Mamatywna
Prawdziwie kochająca żona, spełniona mama i zakochana w ludziach pielęgniarka.

W domu raz chaotyczna iście prawdziwa Kobieta, a raz ceniąca spokój miłośniczka Sigura Rosa'a. Królowa swojej kuchni, uwielbiająca trwonić czas na szarlotkową klasykę, albo cukiniowo - batatową ekstrawagancję.

Introwertyczna domatorka, ceniąca detale, amatorka gór i kotów, wierszokletka, artystka z krwi i kości, grafomanka i Ba!
Spełniona kobieta.

Menu

Ciąża to nie czas na rozwój

***

Dziś w prawie pół roku po porodzie wydaje mi się, że zaczynam zapominać jak to było „być” w tej całej ciąży. Tak jakby tamte emocje i uczucia gdzieś się zacierały. Pamiętam, że zależało mi, aby zachować chociażby część tych wyjątkowych wspomnień. Wiem, że byłam na emocjonalnej karuzeli, plątałam się gdzieś pomiędzy nauką odpoczywania, przymusowym L4 i milionem skrajnych emocji. Jednego dnia byłam zafascynowana tym całym procesem tworzenia, innego wyłam w poduszkę. Ot magia hormonów. Taka była moja ciąża. Wam też opowiadano jakie to kobiety w ciąży bywają kreatywne? Cóż własnej firmy nie założyłam, ale pochodziłam po górach, wzięłam ślub, a nawet udało mi się odrobinę pomalować. To jednak nie był czas na rozwój, przynajmniej nie taki, o jakim myślałam.

***

Były momenty, gdy żałowałam, a co! Trzeba o tym mówić głośno. Hormony powodują taki rollercoaster, że gubimy priorytety. Z resztą, nawet jeśli starasz się o dziecko przez lata, gdy już zachodzisz w ciążę masz prawo do wątpliwości, ba! Możesz nawet krzyczeć, że nie chcesz tego dziecka. I już słyszę jak syczą – Wyrodna matka! Zastanówmy się jednak, czy te emocje, to coś złego? Jasne, że nie. To jak najbardziej naturalne, o ile mija. Każdy może mieć wątpliwości w obliczu tak ogromnej zmiany, jaką będzie zarówno poród, jak i całe macierzyństwo. Poród zmienia ciało, tak czy inaczej zostają nam po nim pamiątki, podobnie jest z emocjami, chociaż te są mniej namacalne.

 

Łzy mogą dać ukojenie i spokój.

Pamiętam, że musiało minąć wiele czasu zanim zaczęłam wracać do siebie. Dziś nie jest jeszcze do końca tak, jak powinno być. Wiadomo. Z jednej strony zmęczenie, z drugiej przewartościowanie wartości. Człowiek stara się być trochę egoistą, aby nie zginąć w natłoku codzienności. I wiecie jak to bywa, czasem się udaje, a czasem najprościej nie. Planuje sobie ćwiczenia z Chodakowską, długą kąpiel, serial z mężem przy karmi. I cóż, jak już pisałam Wam tutaj, maluszki rządzą się swoimi prawami. Są po prostu najważniejsze. Mogę mieć milion planów, ale gdy mały z jakiegoś powodu jest niespokojny, płacze, boli go brzuszek jestem przy nim. Zawsze. Wiem, że może mnie zastąpić mąż, ale nie potrafię być wtedy gdziekolwiek indziej, ani myślą, ani ciałem.

Zdradzę Wam, że jeśli nie uporam się z jakimś tekstem nocą, kończę go zazwyczaj popołudniem dnia następnego. Maluszek pomimo całego dnia ze mną, gdy wraca mąż, a ja zasiadam do pisania, tak dziwnie na mnie patrzy. Znacie ten wzrok! Taki mocny wyrzut, wlepianie się przez 5 – 10 minut, później „gu” i jeszcze raz „gu”. Cierpliwie czeka, a po chwili zaczyna trajkotać jak katarynka wciąż patrząc na mnie. I jak tu nie ulec? Mama posłusznie rzuca wszystko i wstaje ukochać małego wymuszacza. Ot sedno posiadania dziecka. Maluszek jest zawsze najważniejszy.

W ciąży wiedziałam, że tak będzie. Oboje z P. wiedzieliśmy, że Karol przesłoni nam świat. Baliśmy się jednak tej zmiany. Dotychczas pomimo kilku przykrych przejść, potrafiliśmy cieszyć się chwilą. Żyliśmy pełnią życia, naszego życia. Chociażby jadąc przed siebie robić zdjęcia, tak po prostu, o dowolnej godzinie. Wszystko zmieniło się pod koniec grudnia 2015 roku. Pamiętam, że sama wiadomość o ciąży zmieniła wszystko.

 

Ta magia uświadomiła mi, że można kochać i troszczyć się bez żadnego poznania.

Przed zajściem w ciąże sporo ćwiczyłam. W domu ok. 3-4 razy, do tego nieraz bieganie, rolki, spacery z aparatem o czwartej rano. Oczywiście nie było tak łatwo z tego wszystkiego zrezygnować! O nie. Podobnie trudno było mi rezygnować z pracy, a raczej dwóch prac, gdy pojawiło się u mnie krwawienie. Maluszek był zawsze najważniejszy. Fascynowało mnie, jak momentalnie byłam w gotowości, nie tylko do kochania tej nowej istoty, ale i do troski o nią. Bezinteresowna opieka nad kimś, kogo w zasadzie jeszcze nie ma na świecie. Kochanie pomimo tego, że nie znamy obiektu naszej miłości. Czysta, uczciwa miłość. Od samego początku panicznie bałam się o życie tej malutkiej fasolki. Starałam się jednak, w tym wszystkim zachować część siebie. Próbowałam ćwiczyć, szybko odpuściłam. Wciąż chodziłam do pracy, na 1,5 zmiany. Jednak w szpitalu nie byłam już sobą. Pomijając fakt, że bywałam zmęczona i nocki stały się dla mnie udręką, nie mogłam być sobą, taką jak wcześniej. Nie mogłam się więcej poświęcać. Odpadło mi dźwiganie i toaleta ciężkich pacjentów, nie mówiąc już o naciąganiu się, co na neurologii jest standardem. Czułam, że jestem utrapieniem dla koleżanek. Nawet, gdy sama chciałam pomóc, one oponowały, dbały o mnie, a ja czułam się jak pasożyt. Jak już pisałam, hormony. Zaczęłam reagować bardzo emocjonalnie, od łez po złość i fale radości.

Kilka dni przed pójściem na L4 miałam noc. Na oddział przyjęłyśmy Pana z zapaleniem opon mózgowych, wyjątkowo paskudnym, o czym dowiedziałam się później, bo Pan w efekcie wylądował na zakaźnym. Był niezwykle agresywny, szarpał się, uderzał, chciał wstawać. Nie obyło się bez zastosowania przymusu bezpośredniego, co zresztą także niewiele pomogło. Gdy kolejny raz pacjent próbował wstać, przytrzymałam go, a ten zadrapał mnie paznokciem. Wierzcie lub nie, musiałam wyjść. Gdybym tam została, mogłabym zrobić mu krzywdę. Poczułam się jakby, ktoś zamierzył się celowo na życie mojego dziecka. Wtedy też doszło do mnie, że neurologia to nie dobre miejsce dla ciężarnej kobiety, bo nie pomagam ani sobie, ani chorym. Kwestia ochrony Karola, stała się priorytetem samym w sobie.

Bałam się o życie maluszka, to takie naturalne! Natura jest fascynująca prawda? Widzicie, wchodząc na Trzy Korony w trzecim miesiącu ciąży, całą drogę trzymałam się za brzuch. Zabawne? Dziś się z tego śmieję, mało te dłonie mogły pomóc w momencie upadku, jednak były. Miałam poczucie, że go chronię.

 

Zamarłam, stoję w osłupieniu, w mroku. Życie to prawdziwy cud, zderzenie rzeczywistości z mistycyzmem.

Będąc już na L4 początkowo myślałam, że znajdę masę czasu dla siebie. Wiecie! Takie mini wakacje. Skoro już się zdarzyło, to trzeba to maksymalnie wykorzystać. No tak zapomniałam wspomnieć, że dla mnie wakacje to realizacja nowych pomysłów, powrót do starych zamierzeń i rozpamiętywanie wszystkiego, dosłownie. Prawdą jest, że na L4 o mało nie dostałam do głowy, za cholerę nie umiałam odpocząć. Potrafiłam sprzątać pięć razy na tydzień, prasować i składać ubranka małego w kółko, wyrzucając sobie przy tym, że nie robię niczego szczególnego dla siebie samej. Przecież mam tyle czasu! Mogę wszystko. No prawie. Bo ćwiczenia, bieganie i rolki jakoś mi odpadły. Bałam się praktykować, choć próbowałam. Ranne eskapady z aparatem jakoś też przestały mnie kręcić, bo byłam bardziej senna, bardziej zmęczona (jakoś zapomniałam, że mam do tego prawo będąc w ciąży jestem jakby nie było na L4).

Zrozumiałam wtedy, że to nie czas na jakiś super rozwój, to nie był moment na odzyskiwanie czegokolwiek czy na szukanie nowych wyzwań. Chociażby taki blog. Miałam pisać od lutego, a z jakichś powodów nie potrafiłam się za to zabrać. Zrozumiałam kochani, że to był czas oczekiwania. Mijały tygodnie, a ja coraz więcej myślałam o tej fasolce. Zastanawiałam się i marzyłam jak to będzie trzymać go w ramionach. Byłam szczęśliwa i przerażona jednocześnie. Bałam się zmiany, bałam się naszego nowego życia. Przerażało mnie, że w tym wszystkim możemy zatracić nas dwoje. Z czasem przyszedł do mnie spokój. Zaczęłam uczęszczać na jogę dla kobiet w ciąży, w domu natomiast rozciągałam się i próbowałam medytować.

 

Widocznie w ludzkiej potencji widnieje zdolność kochania, każdy potrafi pokochać, uczymy się jedynie aspektów miłości.

Nauczyłam się, że obiad nie musi być gotowy od rana, a mieszkanie czyste jak w muzeum. To nie eksponat. Starałam się leżeć, czytać książki i słuchać muzyki wspólnie z maluszkiem. Próbowałam się rozpieszczać, w myśl zasady, że jeśli ja jestem spokojna i opanowana, maluszek też na tym skorzysta. Dotarło do mnie, że to czas dla niego, czas przygotowania mojego ciała i umysłu na to, co będzie. Nie tylko na poród. Chociaż oczywiście na to także. Chodziło raczej o przygotowanie do naszego wspólnego życia, we trójkę. Już w ciąży Karol nauczył mnie pokory. Pokazał mi, że wieczny pęd prowadzi donikąd i uświadomił, że nie potrafię się wyciszyć. Pracowałam nad sobą. Dla niego. Próbowałam do siebie dotrzeć, wyciszyć się i cieszyć. Wróciłam do malowania, akwarele wymagają cierpliwości. I właśnie tej mnie nauczyły.

***

Nie odkryję Ameryki pisząc, że ciąża to okres wyjątkowy. Ja udowodniłam sobie (po raz kolejny), że wszystko ma swój czas i pomimo wspaniałego samopoczucia, w okresie ciąży nie rozwijałam swoich pasji. Teoretycznie miałam na to czas, jednak okazało się, że to był czas innego rodzaju. To były chwile dla mnie i Karola. Musieliśmy się lepiej poznać :). Wszystko, co działo się z moim ciałem było takie nowe! Do tego świadomości, że rośnie we mnie życie. Jeśli ktoś szuka tajemnicy życia, niech spojrzy na kobietę w ciąży, porozmawia z nią, zapyta jak to jest. Każde USG było dla mnie dowodem istnienia czegoś wspaniałego. Wiecie, co jest zabawne? Początkowo trudno mi było uwierzyć, że Karol tam (w brzuchu) sobie siedzi, a dziś jak tak patrzę na te siedem kilo faceta, nie wierzę, że w ogóle kiedyś tam był (i to by było na tyle, jeśli chodzi o wiedzę ze studiów, na temat prokreacji).

Zdradzę Wam coś jeszcze, przez większość życia pisałam coś jakby pamiętnik, może nie opisywałam w nim specjalnie wydarzeń, ale swoje odczucia, cytaty, piosenki, ważne myśli. Zachodząc w ciążę obiecałam sobie, że będę go systematycznie uzupełniać. Ba! Obiecałam sobie pisać coś podobnego dla mojego maluszka i dać mu owe wspominki pewnego dnia, w prezencie. Niestety, nic z tego się nie udało. Powiem Wam, że trochę żałuję, bo to byłaby piękna pamiątka, szczególnie dziś, gdy te emocje staja się jakby przezroczyste, bledną. Widocznie to był czas przezywania, nie pisania.

W okresie ciąży może być różnie. Będą nudności i wymioty, zgaga i zatwardzenie. Złe i dobre samopoczucie. Będzie euforia, aż do łez (dosłownie). Będziecie marzyć o maleństwie jednocześnie je nienawidząc. Przyjdzie strach, wątpliwości i walka o siebie samą jako kobietę. To wszystko pozornie bezsensowne, ale ma sens! Uwierzcie! Z czasem ten cały chaos zastąpi spokój i oczekiwanie. Zostanie tylko ogromne pragnienie, aby poznać tego małego człowieka, aby go najprościej przytulić i dać mu wszystko to, co najlepsze. Jak pisałam wyżej ciąża to czas przeżywania, to proces dzięki któremu stajemy się matkami. I dopełnia go ten wyjątkowy moment, chwila w której zobaczycie własne dziecko. Wtedy zakochacie się bez pamięci i nic nie będzie już tak ważne.

***

Życzę Wam kochani spokoju. Nie ma złych emocji, wszystko trzeba przeżyć, bo bez przełomów nie ma rozwoju. Bycie matką to ciągła nauka. Jedna z najważniejszych w moim życiu.
Kolorowych snów moje Misie! Ucałujcie swoje maluszki! 🙂

Podobał Ci się wpis? Masz ochotę na więcej? Zapraszam Cię do polubienia mojego Fanpage’a abyś mógł być na bieżąco :).

Mamatywna

Dyskusja:


  1. W Krainie Zabawek says:

    Ja tez juz nie pamietam czasu z ciazy 🙂 ale ogladajac zdjecia milo ten czas wspominam 🙂

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Mam podobnie 🙂 zabawnie patrzy się na siebie z brzuszkiem

  2. Maja says:

    Na myśl, że będę mogła na spokojnie napisać tutaj refleksje po przeczytaniu Twojego wpisu, od razu mi się humor poprawił. 🙂
    Tak dobrze znam te emocje, które tu opisałaś. Przyznam, że ja wciąż mam problem, żeby odpoczywać, ale miałam tak nawet przed ciążą. I dla niektórych moje życie było jakąś kopalnią działań, a ja wciąż się wkurzałam, że nie robię dość dużo. W ciąży nie chciałam spuścić tempa – będąc na dziekance na Uniwersytecie Artystycznym zrobiłam krótki metraż o ciąży w sumie pt. Ludzka Matrioszka. Cieszę się w sumie, bo to będzie piękna pamiątka w przyszłości, ale chcę już wyrzucić z głowy natrętną myśl, że to i tak za mało 😉 I Twoje słowa są uzdrawiające w tym sensie dla mnie, odpoczynek, poświęcenie czasu nowej istocie, której jest się przecież tak ciekawym, to nie powód do wyrzutów sumienia, ech. 😉 Ściskam!
    Nomatka
    PS Przepiękne zdjęcie i Ty na nim! :*

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Ciąża nauczyła mnie odpoczywać. Nic wcześniej nie było w stanie mnie zatrzymać. Biegłam, w zasadzie kręcąc się w kółko, nie posuwałam się na przód. Walczyłam o rzeczy zbędne, dziś wiem co jest ważne dla mnie jako osoby, kobiety, matki i żony. Wiem, co sprawia mi przyjemność i wiem, że mam do niej prawo. Tak jak i prawo do odpoczynku. Kiedyś sądziłam, że aby odnaleźć siebie będę musiała zostawić wszystko, wyjechać w długą podróż. Okazało się, że wystarczyły odpowiednie osoby u boku i poczucie, że jest się kochanym, abym mogła zwolnić i cieszyć się każdą chwilą. Nawet tą najzwyczajniejszą :).
      Tulę mocno! 🙂

      p.s: Kocham Twój sposób pisania 😀 Taki hmm szybki, dużo przekazujesz na raz, nie tylko słów ale i emocji :).

  3. Kasia says:

    Chciałabym mieć tyle determinacji i samodyscypliny, by chodzić na spacery o 4 rano lub łazić po górach! 🙂 Nie znam się na ciążach i dzieciach, ale niemal wszystkie moje przyjaciółki i koleżanki mają małe dzieci i muszę powiedzieć, że każda z nich przechodzi/przechodziła przez to zupełnie inaczej, nie ma tu szablonu. Dlatego pewnie może to napawać lękiem – nigdy nie wiadomo, co nas czeka. Pozdrawiam!

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Każda pasja ma swoje, że tak powiem niedogodności :). Ci do okresu ciąży, dokładnie! To tak ogromna zmiana dla każdej kobiety, że lęk jest naturalny. Od strachu o swój wygląd po to, co czeka nas po porodzie. Dziękuję za Twój komentarz! 🙂

  4. asia | amelushka says:

    A ja okres swojej ciąży wspominam niesamowicie pozytywnie. Dla mnie był to czas intensywnego rozwoju, odpoczynku i realizowania swoich pasji. I przyznam szczerze, że gdy moja córeczka przyszła na świat trochę trudno było mi pogodzić się ze zmianą, że teraz nie będę już miała tyle czasu dla siebie. Dawałam jej z siebie tyle ile tylko mogłam i potrafiłam, ale w tym wszystkim nie zapominałam też o własnym „ja”.

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      To wspniałe, że są kobiety które potrafią wykorzystać czas ciąży tak pozytywnie! 🙂 że można godzić obowiązki mamy i własne potrzeba, to ważne aby się nie pogubić! Pozdrawiam cieplutko!

  5. Matka-kura says:

    Jestem mamą od 16 lat niemalże i różne wloty i upadki przeżywałam. Od totalnego zagubienia, poprzez odnajdywanie siebie, próby sił, aż do spokojnego macierzyństwa, którym cieszę się teraz. Wiele lat upłynęło bym sobie zdała sprawę, że moje życie, to moje dzieci – i nic nigdy nie będzie ważniejsze. Co nie znaczy, że nie mogę się rozwijać. Oczywiście stale się rozwijam. Ale bez zaprzeczeń. Nie muszę sobie tłumaczyć, że mogę mimo posiadania dzieci. Mogę właśnie dlatego, że dzieci te posiadam!

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      To, co napisałaś jest wspaniałe. Ciągle, gdzieś czytam że mamy być egoistyczne, że dzieci są ważne, ale nie mają nam przesłaniać świata. Słyszałam już po wielokroć, że mam się nie przejmować, bo z dziećmi można sobie ułożyć życie. To wszystko brzmi, jakby te maluchy były w czymś przeszkodą. I nagle przychodzisz Ty i nie boisz się mówić, że rozwój jest ok, jak najbardziej, ale to wszystko jest dzięki maluchom, to wszystko dla nich. Kiedyś usłyszałam od kogoś mądrego, że jeśli nie widzimy sensu w ulepszaniu samego siebie, zróbmy to dla naszych dzieci. Pozdrawiam cieplutko!

  6. Sylwia z Młoda mama pisze says:

    Ja w ciąży też miałam wiele planów i oczywiście niezrealizowane. Też chciałam zapisywać co tydzień co sie zmieniło, jak się czuję itp. ciągle brakowało czasu i siły, odkładałam myśląc, że jeszcze wszystko pamiętam i spiszę „hurtowo”. No i niestety już nie pamiętam.

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Skrajne i silne emocje maja to do siebie , że szybko ulatują :). Szczególnie, że w ciąży myśli się nieco inaczej, a człowiek jest bardziej zmęczony niż zwykle. A po porodzie, cóż maluszek przesłania świat :). I jakoś nie ma czasu pamiętać.

  7. Klaudyna says:

    Ja akurat na L4 miałam całe mnóstwo czasu dla siebie – na języki, na czytanie, na obijanie się, bo ZUS skutecznie dbał o to, abym nawet na krótki spacer się nie wybrała. Odwiedzali mnie wiele razy – z samego rana i późnym popołudniem, nawet w dniu terminu porodu. W domu niewiele było do zrobienia, więc właściwie był to ostatni czas, kiedy mogłam pozwolić sobie na regularne ćwiczenia i codzienną naukę. Od dwóch lat nie mam już na to wszystko czasu 😉

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Jednym słowem udało Ci się odpocząć, przynajmniej wtedy. Ten czas wróci 🙂 Maluchy podrosną i jeszcze będziemy tęsknić za czasem jak były malutkie i wymagające ;). Buziak!

  8. super dzieciaczki says:

    Miałam prawie wszystkie dolegliwości w drugiej ciąży, ale całe szczęście zapomina się o tym dość szybko.

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Właśnie, zapomina się prawie o wszystkim z tamtego okresu.

  9. Radosna Chata says:

    Bardzo przejmujący wpis… Doskonale Cię rozumiem… A co do rozwoju – ja w każdej ciąży biecywała sobie tyyyle rozwoju, kursów, nauki języków, podjęcie nowego kierunku itp itd…
    A skończyło się na leżeniu na kanapie, przytulaniu toalety i takich tam… 😉

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      To chyba jest problem nas jako kobiet, że kiedy tylko mamy możliwość odpocząć i położyć szanowne pośladki na kanapie, to usiłujemy robić wszystko byle nie to, bo przecież czas należy wykorzystać. Ciekawe, co panowie robiliby będąc na naszym miejscu? 😀

  10. Monika says:

    Przyznam, że jeszcze nie jestem w ciąży (chcę mieć dzieci, ale z pewnych względów muszę poczekać), ale z ciekawością czytałam Twój post. Ujęło mnie, że nie piszesz, że jaka ciąża jest cudowna (wręcz jak na filmach – nic nikomu nie dolega, czasami ma się zachcianki i ewentualnie huśtawkę nastrojów). Przyznam Ci rację – mam nieco podobne odczucia. Mimo pragnienia bycia mamą jestem równocześnie przerażona tym co stanie się z moim ciałem, umysłem, relacją z mężem. Jednak wiem, że nie jestem osamotniona w takich odczuciach i mam prawo bać się tego co nastąpi. Kiedyś istniało przeświadczenie, że kobieta musi skakać z radości na wieść o ciąży i dziecku, a jak już jakaś dziewczyna miała inne odczucia, to broń boże mówić o tym głośno! Cieszę się, że to się zmienia i kobiety są śmielsze w wyrażaniu swoich emocji (również tych negatywnych) i mniej się przejmują tym, co powiedzą i pomyślą inni 🙂

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Zależy mi, aby pisać prawdę, niezależnie od tego jakby ona nie była. Chciałabym tego typu wpisem przygotować kobiety, na to co będzie. Dać im realny obraz tego jak mogą się czuć. Po co to zbytnio upiększać? Skoro to jest i bez tego cudowny czas, z tym że trzeba mówić głośno o tym, że jako kobiety mamy prawo do swoich humorów, mamy prawo do złego samopoczucia, lęków. Chcę pokazać, że nie ma złych emocji i nie warto się szykanować, lepiej sobie odpuścić i starać się powolutku wyciszać. Ściskam! 🙂

  11. New Life Easier says:

    „Ta magia uświadomiła mi, że można kochać i troszczyć się bez żadnego poznania” – piękne zdanie! powinnaś sobie z tego jakiś szablon zrobić 🙂
    Super sie czytało, tekst pełną piersią, mamy kochającej swoje dziecko. Też niedawno rodziłam i pewne kwestie mogłabym własnoręcznie u siebie podpisac 🙂

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Aż się zarumieniłam, cieszę się że tekst się podobał, a co do cytatu heh pomyślę nad książką to będzie ich więcej < żart> 🙂 Pozdrawiam!

  12. Lu says:

    Myślę, że każda ciąża jest inna, przynajmniej dwie moje były. Podczas pierwszej mój mózg nastawiony był na odbiór, w całej rozciągłości byłam odtwórcza, w drugiej natomiast mogłam góry przenosić, buchała ze mnie kreatywność i energia. Nie można generalizować, ani robić sobie planów na okres dziewięciu miesięcy, bo można się zdziwić 🙂

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Oj to prawda! Ciąża nas zmienia i to w każdym aspekcie, hotmony robią swoje :). Czasem warto dać sobie po prostu popłynąć z nurtem swoich potrzeb.

  13. Monika says:

    myślałam, że podczas ciąży zrobie tzw Bógwieco dla siebie, ale tak naprawdę mój czas jest dopiero teraz, kiedy córkę mam w przedszkolu.. teraz realizuję się zawodowo 🙂

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Ja miałam podobnie! Cóż maluch ma prawie pół roczku, staram się realizować, ale mimo wszystko jest dla mnie najważniejszy :).

  14. Iwona says:

    Niesamowity wpis – ciepłej, kochającej Matki 🙂 Fajnie byłoby, gdyby ciąża mogła być czasem odpoczynku. Niestety nie zawsze tak jest. Jednak bez względu na to, jak go przeżyjemy, czy pracując czy nie, i tak jest to cudowny okres w życiu każdej kobiety. Pozdrawiam cieplutko 🙂

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Dziękuję Ci za tak miłe słowa :). Niestety ten czas najczęściej jest zabiegany, jest sporo do zrobienia, w związku z maluszkiem i nami samymi. Jak pisałam wyżej, ja pędziłam mimo, że mogłam więcej odpocząć. Wpisem chciałam zwrócić uwagę, że warto wykorzystać ten czas, który mamy, na odpoczynek i wyciszenie :). Pozdrawiam!

  15. Margaret says:

    ciekawy artykuł, wart uwagi. Ja jeszcze okres ciązy mam przed sobą.

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Zatem masz jeszcze przed sobą to całe szaleństwo! Wszystkiego dobrego 🙂

  16. Rock n Rollowy Autyzm Tata says:

    Fajne. Z męskiego punktu widzenia to nie bardzo wiem co napisać 🙂

  17. Wypaplani says:

    Szczerze powiedziawszy, czas dla siebie i realizowanie swoich odłożonych projektów na maksa, mam dopiero teraz, gdy chłopcy mają po 3 i 6 lat. Teraz jest to taki prawdziwy czas bez wyrzutów sumienia.

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Potwierdziłaś właśnie coś, o czym już kiedyś myślałam :). Kiedy przyjdzie czas dla mnie? Heh wszystko wymaga spokoju i bedzie dobrze. Trzeba dać sobie czas, teraz to już wiem 🙂

    2. Justyna says:

      U mnie jeszcze to nie nastąpiło, chłopcy są jeszcze mali :). Ale, już tęsknię za jakąś aktywnością. Ciążę wspominam bardzo dobrze. 🙂 Jasne, że były momenty trudne, wahania nastroju itd. ale suma sumarum to piękne doświadczenie i raczej takie wspomnienie noszę w sobie. Trudniej było mi się odnaleźć po urodzeniu dziecka. Tutaj już nie było miejsca na kreatywność i rozwój siebie, trzeba się było skupić na maluszku i zapomnieć o sobie. Jest to też cudny okres tylko, że Świat pędzi do przodu i upomni się o tę mamę prędzej czy później, dlatego tak mnie przerażało, że zostaję w tyle. Hmmm.

    3. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Karol za chwilkę skończy sześć miesięcy i nie mam pojęcia, kiedy to minęło! Jeszcze raz tyle i trzeba bedzie myśleć, co dalej. Co z pracą? Dziś mimo tego, że tęsknię za swoją pracą, za swoim miejscem poza Domem, nie wyobrażam sobie tej rozłąki :). Ja również mimo wszystko wspominam zarówno ciążę jak i te pół roku z ogromną czułością. Takie totalne poświęcenie się maleństwu, daje niesamowitą satysfakcję i doświadczenie. Dziecko uczy ogromu rzeczy :).

  18. Ola says:

    Jestem właśnie na etapie odnajdywania siebie. Wiecznie gonię za nieokreślonym celem, staram się realizować, zapełniać czas i podejrzewam, że ciąża to daleka przyszłość- dałaś mi do myślenia. Myślę, że warto pomyśleć o tym, że nie tylko ciąża to czas na odpoczynek, ale warto w codziennym życiu trochę zrezygnować z tego pośpiechu i czasami wyhamować. Pozdrawiam;)

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Oj tak! Mnie to uświadomiła ciąża, ale także przerwała bezsensowny bieg, w jakim się znalazłam. A biegłam, cóż dobrych kilka lat, czy było warto? Doświadczenie zawsze ma swą wartość, ale odpoczynek jest wartością samą w sobie! Pozdrawiam cieplutko i życzę spokoju 😉

  19. MamaKarolina says:

    Ja miałam wielkie plany na czas ciąży. Chciałam wcześniej zacząć kompletować wyprawkę, ściany odmalować, rolety wymienić, dywan… Miałam spotykać się z setką ludzi, żeby się tym pocieszyć póki mogę, wychodzić gdzieś, dużo czytać. No i oczywiście zająć się czymś „pożytecznym” skoro mam nadmiar czasu… Miałam ćwiczyć jogę dla ciężarnych, miałam zdobyć jakąś nową umiejętność… Cóż nie wszystko wyszło tak jak planowałam, jakoś te plany się ciągle rozchodzą, ponadto często kiepsko się czuję, albo nie mam siły, lub zwyczajnie nie mogę się na czymś skupić. Jednak widzę jak wiele ciąża mi dała i jak wiele zmieniła, nawet jeśli nie spędziłam jej mega produktywnie wykonując kroki milowe w samorozwoju 😛 Super wpis, miło przeczytać wrażenia kogoś kto już jest „PO”, ja już widzę jak zmienia się podejście w trakcie, ale na spojrzenie z twojej perspektywy muszę jeszcze poczekać parę miesięcy 😛

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Minie jakiś czas po urodzeniu małej i będziesz w szoku jak człowiek może się zmienić :). Widzę, że Ty także jesteś typem człowieka, który nie usiedzi w miejscu. Czas bez zajęcia to czas stracony? Sama tyle planowałam, a dziś cieszę się, że guzik z tego wyszło :). Pozdrawiam cieplutko jak zawsze!

  20. abakercja says:

    Ja też niewiele pamiętam z okresu ciąży. Właściwie to ciężko mi uwierzyć, że w ogóle byłam w ciąży 😉 Też nie wykorzystałam tego czasu jakoś wyjątkowo. Starałam się jak najdłużej chodzić do pracy. Wiedziałam, że w domu się nasiedzę, a za pracą będę tęsknić. Później pod koniec na L4 to głównie spałam 😉 Czytałam też książki i bawiłam się z psem. W ogóle nie chciało mi się przygotowywać niczego na pojawienie się malucha. Poniekąd mogło to wynikać z tego, że w ciąży przeprowadzałam się cztery razy i tak do końca nie wiedziałam, gdzie się dziecko urodzi. Ciąża to dobry czas na rozwój, o ile mama czuje się na siłach i ma na to ochotę. A z tym bywa różnie.

  21. nieprzyzwoitka says:

    Jestem Ci bardzo wdzięczna, że napisałaś również o tych „kryzysach”, że piszesz jak było, że nie lukrujesz, ale wykładasz kawę na ławę, że mówisz wprost, że to równiez trudny czas i zdarzają się chwile zwątpienia, spadki nastrojów i sił fizycznych… To bardzo ważne, aby rozwiewać ten mit o „szcześciu 24/7”. Bardzo dziękuję za szczerość- wiele kobiet wpada w kompeksy „ja czuję się źle, a wszystkie są takie szcześliwe, co ze mną nie tak?!” . Trzeba o tym mówić. Wspierajmy się 🙂

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Niesamowicie miło mi to czytać! Cieszę się, że ta szczerość potrafi być doceniona :). Staram się pisać dokładnie tak jak czuję, wiem czego ja się bałam, czego wstydziłam, co mnie bolało. Dziś wiem także, że to wszystko było normalne i o tym chcę pisać, dodawać otuchy. Mamy prawo do złych emocji!

  22. DamaPikowa says:

    przyznając się do negatywnych odczuć nie jesteś wyrodną matką, tylko realistką. Pomału na szczęście zanika tendencja nierealistycznego lukrowania ciąży. to dobrze, bo dzięki temu kobiety wiedzą, że mają prawo czuć się źle, że ciąża może być ciężkim psychicznie przeżyciem i że z nimi jest wszystko w porządku, że źle znoszą pewne uczucia.

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Dziękuję za tę opinię :)! To prawda, ciąża to okres bardzo burzliwy, odczuwa się wtedy niemalże każdą emocję. Trzeba to jakoś przeżyć, odreagować i dać sobie trochę taryfy ulgowej. Mackeżyństwo samo w sobie tak jak i ciąża są piękne, to niezaprzeczalne! Jednak wymagają od kobiety ogromu poświęceń. Obitym trzeba mowić, a nie przykrywać fikcją. Pozdrawiam cieplutko!

  23. Arbuziaki-Beata Wilczyńska says:

    Ja ciąże w większości musiałam przeleżeć a to powodowało huśtawki emocjonalne… Cóż z mojej perspektywy ciąża to nie tylko cukierkowaty stan…

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Myślę, że przy okazji każdej ciąży bywają mniejsze i większe minusy. Pozdrawiam!

  24. Iza - Kobieca Strona Mamy says:

    Powiem Ci jeszcze jedno – ciąża (zwłaszcza pierwsza) powinna być czasem ODPOCZYNKU, bo to ostatni moment, kiedy bez wyrzutów sumienia mamy możliwość odpocząć. Później tak naprawdę przez długą część naszego życia będziemy pędzić jakbyśmy miały motorki nie powiem gdzie 😉 Będziemy się poświęcać, odpuszczać, kochać bez opamiętania. Więc tak – dla mnie ciąża to nie czas na rozwój. To czas na odpoczynek i radość z wydarzeń, które przeżywamy, bo zwłaszcza ta pierwsza ciąża, kiedy dopiero wszystko odkrywamy, jest naprawdę magicznym czasem.
    Cieszę się, że o tym napisałaś 🙂 Bardzo ciekawe rozważania!
    Pozdrawiam ciepło :*

    1. Małgorzata says:

      Pięknie to ujęłaś/
      pamiętam, gdy wszystkie przyjaciółki – mamuśki mi powtarzały odpoczywaj 🙂 Miały rację

    2. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Dzięki! 🙂 hehe, a co najlepsze może nam to mówić każdy, ale do tego i tak trzeba dojść samemu 🙂

    3. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Miło Cię widzieć :)). I widzisz jak to z nami kobietami jest? Pędzimy na złamanie karku, śpieszymy się, chcemy się realizować zawsze i wszędzie. Nagle przychodzi taki moment, gdy naciskamy hamulce. To czas odpoczynku. Do tego niestety trzeba dojść indywidualnie. Na nic zdają się złote rady, gdy człowiek myśli, że wie co dla niego dobre 🙂 buziak!

  25. Katarzyna says:

    Ech te wyobrażenia o ciąży a rzeczywistość. 😉
    Też miałam milion planów, a z ich realizacją nie było już tak łatwo.

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Wyobrażenia, opinie innych 😀 plany były różne, łącznie ze sposobem porodu, chciałam rodzić w wodzie a tu psikus cesarka 😉

  26. Małgorzata Ostrowska says:

    „Ta magia uświadomiła mi, że można kochać i troszczyć się bez żadnego poznania”. Piękne słowa kochana. Cudownie to opisałaś wspaniale się czytało.

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Te słowa przyszły do mnie, gdy patrzyłam na bijące serduszko na usg 🙂 magia! Dziękuję za przemiły komentarz 🙂

  27. super dzieciaczki says:

    Ja miałam chyba większe chuśtawki już po porodzie.

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Heh po porodzie cała byłam jedną wielką huśtawką 😉

  28. Iza says:

    Ja mimo, ze nie planowalam i nawet nie chcialam dziecka nie przechodzilam wiekszych chustawek emocjonalnych. Tzn. na poczatku wiadomo bylam w szoku. Teraz jestem w 6tym miesiacu i juz sie oswoilam z ta mysla, przynajmniej narazie 😉 Nie slyszalam wczesniej o tym, ze kobiety w ciazy sa bardziej kreatywne, chociaz u mnie sie to sprawdza 😉 Ja w ogole malo odczuwam ciaze, nie mialam najmniejszych objawow, brzuch ciagle niezauwazalny. Moze cos sie zmieni w ostatnim trymestrze, zobaczymy 😉

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      U mnie było podobnie z objawami, brzuszek faktycznie dopiero w 7 miesiącu zrobił się większy :). Każdy ten okres będzie przeżywał inaczej, po swojemu :). Buziaki!

  29. Sylwia Szutko - Fashion Hero says:

    Bardzo ciekawy wpis oraz spojrzenie na macierzyństwo. Dla mnie, osoby, której ten temat de facto (jeszcze) nie dotyczy wiele uzmysłowił, gdyż czasami nie mówi się o takich rzeczach wprost. Także dziękuję za ten wpis i pozdrawiam pięknie!

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Cieszę się, że znalazłaś coś dla siebie 🙂

  30. Zabiegana Mama says:

    Dla mnie każda ciąża była olbrzymim krokiem do przodu w karierze zawodowej, ale żadna nie była leżąca i nie byłam zmuszona korzystać z L4. Słusznie napisałaś, że na wszystko w życiu jest czas. Ważne, by wykorzystać ten czas w zgodzie ze swoimi wartościami i tak jak nam intuicja podpowiada. Pozdrawiam ciepło! Mama trójki 😉

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      U mnie niestety L4 było koniecznością, ze względu na typ pracy, trudno było mi się z tym pogodzić, w efekcie jednak okazało się, że bardzo potrzebowałam takiego czasu sam na sam z sobą, żeby to wszystko jakoś (w sobie) poukładać 🙂

  31. Karolina Kary B says:

    Po raz kolejny czytałam Twój wpis z uśmiechem na ustach, jednocześnie wspominając, jak to było u mnie (a było dawno). Masz wyjątkowy dar przekazywania emocji w prosty sposób, tak że człowiek od razu zaczyna czuć się „jak w domu”.

    Dziękuję Ci za te słowa – w pogoni za bóg wie czym często zapominamy, co jest tak naprawdę ważne.

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      To, co piszesz jest dla mnie bardzo ważne! Dziękuję za te słowa, dla takich opinii warto dzielić się swoimi myślami :). Pozdrawiam cieplutko!

  32. lomcia says:

    moja ciąża to był koszmar. ciągle w bólu z infekcją i przeziębieniami, ale córka była zdrowa, to ja źle reagowałam, nawet przy porodzie. każdy inaczej przechodzi to, widzisz, ja nie powinnam mieć dzieci, a mam córcię i jest moim pempkiem świata 😀 cóż, mój blog nie jest o rodzicielstwie itd, ja tylko rysuję, więc jakbyś chciała poczytać komiksowe romansidło to zapraszam 🙂

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Chętnie zajrzę, sama trochę rysuję, czasami :D. Każda ciąża jest inna, na mojego Karola tez podobno nie było szans, a jest! Taki ten świat pokręcony :). Pozdrawiam!

  33. Joli Rybińska says:

    Bardzo pięknie to napisałaś. Każda ciąża jest inna, tak jak inne jest każde dziecko. Inaczej też każda z nas ją przeżywa… Ważne by do niczego się nie zmuszać, nie ulegać stereotypom, pozwolić sobie na wszystko to, co wprawia nas w dobry nastrój. By powoli otwierać się na tę zmianę, która nastąpi wraz z rozwiązaniem – bo niewątpliwie to ogromna zmiana, wręcz rewolucja – ale ostatecznie jakaż słodka…

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Dokładnie, trzeba dać sobie to po prostu przeżyć, na swój sposób :). Pozdrawiam cieplutko!

  34. Matka Wielowymiarowa says:

    macierzynstwo wymaga od nas pewnych ograniczen, ale tez warto znalezc zdrowy balans, by siebie nie zatracić.

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Masz rację, a z tym niestety czasem bywa bardzo trudno. Łatwo się zgubić po drodze i zapomnieć o sobie.

  35. Daria | bezgrzesznarozpusta.pl says:

    Kobiety jak maja dzieci to dochodza do pieknych konkluzji <3

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Coś w tym jest, może dlatego że dziecko dopełnia kobietę, poznaje się ona z totalnie innej, bardziej kobiecej strony :). Dziękuję za odwiedziny!

  36. Magda Zawadzka says:

    Pamietam jak tesknilam za bąblem w brzuchu juz nie mogłam się doczekac kiedy przytule

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      A jak ta tęsknota narasta z biegiem czasu! Pewno jak maluch podrośnie i z czasem nie będzie chciał już przytulanek, tęsknota powróci 😀

Dodaj komentarz:

*

Pola oznaczone * są obowiązkowe