Mamatywna
Prawdziwie kochająca żona, spełniona mama i zakochana w ludziach pielęgniarka.

W domu raz chaotyczna iście prawdziwa Kobieta, a raz ceniąca spokój miłośniczka Sigura Rosa'a. Królowa swojej kuchni, uwielbiająca trwonić czas na szarlotkową klasykę, albo cukiniowo - batatową ekstrawagancję.

Introwertyczna domatorka, ceniąca detale, amatorka gór i kotów, wierszokletka, artystka z krwi i kości, grafomanka i Ba!
Spełniona kobieta.

Menu

Karmienie piersią – czyli jak wykarmić i przeżyć!

***

Sporo się ostatnio mówi o kobietach w mediach. Może nie tyle o nas samych, jak o naszych zdolnościach prokreacyjnych. Nagle państwo interesuje się tym, czy i kiedy zamierzamy zachodzić w ciążę. To niesamowite jak wielu polityków (i to nie tylko rodzaju żeńskiego) interesuje nasza antykoncepcja, badania prenatalne i karmienie piersią. Wiele się nam teraz obiecuje (za przyrost naturalny rzecz jasna) i wiele radzi. Na temat wychowywania dzieci, tworzone są coraz to nowe standardy, a my jako dobre mamy powinnyśmy nie zadawać pytań i ślepo podążać. Nie tylko za samymi „nowinkami”, ale i za każdą „gównoburzą” w internetach. Oczywistym jest, po której stronie mamy stać. Tak, też nakręca się terror laktacyjny.

***

Tak, moje Panie. Nie od dziś wiemy, że żyjemy w śmiesznej rzeczywistości. Już wcześniej przyglądałam się różnym „dysputom” w internetach, jednak dopiero zachodząc w ciążę ukazało się mi ich prawdziwe, wilcze oblicze (nie radzę iść za moim przykładem, stracicie czas i nerwy). Dobrze to znacie. Jest temat, są dwie skrajne opinie i dawaj! Opiniotwórcy rzucają się sobie do gardeł, a wraz z nimi na rzeź idą miliony niewinnych „zopiniowanych” duszyczek, między innymi Ty czy ja. Tak było z tematem szczepień, witamin, pieluszkowania, 500+ i Czarnego Protestu. Do tego wiecznie żywy temat laktacji, szerzący wszem i wobec terror laktacyjny.

Mleko kobiece (o mleku krowim z reszta mówi się równie dużo), publiczne karmienie piersią to są tematy na topie! Najświeższe, że tak powiem. Szukając informacji o laktacji, zostałam zbombardowana setką opinii, o tym jak ważne jest karmienie piersią, że muszę laktować za wszelką cenę, że chcieć to móc, bo przecież proces laktacji zawsze można zreanimować. Wszędzie pełno broszurek i ofert doradców laktacyjnych, którzy przekonują o tym samym. Mamy swoisty „must have” karmienia, bo inaczej w oczach społeczeństwa będziemy złymi matkami. Wszystko pięknie, przecież karmienie to sam cud, miód i orzeszki, zawsze się uda jeśli tylko się choć trochę postaramy, Genialnie!

I tak jakby w tym wszystkim zapomniano, że właścicielem owych cennych rezerwuarów mleka jest kobieta po porodzie, często rozbita i hormonalnie „na haju”. Z karmieniem natomiast, niestety różnie bywa.

Każda z nas wie, że WHO zaleca jako formę żywieniową, jedynie karmienie piersią do 6 m.ż naszej pociechy, a najlepiej do roku, a nawet dwóch (ok, powiedzcie to swoim włosom i zębom). Rozumiem, że dziecko jest najważniejsze i każda z nas chce dać mu wszystko, jednak i tutaj stawiam na umiar i zdrowy rozsądek. Dajmy na to 3 – latek łapiący mamę za przysłowiowego cycka w mięsnym, przekracza dla mnie pewne granice. Bliskość jest ważna, ale samodzielność również. Podobnie, gdy po 6 miesiącach tracisz garściami włosy, naprawdę warto robić z siebie superbohatera (albo Matkę Polkę) i karmić pomimo wszystko? Laktacja to nie sama słodycz. Oczywiście powiesz, że warto! Wiem, jak chwali się mamy, które pokonały wszystkie słabości i dały radę i ja chylę im czoła, ale naprawdę czy potrzebujemy aż takie presji? Czy nie karmiąc dostatecznie długo, albo wcale, z różnych, nawet prywatnych pobudek będę gorszą mamą od tej karmiącej?

Zatem, gdy tylko któraś mama próbuje się wyłamać, laktoterroryści już ostrzą pazury. Znacie ich. Ta ciotka Hela z Zamościa, co ja widziałaś może raz w życiu. Lekarz, neurotyk z II piętra, typowa Halina z parteru i Twój lekarz rodzinny, co zawsze za pan brat ze standardami (nawet gdy zmieniają się dosłownie, co 5 minut). A, co gorsza przez ten cały terror i my kobiety obróciłyśmy się przeciwko sobie. Osłabiłyśmy swoje szeregi kochane. Same wiecie, co się dzieje, gdy się przysłowiowo „nasra” do swojego gniazda.

Większość z nas chce karmić. A jakże! Pomijając kwestię faktycznej bliskości i dobra malucha to i tańsze i wygodniejsze od butli, nie ma co się czarować. Zdasz sobie sprawę z tej zalety, kiedy przyjdzie Ci wstać, po sześć i więcej razy na noc, przez kilka tygodni. Dziś nie wiem jak żyłabym bez tego cyckokarmienia. Ma to w sobie coś z magii, gdy ta kruszyna jedząc patrzy Ci w oczy, a po wszystkim zasypia czując Twój zapach, który uspokaja ją jak nic innego na świecie. Wtedy postrzegasz siebie jako Dobrą Mamę, czujesz że dałaś radę. Pamiętajmy, że są także kobiety które nie mogły tego poznać, z różnych powodów, a wszechobecne propagowanie piersi im bynajmniej nie pomaga. Zaryzykuję, nawet stwierdzeniem, że społeczeństwo nie tylko nie wspiera, a dodatkowo wymaga i ocenia, w efekcie czego pogrąża. Opowiem wam coś.

Przeszłam swoją drogę, że tak powiem laktacyjną i dziś mogę się tylko cieszyć (pomijając słabnące włosy i zęby). Dzięki tej drodze wiem, że nieraz bywa trudniej niż możemy znieść. Od samego początku, czułam na sobie presję wykarmienia swojego synka. Urodził się maleńki i to czy się pozbiera zależało wyłącznie ode mnie, nikt nawet nie wspominał, że jeśli coś się nie uda, to butla też jest ok. Byłam przerażona. Ważył niecałe 2kg, a ja mimo tego, że od samego początku miałam pokarm, nie byłam w stanie go nakarmić. Był senny, słabiutki i nie chwytał brodawki, a ja czułam się beznadziejnie. Pewnie to znacie! Miałam wrażenie jakby jedynie od karmienia, zależało moje uczucie do tego maleństwa. Zaproponowano mi kapturki. Ucieszyłam się, a po chwili kto inny zburzył wszystko mówiąc, że kapturki nieodwracalnie zniszczą odruch ssania. Do tego hormony i już gotowa równia pochyła. Na szczęście kapturki wypróbowałam, a mały kiedy był na tyle silny sam chwycił pierś.

Pamiętam, że przez te pierwsze tygodnie, Lisek był non stop przy piersi. Każde jego jęknięcie kończyło się dostawieniem do cycka. W dzień i w nocy. W drugim tygodniu jego życia udaliśmy się do pediatry. Tam Pani Doktor widząc malca załamała ręce, a ja musiałam zmierzyć się z opinią, której żadna mama nie chciałaby słyszeć: mały nieprawidłowo przybiera, dokarmiać mieszanką mleczną. Nikt nie zapytał mnie o naturalne karmieni, nikogo nie obchodziło czego chcę. Na moje pytania o laktację, usłyszałam, że nie zawsze może być tak jak chcemy, a dziecko jest ważniejsze niż próby karmienia. Cóż i to by było na tyle, jeśli chodzi o konsekwencję w naszym kraju.

Widzicie kochane mamy, wpierw Was sterroryzują, powiedzą że macie karmić. Wy kochacie swoje dzieci, więc dacie z siebie wszystko, a w kluczowym momencie zamiast zasugerowania czegokolwiek, chociażby wizyty u doradcy laktacyjnego, usłyszycie że trzeba przejść na butlę. Rozumiem, że czasem to nieuniknione, ale bądźmy konsekwentni i wpierw spróbujmy czego się da, skoro tak propagujemy pierś. I litości! Tolerujmy innych jeśli im się nie uda i faktycznie sięgną po butlę.

I tak sobie myślę, że o tym czy dobre z nas matki, nie powinien decydować sposób karmienia, tylko to jakie jesteśmy dla naszych maluszków. Ja na przykład byłam karmiona kultowym już „niebieskim” mlekiem i nie czuje się ani słabsza, ani głupsza. Ponad to, nie wiem jak Wy, ale ja mam dość paranoi, w związku z tym ile maluch je i czy „przybiera”. Po miesiącu Lisek, sam zaczął dosłownie pochłaniać mleko i zyskiwać nawet 500g na tydzień. Wystarczyła odrobina spokoju i zaufania do maleństwa.

***

Reasumując mnie się udało, ale zdaję sobie sprawę, że wielu z Was nie. Dlatego pamiętajcie to, że nie karmicie cyckiem, w żadnym wypadku nie jest powodem do wstydu, czy złego samopoczucia.

Zatem kochane mamy! Nie popadajmy w paranoję, spróbujmy odpuścić sobie i innym. Przede wszystkim jednak, nie hodujmy sępów w internecie.

Mamatywna

Dyskusja:


  1. Marta says:

    Terror laktacyjny sama odczułam na własnej skórze… I ze względu na brak przyrostu, również musiałam dokarmiać mojego maluszka mieszanką… A zaraz po tym laktacja siadła… Ale co tam – choć nie karmiłam długo już się z tym pogodziłam, a więź z moim synkiem jest na pewno silna. Do tego mały ma taką odporność, że nie wiem czy to mleko z cycka aż takie cudowne 😉

  2. CzarnaSowa says:

    A najbardziej mnie denerwuje, jak te kobiety które nie mają dzieci albo mają ale w ogóle nie karmiły piersią, uważają że to jest takie łatwe i zawsze przyjemne!!! Owszem ta bliskość z dzieckiem podczas karmienia jest bezcenna, ale jest jeszcze masa problemów z tym związanych. Już nie mówię o tym jak one paradują ze swoimi biustami na wierzchu, a my matki karmiące musimy chować nasze wyssane atrybuty kobiecości, no bo przyznajcie, że po wykarmieniu trójki dzieci z naszymi piersiami robią się dziwne rzeczy. Jestem jednak tego zdania, że dobro dziecka jest najważniejsze, więc także chciałam dać swoim dzieciom to, co mogłam najlepszego i karmiłam.

  3. Sandra W. says:

    Ja na swoje szczęście w okresie karmienia i po odstawieniu małej od piersi nie czytałam o tym nic. I dzięki temu przeszłam tę drogę w spokoju, bez nerwów i nie martwiąc się tym, czy aby na pewno dobra ze mnie matka.

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Super napisane! Poważnie, czasem lepiej nie zukać, nie czytać i zaufać swoim instynktom i maluchowi :). Oszczędziłaś sobie wiele niepotrzebnych stresów!

  4. Ola says:

    U mnie laktacja to nie sama słodycz. Przy pierwszej córce miałam morze mleka i karmić nie mogłam bo alergia, przy drugiej mogę i nie mam mleka. Grrr

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      JA także miałam podejrzenie o alergię, na szczęście się nie potwierdziło. Za to mały nie tolerował mleka krowiego i ja też wszelkie jego produkty musiałam wykluczyć z diety.

  5. Iza - Kobieca Strona Mamy says:

    Też jestem zdania, że za większość niepowodzeń laktacyjnych kobiet w Polsce stoją lekarze i położne. Niestety, ale większość z nich albo nie ma aktualnej wiedzy albo się z nią w jakiś sposób nie zgadza a w związku z tym jej nie propagują. Dramat. Najlepiej zalecić karmienie butelką zamiast wesprzeć młodą mamę rozchwianą hormonalnie. A teorie położnych, które twierdzą, że przy karmieniu piersią najlepiej jeść tylko rosół i danio, są tak powszechne, że kobiety naprawdę się głodzą i tracą pokarm! Kobiety, edukujmy się! Bo niestety nikt tego za nas nie zrobi…

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Dokładnie, musimy się wzajemnie wspierać i edukować, bo aby być świadomym sytuacji niestety potrzeba wiedzy. Bez niej, łatwo dać się zmanipulować.

Dodaj komentarz:

*

Pola oznaczone * są obowiązkowe