Mamatywna
Prawdziwie kochająca żona, spełniona mama i zakochana w ludziach pielęgniarka.

W domu raz chaotyczna iście prawdziwa Kobieta, a raz ceniąca spokój miłośniczka Sigura Rosa'a. Królowa swojej kuchni, uwielbiająca trwonić czas na szarlotkową klasykę, albo cukiniowo - batatową ekstrawagancję.

Introwertyczna domatorka, ceniąca detale, amatorka gór i kotów, wierszokletka, artystka z krwi i kości, grafomanka i Ba!
Spełniona kobieta.

Menu

Na wigilijnym stole, czyli dieta mamy, a kolka niemowlęca

***

Już za kilka tygodni nasze stoły zapełnią się pysznościami, co najmniej 12 potraw gotowych na spałaszowanie (a przynajmniej spróbowanie). Pierogi, kapusta, groch, grzyby, kompot ze śliwek, wino i królowa dnia, czyli ryba. Na samą myśl ślinka cieknie prawda? Mmmm ten zapach wigilijnej wieczerzy obezwładnia, szczególnie jak w ostatnim czasie byłaś na diecie pt. „kurczak z warzywami”. I cóż począć nieszczęśliwa istoto skoro karmisz piersią? Twój maluszek, nie chce wyjść z okresu „kolkowego”. Natomiast Ty dręczona poczuciem winy starasz nie przekraczać swoich bezpiecznych produktów, bo gdy tylko próbujesz coś nowego Twoja pociecha pręży się i napina. Nie dość, że kolka niemowlęca, to jeszcze te cholerne święta pod nosem.

***

Zatem co ? Zostaje Ci barszcz na piersi z kurczaka (nie doprawiony, żeby było jasne!), pierogi z mielonym kurczakiem i kompot bez śliwek. Można? Jasne, co kto lubi. Ale nie tędy droga kochane mamy, bo dieta mamy karmiącej jako taka, nie istnieje! Zacznijmy jednak od początku.

Po urodzeniu Karola miałam bardzo pozytywne podejście do swojego sposobu odżywiania. Na studiach pouczono mnie, że tak naprawdę nie ma czegoś takiego, jak dieta mamy karmiącej. Zatem co? Bajka! Na co dzień jemy dość zdrowo, dużo warzyw i owoców, błonnik, nabiał. Przeżyje – pomyślałam. Niestety z czasem sprawy nabrały nieco innego obrotu. Zapewne każda z Was, chociaż raz w życiu na poważnie zabrała się za ćwiczenia i racjonalną dietę, karmiąc piersią odżywiamy się podobnie. Z tym że zamiast ograniczać kalorie, dodajemy ich ok. 500 (czasem, dużo dużo więcej, szczególnie przy niepotrzebnej diecie eliminacyjnej!) każdego dnia.

Niestety zaczęły się schody. Już po tygodniu napadła nas kolka niemowlęca, jako że maluch urodził się przedwcześnie, jego układ pokarmowy nie był przygotowany do samodzielnego przetwarzania nawet tak prostego pokarmu, jak moje mleko. I tutaj przyszedł czas na wątpliwości, a moja wiedza medyczna bardziej przeszkadzała aniżeli pomagała. Po każdym produkcie widziałam jak ta dwukilogramowa drobina cierpi, pręży się i płacze. Mówcie, co chcecie, może to dziecinne z mojej strony, ale nie potrafię patrzeć na płacz swojego dziecka. Rozwala mnie to na drobne. Karol cierpiał cyklicznie, kolka dotykała go codziennie przez 3-4 dni, następnie przychodziła przerwa ( najczęściej dwudniowa) i na nowo. Zaczęłam zatem pomimo swojej wiedzy, szukać błędów w diecie, w technice karmienia, we wszystkim, jak to mama, chciałam pomóc. A kolka, jak to kolka nie jest chorobą, a jedynie przykra dolegliwością, która musi przejść. Szykanowałam się na każdym kroku. To był istny horror. I dieta „kurczak z warzywami” na milion sposobów. W pewnym momencie jadłam jedynie kilka podstawowych produktów, to była istna paranoja.

Musze się Wam przyznać, że chodziłam głodna. Pomimo pochłaniania ogromnej ilości pokarmu, nie mogłam się najeść, bo jeśli organizmowi czegoś brakuje to nie oszukasz go kolejna porcją marchewki. Dodam tylko, że cały czas przyjmowałam i przyjmuję witaminy + kwasy DHA i EPA, a mimo to organizm się buntował. Magiczne 3 miesiące minęły, my odetchnęliśmy z ulgą, kolka niemowlęca to ledwo wspomnienie, ja jem praktycznie wszystko, co uważam za dobre dla mnie i malucha. Czuje się zdrowa, zdrowsza niż na początku mojej karmiącej przygody. To nie ulega wątpliwości! Czy ta restrykcja była konieczna? Przypuszczam, że nie, ale co może matka? Próbuje pomóc.

Dobrze kochane mamusie! Mam dla Was garść niezbędnych informacji, których tematem będą dieta podczas karmienia oraz kolka niemowlęca, którą (efekt nieprzespanych nocy!) znam od podszewki. Myślę, że przy okazji wigilijnych pokus przyda się odrobina faktów, aby się zbytnio nie karcić. Opowiem Wam o naszych metodach łagodzenia kolki niemowlęcej i o tym jak jej zapobiegać. Udowodnię także, że karmienie (a raczej, to co zjadamy) ma mało wspólnego z kolką, wszak także dzieci na mieszankach mlecznych cierpią na ową przypadłość. W większości to pielęgniarskie sposoby, skuteczne jeśli nie dacie się zwariować, tak jak ja. Dziś już wiem, mama musi być ogromnie pewna siebie, aby dążyć do tego, co dobre zarówno dla niej jak i jej maluszka! Bo w około jest wielu wszystkowiedzących podszeptywaczy. Zatem mamy odwagi! Zapraszam do lektury.

***

Skąd bierze się pokarm?

Mleko produkowane jest bezpośrednio z Waszej krwi, zatem nie ma możliwości aby coś, co wzdyma mamę, wzdymało także i dziecko. Wszak mleko nie jest gazowane :). Fakt niezbędne witaminy i minerały przedostają się do pokarmu, podobnie jak tłuszcze (niestety zarówno te nasycone jak i nienasycone). Do pokarmu przenika także alkohol, kofeina, teina, antybiotyki i inne leki. Faktem jest, że niektóre produkty mogą zmienić smak mleka np. czosnek, curry. Jednak, aby do tego doszło należało by jeść owe produkty w dużych ilościach, a i wtedy może być tak, że dziecku spodoba się nowy smak, niekoniecznie maluch odrzuci pierś (a czosnek, swoją drogą to genialny sposób w profilaktyce przeziębień).

Jak to jest z dietą eliminacyjna podczas karmienia?

Kochane mamy, wystrzegajcie się diet eliminacyjnych (i pediatrów, którzy po jednym objawie u dziecka je sugerują), bo to najprostsza droga do osłabienia i wyniszczenia Waszego organizmu. Wyobraźcie sobie, że Wasze ciało jest tak mądre, że gdy brakuje odpowiednich mikro i makroelementów w mleku, pobiera je z waszych zapasów. Stąd podczas karmienia włosy wypadają, a zęby staja się wrażliwsze. Dlatego zrozumcie, że im różnorodniej jecie, tym lepiej nie tylko dla Waszego dziecka, ale i dla Was samych. A to Wy jesteście teraz najważniejsze!

Jeśli Wasz maluch ma objawy nadwrażliwości na białko krowie, należy wykluczyć je z diety, ale nie na cały okres karmienia! Zazwyczaj mądry pediatra zasugeruje wykluczenie białek na okres tygodnia i „doszczepianie” (czyli jesz sobie jogurt, nie od razu szklankę mleka, dajmy na to raz na tydzień) dziecka, co jakiś czas. Bo widzicie drogie mamy, dieta eliminacyjna stosowana bez podstaw to prosta droga do alergii pokarmowej.

Jak to jest z alergią pokarmową?

Poza nadwrażliwością na białka mleka krowiego oraz nietolerancją laktozy, faktycznie Wasz maluch może być wrażliwy na konkretny produkt. Może to być czekolada, orzechy, grzyby, ale i jabłko, stąd produkt wykluczamy dopiero kiedy mamy pewność, że faktycznie szkodzi. Jak to sprawdzić? Kiedy maluch ma ponad trzy miesiące, jest pogodny, a po zjedzeniu czegoś zaczyna się prężyć, ma głośne męczące gazy, trudne kupki to jeszcze nie dowód.

Niestety wszystko polega jedynie na obserwacji dziecka. Trudno mieć 100% pewność, a najczęściej powodem nie jest alergia tylko, albo niedojrzałość układu pokarmowego, albo połknięcie zbyt dużej ilości powietrza. Uwierzcie mamusie, nie warto popadać w paranoję! Gdy zaobserwujemy dla odmiany wysypkę, łuszczącą się skórę, sytuacja jest nieco bardziej podejrzana i należałoby udać się do (dobrego!) pediatry.

Dobrze, czyli czego unikać?

  • żywności wysoko przetworzonej (konserwy, wszelkie wędlinki, paróweczki, kupne słodycze, ograniczamy je ze względu na dużą zawartość cukru, środków konserwujących i tłuszczów trans, te ostatnie działają toksycznie na mózg niemowlęcia),
  • napojów gazowanych (ze względu na dużą zawartość cukru i ulepszaczy),
  • fast – foodów (oczywiście domowe frytki pieczone w piekarniku, od czasu do czasu nie są problemem, chodzi raczej o kupne gotowce, ze względu na zawartość tłuszczów trans, o których już wspomniałam),
  • smażenia na twardych margarynach, smalcu, oleju (oliwa jest ok!), eliminujemy je ze względu na wnikanie do potrawy dużej ilości tłuszczów trans (niestety kochani, tłuszcz się nie ulatnia, a wnika w żywność, co za tym idzie zjadamy tyle, ile „wyparowało” z patelni), ponadto podczas smażenia dochodzi do utraty niektórych witamin i elementów,
  • kawy, czarnej herbaty, czekolady (raz na jakiś czas, nie zaszkodzą, należy jednak pamiętać że kofeina i teina działają pobudzająco nie tylko na nas, ale i na malucha, a to się Wam pewno przypomni, gdy maluch zamiast spać, będzie miał siły za dwoje),
  • alkoholu i innych używek.

Zatem, jeszcze raz, jak ma wyglądać dieta mamy?

  • zbilansowana, czyli co najmniej 5 posiłków, zróżnicowana, bogata w warzywa i owoce,
  • 2-3l wody/dobę,
  • produkty świeże, jak najmniej przetworzone,
  • w okresie połogu najlepiej lekkostrawna i bogata w błonnik (to głównie dla Waszego dobra, zaparcia i hemoroidy to ostatnie czego Wam potrzeba).

Co wzmaga laktację?

  • częste przystawianie malca do piersi,
  • picie odpowiedniej ilości wody,
  • dobre samopoczucie,
  • napary z nasion kopru, kozieradki, czarnuszki, anyżku (wspomagają poprawiając smak mleka, przez co dziecko chętniej ssie).

***

Skąd bierze się kolka niemowlęca?

Tak naprawdę lekarze i specjaliści, do dziś nie są w stanie stwierdzić, co tak naprawdę powoduje kolki. Wiadomo, że mechanizm ich powstawania, polega na dostaniu się gazów jelitowych do zgięcia jelitowo-wątrobowego, co skutkuje napadem bólu. Skąd jednak gazy? Mówi się o podstawowych czynnikach:

  • połykanie dużej ilości powietrza podczas karmienia,
  • nietolerancje i alergie pokarmowego,
  • niedojrzałość układu pokarmowego,
  • niedojrzałość ośrodkowego układu nerwowego.

Czym charakteryzuje się kolka niemowlęca?

Ból jest napadowy, może trwać od kilku minut do kilku godzin, napadów podczas jednego ataku może być kilka. Najczęściej kolka niemowlęca pojawia się o podobnych godzinach, przez kilka dni z rzędu. Podczas jej trwania dziecko pręży się, przyciąga nóżki do brzuszka i płacze, sam brzuch jest twardy. Płacz jest przeraźliwy. Ale spokojnie, zazwyczaj mija po 3 miesiącu życia :).

Lepiej zapobiegać aniżeli leczyć!

  • prawidłowa pozycja podczas karmienia (główka malca powinna być wyżej aniżeli reszta jego ciała, lepiej ograniczyć karmienia „na leżąco”),
  • prawidłowa technika karmienia (dziecko obejmuje całą brodawkę z otoczką, wpierw ssie jedną pierś, a dopiero po jej opróżnieniu drugą, to ważne ponieważ na samym początku karmienia, gdy pokarm jest wodnisty, dziecko pije łapczywie i połyka najwięcej powietrza),
  • odbijanie po każdym karmieniu oraz po zmianie piersi,
  • dbanie o spokojną atmosferę podczas karmienia, aby maluch się nie rozpraszał (można przygasić światło, staramy się nie mówić zbyt wiele, nie spieszymy się),
  • uważanie na nadmiar wrażeń (ośrodkowy układ nerwowy na nadmiar bodźców może reagować wzdęciami),
  • unikanie przekarmiania malucha.

Jak widać, naszym wrogiem jest połykanie powietrza, zatem robimy wszystko aby dziecko przyssane nie odrywało się od maminego cycuszka :). Nie ma zatem związku, pomiędzy tym co jemy, a kolką chyba, że maluch ma alergię na białka mleka krowiego, bądź nie toleruje laktozy.

Gdy jednak musimy leczyć, polecam wpierw metody niefarmakologiczne:

  • przede wszystkim spokój, gdy Ty będziesz spokojna, maluszkowi będzie lżej,
  • masaż brzuszka zgodnie ze wskazówkami zegara, pewna ręką, można brzuszek ugniatać nóżkami niemowlęcia (ja nie byłam w stanie masować Karola, to zadanie przypadło mężowi, faceci są odporniejsi!),
  • masaż brzuszek do brzuszka, kładziemy malucha sobie na brzuchu i wykonujemy koliste ruchy, zgodnie ze wskazówkami zegara,
  • noszenie w chuście, brzuszek do brzuszka, gdy maluch Wam pozwoli,
  • pestki do nagrzewania (cudo! Nie wynalazek! Dostaliśmy je w prezencie, uratowały nam nie jeden dzień i niejedną noc)
  • napar z kopru (działa gazo pędnie, ale uwaga! W nadmiarze szkodzi, bo brzuszek malca nie nadąża z ewakuacja gazów na zewnątrz),
  • butelki anty kolkowe (gdy trudno skorygować technikę karmienia, można próbować odciągać pokarm i podawać butelką, tego typu butelki są także przydatne gdy zachodzi konieczność podania maluchowi wody),
  • woda (możecie mówić co chcecie, ale przepajanie malca wodą działa cuda, jelita pracują sprawniej, kupka jest lżejsza, a i gazów mniej!),

Jeśli to nie pomaga, zostają Wam metody farmakologiczne:

  • Delicol (stosowany podczas nietolerancji laktozy, zawiera enzym laktazę),
  • Debridat (działa wspomagająco na układ pokarmowy, to jednak lek na receptę),
  • Simeticon np. espumisan, sabsimplex (niszczy gazy jelitowe),
  • Biogaja i inne flory bakteryjne (wspomagają procesy jelitowe).

***

Co zatem z Wigilią?

Kochane Mamy! Pokazałam Wam, że dieta eliminacyjna nie jest dobrym pomysłem, jednak nadmiar rożnych (nowych) pokarmów zwiększa ryzyko bólów brzuszka u malucha, spróbowałabym znaleźć złoty środek. Zdradzę Wam mój plan :). Zamierzam spróbować niemalże wszystkiego w małych ilościach, ewentualnie powstrzymam się od grzybów, pytacie dlaczego? Nie mają praktycznie wartości odżywczych, a są silnym alergenem, czyli to gra nie warta świeczki! Jeśli chodzi o rybę, warto zamiast smażonej wybrać pieczoną. Ważny jest też gatunek ryby, aby unikać tych mogących zawierać rtęć. Wybierajcie raczej ryby morskie jak pstrąg, łosoś, karp, unikajcie dorsza, okonia, pangi, tilapii.

Jeśli mimo to boicie się o Wasze maleństwo, najprościej będzie nakarmić je przed samą kolacją, a kolejne karmienie pominąć. Pokarm odciągnąć, a malucha dokarmić wcześniej zachomikowanym mlekiem z lodówki, albo zamrażarki :). Wtedy Wy unikniecie wyrzutów sumienia, a maluch (i Wy także) nieprzespanej nocy.

***

Zatem wszystko z umiarem :), a wtedy i wilk syty i owca cała. I maluch szczęśliwy i mama najedzona!

Trzymajcie się ciepło!

Mamatywna

Dyskusja:


  1. Marta says:

    Ja jadłam prawie wszystko, od samego początku;) Gdybym słuchała położnej, jadłabym na okrągło jedno i to samo…;)

  2. Klaudia says:

    Dieta mamy w tym okresie (karmiącym) jest szczególnie ważna, nie warto jednak pofolgować sobie w święta, by potem dzieciątko miało kolkę.

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Dokładnie, wszystko z rozwagą i umiarem 🙂

  3. Asia says:

    no tak smażone i ciężkostrawne potrawy Wigilijne.. ale z drugiej strony jak tu sobie odmówić 🙂

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Z umiarem można jeść spokojnie 🙂

  4. Barbara says:

    Trudno wypowiedzieć mi się na ten temat, bo mamą jeszcze nie jestem, ale jak moje młodsze rodzeństwo miało kolkę to, mama zawsze podawała napar z kopru i pomagało.

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Oj ile ja się tego napiłam, z tym że u mnie raz pomagało, a raz nie 🙂

  5. justa says:

    wspaniały wykład-przewodnik dla mam aktualnych i przyszłych 😉

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Dziękuję! To informacje wypróbowane na mnie i moim dzieciątku :).

  6. Karolina Kary B. says:

    Jak czytam Ciebie i dziewczyny z komentarzy, to sobie myślę, że miałam naprawdę niesamowite szczęście, że Potwory przyjmowały wszystko z całym dobrodziejstwem inwentarza. Dopiero kiedy zaczęłam wprowadzać inne pokarmy niż mleko u Potworka (miał 8 miesięcy), okazało się, że na połowę tych rzeczy (w tym na słoiki, a raczej wit. C w nich zawartą) jest uczulony. I zrobiło się „wesoło”.

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Nie jest tak do końca, mały ma 4 miesiące, tak że myślę, że na niejedno jeszcze będzie uczulony (mąż ma sporo alergii pokarmowych m.in na czekoladę i orzechy), a my zmagamy się z nietolerancją białek mleka krowiego, a kolki też przechodziliśmy „ostro”. To wszystko jednak jest związane z niedojrzałością malucha, trzeba go szczepić od czasu do czasu, ale nie zdarzyło mi się zjeść na raz kilku nowych produktów, z początku byłam ostrożna, aby w razie czego znać „podejrzanego”. Pozdrawiam! 🙂

  7. Magdalena says:

    Karmiłam butelkę a moja mała miała i tak na początku bóle brzuszka. Potem kolki też były, ale wszytko przetrwaliśmy.

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Dokładnie, wszystko jest do przejścia! :). Jak dojrzewa brzuszek, to nic się nie zrobi, można tylko tulić, masować i kochać. Serce się kraja patrząc na takiego maluszka, gdy go boli, ale trzeba być silnym, dla niego :).

  8. asia | amelushka says:

    Ja znam temat od podszewki, bo również miałam restrykcyjną dietę, bo pierwsze święta przypadły akurat jak moja córeczka miała 3 miesiące. U nas były nie tylko silne kolki, ale również podejrzenie alergii, więc jadłam tylko biały ryż, marchewkę i gotowanego kurczaka. Na szczęście, szybko się o tym zapomina.

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Masz rację, a ja jak na złość wczoraj przypomniałam sobie ponownie. Maluszek po trzydniówce, miał na tyle rozwalony brzuszek, że nasiliła się nietolerancja na białka mleka krowiego i calutkiego nam wysypało, od stóp do główki, nasza malutka kochana atopia :).

  9. Iza - Kobieca Strona Mamy says:

    Powiem Ci, że moja historia była bardzo podobna! Też wiedziałam, że dieta mamy karmiącej nie istnieje, ale kiedy u Zosi pojawily się zielone kupki i gazy, kazano mi odstawić nabiał, później dżemy, później błonnik i właściwie w pewnym momencie poza kurczakiem i bułką z szynką nic nie jadłam… Dramatyczne wspomnienia. Na szczęście wytrwałam, zmądrzałam i karmimy się już prawie 10 miesięcy więc jem wszystko, bo Zosia dobrze radzi sobie z trawieniem pokarmów stałych więc moje mleko to dla jej brzuszka pryszcz 😉 Najtrudniejsze są początki, ale warto wytrwać! 🙂
    Smacznej kolacji wigilijnej!

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Kochana, zazdroszczę Ci tej szynki 😀 ja jadłam buły z jajkiem i zielonym ogórkiem! Dziś nawet pizza domowej roboty, nie jest dla maluszka szkodliwa 🙂

  10. Kobieca Myślodsiewnia says:

    Heh, ja rodziłam na początku roku i już pod koniec nie karmiłam. Także uff – przynajmniej te wigilijne rozterki mnie ominęły 😉

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Szczęściara :))

  11. KasiaGosposia says:

    Chciałabym dodać, że za częste przystawianie dziecka do piersi wcale nie wzmaga laktacji, a ją pogarsza – przeżyłam na własnym przykładzie. Nie polecam.

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Początkowo myślałam podobnie, ale okazało się, że mały miał coraz większe potrzeby i dlatego nie zauważałam jak z 60 ml zaczyna mi przybywać 120 w jednej piersi, bo maluch wszystko wypijał, teraz mam więcej mleka, niż jest w stanie zjeść i zazwyczaj coś odciągnę na zapas :). Pozdrawiam!

  12. Alexanderkowo.pl says:

    Ja 5 lat temu byłam karmiąca mama w Święta, czas tak szybko minął ze już nawet o tym nie pamietam

  13. New Life Easier says:

    Sądzę, że tym wpisem poprawiłaś niektórym mamom humor 🙂

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Heh 🙂 bardzo mi miło!

  14. Bożena says:

    Z rozwaga można jeść wszystko 😉 Co do diety eliminacyjnej, to moja bratowa schudła 15 kg jedząc tylko ryz z jabłkiem i kurczakiem. Po trzech latach okazało się, ze dziecko miało alergię właśnie na jabłka i drób. Rezygnowałam tylko ze smażonego, bardzo pikantnego, ciężkostrawnego. Oczywiście z alkoholu również.
    resztę można jeść 🙂

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Świetne podejście do tematu :). Ja początkowo także unikałam tylko smażonego i ciężkostrawnego, a potoczyło się inaczej 🙂

Dodaj komentarz:

*

Pola oznaczone * są obowiązkowe