresztą mojego lekarza prowadzącego na NFZ też wspominam dobrze. O dziwo tego, który przez jakiś czas prowadził mnie prywatnie, wspominam gorzej.

    Ale się rozpisałam. 🙂 Pozdrawiam Cię serdecznie i zapraszam na mojego bloga, na którym też piszę sporo o zdrowiu, również o profilaktyce raka.

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Gdy usłyszałam, że głodzę maluszka, który miał zaledwie 2kg, przeraziłam się, byłam w stanie zrobić dla niego wszystko, wszystko co najlepsze. Podobnie jak Ty, ważyłam go co chwilę, ze strachu że nie przybiera. To był strasznie stresujący czas, nie życzę tego nikomu. Kobieta po porodzie to specyficzny pacjent, rozbity emocjonalnie i cieleśnie, naprawdę łatwo wywołać u takiej kobiety depresję poporodową. Obwiniamy się za to, co dzieję się maluszkom, wydaje nam się, że z nas totalnie złe matki. To wszystko mija, ale jakim kosztem? To wie każda z nas, każda która to przeszła. Dziękuję za tak wyczerpujący komentarz, chętnie do Ciebie zajrzę jak tylko znajdę moment 🙂 Pozdrawiam serdecznie!

  9. Anna - Szkolne inspiracje says:

    Niestety nie mogę dodać nic miłego. Gdy byłam młodą mamą, zawsze byłam traktowana, jakbym nie miała rozumu. Przy kolejnym dziecku było trochę lepiej, ale i tak o wsparciu i pomocy można było zapomnieć.

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Na szczęście z czasem nabywamy doświadczenia i same zaczynamy rozumieć, że nie warto brać do siebie pewnych rzeczy. Z czasem uczymy się naszych maluszków i te złote rady stają się nam zbędne. Najważniejsze jest to, że podnosimy się z tych starć :). W końcu to nasze dzieci! Buziaki 😉

  10. Marta mamawbiegu.pl says:

    O matuś, ale macie fatalne przejścia. Jak ja się cieszę, że mam jedną zaufaną lekarkę i mało chorujemy.Niestety zdarzało nam się ze 3 razy lądować na SORze i tam już bywało różnie…

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Czekaj na część drugą! Ale mówiąc już poważnie wtedy po porodzie, człowiek potrzebował wsparcia. I rak miałam dość swoich wyrzutôw sumienia i obaw jak to po porodzie, hormonalnie siadłam. I zamiast otrzymać jakiś wsparcie okazało się, że wszystko robimy nie tak. Pozdrawiam 😉

  11. Webska says:

    Szpitale mnie przerażają. Nie dlatego nie nie odpowiada mi stosunek lekarzy czy pielęgniarek do pacjentów, a dlatego, że nienawidzę być bezradna i uzależniona od drugiej osoby. Nie lubię, gdy ktoś musi wykonywać przy mnie czynności, które w normalnych okolicznościach mogłabym robić sama. Chyba też z tego powodu bardzo doceniam pracę personelu szpitala i staram się to okazywać na każdym kroku. Niestety niektórzy pacjenci są uważają, że tylko oni liczy się na całym oddziale. Świetny artykuł.

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Przypomniał mi się mój poród, wylądowałam zaintubowana na stole i po wszystkim nie mogłam wstawać ponad dobę. Wcześniej nigdy nie byłam hospitalizowana. Trudno oddać się w czyjeś ręce. Trudno czuć tę zależność. Jestem odobą, która prędzej sama się gdzieś dokula niż będzie zawracać tyłek pielęgniarkom. Jednak muszę Ci powiedzieć, że bywają pacjenci, którzy uwielbiają być obskakiwani. Dziękuję za Twoje odwiedziny :). Pozdrawiam!

  12. Aneta | Zenblog.pl says:

    Hej. Dzięki za ten wpis. Ja szczerze mówiąc jestem przerażona. W przyszłości chciałabym mieć dziecko, ale nie wiem czy będzie mnie stać na zapewnienie mu prywatnej służby zdrowia, a szczerze obawiam się tej państwowej. Oczywiście rozumiem, że zawód pracowników służby zdrowia jest jednym z najtrudniejszych, najbardziej stresujących a zarazem najbardziej odpowiedzialnych i niestety najmniej cenionych. Jednak coraz częściej się przekonuję, że nie mogę mieć zaufania do lekarzy, przynajmniej nie tych, do których trafiam państwowo. Przedmiotowe traktowanie, brak wyjaśnień, nie informowanie o alternatywnych możliwościach, wywieranie presji, nieuprzejmość… naturalnie w roli pacjenta jesteśmy na słabszej pozycji i mam wrażenie że zbyt często pozycja silniejszego jest wykorzystywana. Z jakiegoś powodu większość (nie wszystkie, ale większość) moich wizyt prywatnych była o wiele przyjemniejsza i mniej stresująca – bardziej empatyczne podejście, wysłuchanie moich obaw i wyczerpujące odpowiedzenie na każde pytanie, a przy tym po prostu życzliwość, uprzejmość. Mam wrażenie, że ten powód nazywa się wolny rynek.

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Często w zwyczajnych przychodniach, szpitalach pracują osoby już zmęczone i wypalone, albo i te, które całe życie się ślizgają, ujikając większości obowiązków. Tak jak pisałam, odpowiedzialność się rozprasza. Prywatnie mamy pewien standard, osoby przyjmowane w prywatnych placówkach są zazwyczaj młode, pełne życzliwości i solidne. Dbają o swoje stanowisko, bo jest to wizerunek firmy. Praca jest lepiej płatna to i chcą ją utrzymać, a pewnie warunki są korzystniejsze i pracuje się lepiej. Bywają medycy z powołania i można spotkać ich wszędzie i takich Tobie życzę! Dziękuję za udział w dyskusji 🙂

  13. Beata Sz says:

    Z naszymi dziećmi odwiedzaliśmy różne przychodnie i szpitale i często sytuacje problemowe wynikały z nienajlepszej organizacji pracy placówki np. zapisywano kilkoro dzieci na jedną godzinę albo obsługiwano małych pacjentów w kolejności przyjścia …a przecież można zapisać pacjentów na terminy co 15, 20 minut. Spotkałam się również z systemem, że w jednej kolejce czekaliśmy do lekarza na badanie, w innej na ważenie i mierzenie i w jeszcze jednej na szczepienie (w takim trybie wizyta szczepienna trwała co najmniej 2 godziny)… taka organizacja powodowała stres, pośpiech i nerwowość i u lekarzy i u pacjentów.

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Zapomina się u nas o prostych rozwiązaniach. Mam wrażenie, że im więcej miesza się z biletomatami, z kilkoma kolejkami o czym piszesz, tym jest większy chaos, a my jako pacjencie tracimy czas. Wiadomo jak to wygląda z niemowlęciem, chociażby nie wiem jak było cierpliwe, w końcu zacznie się denerwować i płakać.System opieki zdrowotnej w naszym kraju to niestety temat rzeka. Dziękuję za Twój komentarz i odwiedziny! 🙂 Pozdrawiam cieplutko!

  14. Iza - Kobieca Strona Mamy says:

    Ależ wy dużo przeszliście! Nie dość, że Mały urodził się jako wczesniak, to jeszcze takie traktowanie na pierwszej wizycie…
    Na szczęście nie wszędzie tak jest. Fakt jest taki, że ludzie coraz mniej ufają lekarzom i pielęgniarkom, po tym jakie historie się słyszy… Często jest tak, że lekarz traci czujność z powodu swojego doświadczenia i monotonii i nie zaklada, że może być inaczej, że rodzice mogą mieć rację…
    Ale nie o tym miałam pisać:P Chciałam Ci opowiedzieć, że w mojej wiejskiej przychodni, panie pielęgniarki to istne Anioły z niebiańską cierpliwością do dzieci. A pani Doktor, która przyjmuje głównie same maluchy, ma niesamowite podejście do dzieci i o każdej porze dnia i nocy można się z nia skontaktować telefonicznie. I to wszystko na NFZ! 🙂

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Mam wrażenia, że duże miasta mają dwojakie działanie na personel medyczny. Z jednej strony odpowiedzialność się rozprasza, nikt nie czuje się w obowiązku do bycia najlepszym, bo i tak konkurencja jest duża. Z drugiej jednak strony właśnie ta konkurencja powoduje, że pojawiają się takie perełki jak nasza aktualna Pani doktor :). Masz ogromne szczęście, że miałaś tak po prostu jeden wybór i do tego trafny. Może w mniejszych miejscowościach gdzie jest jedna, bądź kilka placówek lekarze i pielęgniarki czują się bardziej zobowiązani pomagać. Ludzie się znają, nie ma wtedy mowy o anonimowych pacjentach, jest inna atmosfera. To marzenie pracować w takim małym szpitaliku. U siebie w pracy mam takie dziewczyny, z powołania. Trudno o podobne miejsce, może inaczej, mnie trudno znaleźć inne :).

  15. MamaKarolina says:

    No właśnie problem jest często w tym, że ludzie czują się za głupi i zbyt przestraszeni żeby cokolwiek zakwestionować a czasem nawet zapytać. Jak zdarzało mi się, że pielęgniarka czy lekarz nagle zaczynali mnie atakować, byłam zawsze tak przerażona, że siedziałam cichutko, byle wizyta się skończyła jak najszybciej, mimo iż miała poruszyć jakieś kwestie. Nie wyobrażam sobie, by ktoś taki był lekarzem mojego dziecka. Oczywiście, rozumiem, że każdy może mieć gorszy dzień, sama w końcu nie raz taki mam, ale tak jak mówiłaś najważniejsze by być profesjonalnym pracując na takim stanowisku. I trzeba okazywać sobie wzajemny szacunek 🙂 Niestety, nie zawsze tak jest, i to z winy różnych stron

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Dokładnie, wszystko może się zdarzyć, ale pewien profesjonalizm powinien pozostać, albo zwyczajna szczerość. Pacjent tez człowiek. O ile atmosfera byłaby lepsza, gdyby lekarz czy pielęgniarka zwyczajnie zażartowali, że są jak bomba i bez kija nie podchodź :). Życzę Ci mniej drastycznych przepraw z lekarzami jak malutka się urodzi :).

  16. Kobieca Myślodsiewnia says:

    Ech 🙁 Poczytałam o od razu wróciły wspomnienia 🙁 Takie nie-fajne wspomnienia, w których rezultacie zmieniłam pediatrę dzieci. Teraz mam niesamowite szczęście – trafiłam do lekarza i PIELĘGNIAREK z prawdziwego zdarzenia! Traktują moje dzieci jakby były częścią rodziny, zawsze mi wszystko tłumaczą, rozmawiają o alternatywach, troszczą się naprawdę nadprogramowo – nawet dzwonią do domu, gdy mi mała ciężej choruje pytając o skuteczność leków! Takiej opieki życzę każdemu dziecku i każdej mamie!!!!!

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Ojej, zazdroszczę takiej opieki! 🙂 Chociaż jak sama piszesz, swoje początkowo przeszliście. Moja aktualna Pani doktor, jest dostępna o każdej godzinie na telefon, pomimo tego, że wizyty są prywatne, jest pod telefonem za darmo, recepty także wydaje za darmo, płaci się tylko za bilanse tak naprawdę. Można z nią szczerze porozmawiać, zapytać o wszystko, a ona cierpliwie tłumaczy. Ale, co najważniejsze powtarza, że to my jesteśmy z maluszkiem całe dnie i dlatego to, co mówimy jest dla niej cenne przy ocenie malucha.

  17. Kasia says:

    Olu pięknie piszesz czyta się z zapartym tchem a tak dobrze ujmujesz sens pracy pielęgniarki
    Czemu czasem zwyczajnie boimy się rodzin?

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Dziękuję za tak miły komentarz :). Trudno ująć sens naszej pracy, czasy są specyficzne. Starałam się nie urazić nikogo, jedynie poprowadzić opowieść, bez większego oceniania. Myślę, że tak naprawdę nie boimy się rodzin, a ich niezrozumienia dla nas i krytyki. Wydaje nam się, że są ślepi i tylko czekają, aby nam dogryźć, a tak nie jest. Często tak jak pisałam, zwyczajny lęk ma różne maski. To oni się boją, o swoich bliskich, boją się nas, lekarzy, znieczulicy. Dziwny jest ten świat, chciałoby się zacytować Niemena.

  18. Sebastian says:

    Wina leży po obu stronach.

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Dokładnie, to chciałam pokazać, trzeba usprawnień całego systemu 😉

  19. Patrycja says:

    Niestety rozkazy i traktowanie pacjenta jako głupka to codzienność. Jednak śmiem twierdzić, że nasza służba zdrowia nie jest taka najgorsza. W porównaniu np. z Anglią, gdzie wszystko leczy się paracetamolem.

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      To prawda, myślę że mam sporą świadomość problemu, gdyż bywam po obu stronach. Oczywiście znam i dobre pielęgniarki i sumiennych lekarzy. Dotyka mnie ta przepaść między tym co, powinno być, a jak jest.

  20. Marta says:

    Momentami aż ciężko się czytało. Wolałam nie uświadamiać sobie jak to wszystko wygląda. Pielęgniarkom i lekarzom życzę samych kulturalnych pacjentów a pacjentom sumiennych i znających się na swoim fachu lekarzy i pielęgniarek.

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Niestety wina bywa po każdej ze stron, w naszym kraju siadł system, trzeba mieć nadzieję, że z biegiem lat coś zacznie się zmieniać :). Oczywiście to jedna sytuacja, nie każdy lekarz czy pielęgniarka tak traktują pacjentów ;).

  21. Młoda mama pisze says:

    Jak ja się cieszę, że takie przeżycia znam tylko z opowieści. Na szczęscie Ala nie miała żadnych problemów, wiec lekarze nie mogli mi wmówić że mm jest niezbędne.

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Ja niestety, albo mam pecha w tej kwestii, albo jestem przewrażliwiona jako część opieki medycznej 🙂

Dodaj komentarz:

*

Pola oznaczone * są obowiązkowe