Mamatywna
Prawdziwie kochająca żona, spełniona mama i zakochana w ludziach pielęgniarka.

W domu raz chaotyczna iście prawdziwa Kobieta, a raz ceniąca spokój miłośniczka Sigura Rosa'a. Królowa swojej kuchni, uwielbiająca trwonić czas na szarlotkową klasykę, albo cukiniowo - batatową ekstrawagancję.

Introwertyczna domatorka, ceniąca detale, amatorka gór i kotów, wierszokletka, artystka z krwi i kości, grafomanka i Ba!
Spełniona kobieta.

Menu

Chcesz odzyskać równowagę po porodzie? To proste!

***

Kiedy byłam w szpitalu, jedyne o czym myślałam to powrót do domu. Wiecie takie marzenie małej dziewczynki. Z jednej strony zdawałam sobie sprawę, że nie w tym sęk, żeby urodzić i wyjść, bo przecież wszystko musi być z nami w porządku. Z drugiej jednak strony, słowo Dom przyprawiało mnie o łzy. Nie zastanawiałam się wtedy, jak sobie poradzimy po porodzie dwukilogramowego noworodka. Starałam się o tym nie myśleć, tymczasem pragnienie bycia w Domu nabierało na sile. Wyobrażałam sobie, że wszyscy we trójkę kładziemy się do łóżka i jest spokojnie, jest przytulnie. Tak po prostu.

***

W trzeciej dobie maluchowi podniosła się bilirubina. Dni ciągnęły się w nieskończoność, a ja miałam coraz więcej pytań i wątpliwości, co do tego jak sytuacja będzie wyglądała w Domu. Czy znajdę czas dla siebie? Czy nie pogubimy się z mężem? Czy nie zaniedbamy się wzajemnie?

I jakby to powiedzieć? Wszystkie wątpliwości się potwierdziły. Nie straszę, mówię całkiem serio. Bezpośrednio po porodzie, na pierwszym miejscu było Karol, nie myślałam o niczym innym. Nie wiem, czy każda kobieta tak ma, ja miałam. Wydaje mi się, że nie bez powodu mówi się o sześciu tygodniach połogu. Kobieta wtedy jest jakby „na służbie”. Nie zrozumcie mnie źle, to nie tak, że mężczyzna nie jest. Jednak my mamy to do siebie, że jesteśmy bardziej przewrażliwione. Panowie są bardziej zadaniowi i nie histeryzują. A my i owszem (masz Ci los!). Zatem kotłuje nam się w głowach od pytań i wątpliwości typu: czy mały się najadł, czy aby nie za mało, czy dobrze przybiera. I to powoduje, że nawet nie mamy ochoty na inne czynności, jak tylko zajmowanie się maluszkiem i to jest całkowicie normalne, zaznaczam normalne przez jakiś czas.

Gdy, umiemy już w miarę „ogarniać” naszego malucha, gdy przybiera nam w granicach normy i nic większego mu nie dolega, to czas by pomyśleć o sobie. Dlaczego o tym piszę? Widzicie wiele z nas, w tym ja (dopóki nie odkryłam, że te początkowe tygodnie to norma i nie warto iść pod prąd) na siłę próbują wrócić do stanu sprzed porodu (o czym pisałam już tutaj >Apel: Wrzuć na luz Mamusiu!< ). Ta presja, którą wywieramy na sobie same (często też rodzina, znajomi a nawet mass media mają tutaj swój udział), prowadzi do stresu, zmęczenia, a nawet depresji poporodowej. A przecież kochane Mamy, urodziłyśmy dzidziusia! Powinnyśmy być z siebie dumne i stąd ma płynąć nasza radość i siła.

Dziś wiem, że te pierwsze tygodnie są wyjątkowe, maluch zmienia się w zawrotnym tempie, poznajecie się wzajemnie, tworzy się instynkt macierzyński, a Ty odkrywasz siebie jako Mamę. To nie czas na przesadne dbanie o urodę i zrzucanie zbędnych kilogramów, to czas dla Ciebie i Twojego maleństwa. Wiecie czego Wam trzeba, aby ten czas przeżyć tak naprawdę? Spokoju i równowagi!. Tak Mamusie kochane! Spokój! Takie to prozaiczne prawda? Pewno zapytacie mnie, skąd macie mieć spokój, jak trzeba ogarnąć Dom, Dziecko i nieraz Męża? Już w Waszym pytaniu macie odpowiedź. Nie trzeba. Po prostu nie trzeba. Jesteście odpowiedzialne za swoje dzieci i to jest ważne, nie sprzątanie, nie zakupy czy brudne bokserki męża. Jasne trzeba jakoś funkcjonować, ale nie wahajcie się prosić o pomoc! Pamiętam taką wymianę zdań z mężem, chyba w pierwszym tygodniu po porodzie:

– Kochanie zostaw te naczynia i się połóż. Ja pozmywam.
– powiedział P spokojnie.
– No i? Co ja mam niby robić?
– A może byś tak odpoczęła? – spojrzał na mnie krzywo.
– Po czym? Wyleżałam się w szpitalu, mam dość.
– No nie wiem, może po operacji? To nie powód żeby się po oszczędzać?
– A obiad?
– Pojadę pierw po zakupy, a później ogarnę obiad.
– Pomogę Ci – powiedziałam z żalem.
– Cholera jasna, idź do sypialni, masz się położyć i spokojnie laktować! I ani mi się waż sprzątać jak pojadę. – i tym sposobem grzecznie zabrałam swoje cztery litery do sypialni.

I nic dodać, nic ująć kochane Mamuśki! Tak to z nami kobietkami właśnie jest. Jesteśmy zbyt samowystarczalne i nie potrafimy przyjąć pomocy. Nie mam racji? Dziś mogę świadomie powiedzieć, że mnie się udało (a co!), umiem odpuszczać! I jestem z siebie dumna! (i Ty także bądź!). Cztery miesiące po urodzeniu Karola odzyskałam równowagę i jestem szczęśliwa, świadoma swojej sytuacji i siebie samej.

***

Zatem co? Do rzeczy, oto moje 6 sposobów na to, aby harmonia powróciła, 6 luźnych myśli, które możecie dowolnie interpretować i stosować. Dajcie znać Wy macie inne patenty ponowne osiągnięcie równowagi?

***

1. Daj sobie czas.

To jest kwestia, której nie potrafiłam przyjąć przez pierwsze tygodnie po urodzeniu Karola. Każdego dnia miałam pretensje do siebie, że nie daję rady być jak wcześniej, dla domu, męża, znajomych. I to jest duży błąd, prosta droga w dół. Musicie wiedzieć kochane Mamy, że jeśli będziecie chciały na siłę wrócić do normalności nic z tego nie będzie. Z maleństwem nie da się żyć jak wcześniej, chyba że macie niańkę z cyckiem na wypasie. Wiadomo, że sytuacja jest nowa, to duża zmiana, która wymaga po prostu czasu, nic na siłę! Dzień po dniu, będzie lepiej wierzcie mi! Z czasem ogarniecie i malucha i siebie i wszystko na co macie ochotę. A swoją drogą nie popędzajcie tego, bo to jedyna okazja, aby tak naprawdę zająć się tylko maluchem, aby poświęcić się mu całkowicie, a tego czasu będzie wam później brakowało, niejednokrotnie.

2. Pozwól sobie pomóc.

Nie jesteś sama. Zapamiętaj to! W naszym otoczeniu zawsze jest ktoś, kto chętnie pomoże, mama, teściowa, mąż, koleżanka. Te osoby są, tylko jakoś trudno nam to zauważyć. Teściowa milion razy pytała mnie, czy może mi jakoś pomóc, a ja co? Daje radę! Jak to kobiety maja w zwyczaju, Mamatywna musi wszystko robić sama, bo jakby nie ogarnęła, to co? Okazałaby się złą mamą? Kolejny błąd. Dziś wiem, że byłoby mi o wiele łatwiej, gdybym tylko przyjęła pomoc bez dyskusji. Dlatego przestańcie chojraczyć, dzidzia bez was nie zginie przez godzinkę, dom nie zalegnie, a mąż bez obiadu nie padnie (ba! lepiej! zrobi go sam, gdy tylko poprosicie). Pomocą może być naprawdę wszystko, od przypilnowania malucha, po zakupy, sprzątanie czy obiad. Po prostu odpuśćcie i pozwólcie sobie pomóc. Bo wiecie jak jest, ktoś musi mieć siłę poskromić tego małego potworka :).

3. Nie rób niczego wbrew sobie.

To bardzo ważne dziewczyny, jeśli chcecie czuć się ze sobą dobrze, nigdy, ale to nigdy nie zmuszajcie się do tego, czego nie chcecie. Nie ma znaczenia, czy to rozmowa z kimś, kwestie wychowywania malucha czy seks z mężem. Życie zgodnie ze swoimi przekonaniami, pokazuje że się akceptujecie i szanujecie. Wierzcie mi, nie warto robić czegoś ani na siłę, ani dla innych jeśli same tego nie chcecie. Długotrwałe zmuszanie się owocuje niechęcią do własnej osoby, zmęczeniem i frustracją. Tego nie trzeba nam przy maluszku! Bądźmy zatem asertywne!

4. Doceniaj każdą chwilę.

Łatwo pogubić się w dążeniu do rzeczy wielkich, nie doceniając małych. Aktualnie wiele Twoich dni, będzie bardzo podobnych, żeby nie mówić identycznych. Karmienie, przewijanie, zabawa, sen, karmienie, płacz (…). Taka rutyna może przygnębić, szczególnie jeśli wcześniej byłaś duszą towarzystwa, albo lubiłaś szalone podróże. Spróbuj spojrzeć nieco inaczej na swoją codzienność. Każda chwila jest teraz aktem poznawczym tego małego cudu, jaki nosiłaś pod sercem. Nie tylko dzielisz z nim większość swojego czasu i to Ty uczysz go świata, ale zauważ, on uczy Ciebie. Tak Mamusiu! On Ciebie uczy troski, cierpliwości, miłości nawet! Gdy zaczyna się świadomie uśmiechać pokazuje Ci jak cieszyć się życiem, najprostszymi rzeczami jak widok Twojej twarzy, spróbuj wziąć z niego przykład. Dobrze mieć w sercu, radość życia jaką mają dzieci. Dla nich wszystko jest fascynujące, być może i to uda się tak patrzeć na każdy dzień?

5. Po piąte odpuść!

Jeszcze raz to powtórzę. Nie musisz być idealna, zawsze piękna i zadbana, a dom lśniący czystością. Nie masz za zadanie ogarnąć miliona zadań każdego dnia. Spróbuj obniżyć poprzeczkę, zamiast codziennej walki z wypadającymi włosami i przekleństwami do lustra, spróbuj wprowadzić cotygodniowe wieczorne spa, z książką w ręku. Czas tylko dla siebie (mąż da radę z maluchem, jak mu tylko pozwolisz, poważnie!). Nie chodzi o to abyś była idealną mamą, każde dziecko czasem płacze, a każda mama się kiedyś uczyła. Nieraz zapomnisz o pieluszce, przegapisz kupkę, a nawet przeziębisz malucha. To nic, nie jesteś idealna i nie masz być. Odpuść. To nie czas na spełnianie oczekiwań innych, niech te dni płyną Twoim rytmem, Twoim i maleństwa, o które dbasz jak najlepiej potrafisz.

6. Czułość i rozmowa.

Ja wiem, że po całym dniu „a guuu, a giiii, a grrrr” i tym podobnego tyntyryntania do dzidzi, możesz mieć dość kontaktów międzyludzkich. To nie żart! Maluszek potrafi zmęczyć. Spróbuj jednak zwrócić uwagę na partnera, porozmawiajcie wieczorem o prozaicznych rzeczach, zapytajcie o samopoczucie. Wiecie co jest jednak najważniejsze? Przytulanie! Róbcie to jak najczęściej. W ten sposób złagodzicie nawet największy stres. Bez tej fizycznej czułości, bez troski o drugą osobę, narastać może jedynie frustracja i poczucie osamotnienia. Polecam codzienne pisanie mini liścików dla partnera, to drobiazg, nie zajmie wam więcej niż pięć minut, a ile radości da drugiej osobie? Same się przekonajcie.

Mamatywna

Dyskusja:


  1. Liebster Blog Award! - Mamatywna says:

    […] pokaz sztucznych ogni wraz z pierwszą lampką szampana od ponad roku, ale cóż, jak już pisałam tutaj, dzieci swoje, a my swoje. Tak czy siak, ten rok będzie dobry! Czuję to w […]

  2. Karolina Kary B. says:

    Moje pociażowe endorfiny puściły 4 miesiące po porodzie. Wtedy dopiero poczułam, że jestem nieznośna dla otoczenia i trzeba coś z tym zrobić.

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Myślę, że to jakie jesteśmy po porodzie to nic złego (ani dziwnego!) i powinnyśmy o tym mówić głośno :). Ważne jest, aby zdawać sobie sprawę ze swojego samopoczucia, aby na czas zaświeciła się czerwona lampka, gdy być może rozwinie się u nas stan depresyjny.

  3. Ewa Glapa says:

    Ja dochodziłam do siebie przez 2 tygodnie, właśnie ten czas traktowałam najbardziej „na poważnie” i sztywno trzymalam sie wszystkich złotych rad, które dawały położna, znajomi, rodzina. Poźniej dałam sobie na luz, dopuszczałam do dziecka innych, sama korzystałam z drzemek, kiedy mała spała. Miałam przy sobie partnera a to dużo mi dawało wtedy siły i motywacji, wsparcie było mega potrzebne 🙂

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      I dokładnie o to chodzi! To świetnie, że sama do tego doszłaś :). Tak jak mówię, macierzyństwo to świetna sprawa, wszystko zależy od podejścia i otrzymanego wsparcia!

  4. Agata vel Pani Miniaturowa says:

    Bardzo chętnie przyjmowałam pomoc, bo byłam święcie przekonana, że wszyscy wszystko wiedzą lepiej, tylko ja taka sierotka marysia i nie wiem jak się obchodzić z własnym dzieckiem. Wreszcie po kilku dniach się z tego wyleczyłam i uruchomiła mi się matka lwica, która dziecka nawet nie pozwala tknąć, tak mi hormony buzowały pod czupryną, że tylko tatuś małego mógł się nim zajmować. No, czasem jeszcze moja mama mogła wziąć wnusia na ręce, byle krótko! 😉

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Miło Cie widzieć! :). Ja miałam dokładnie odwrotnie! Wpierw coś było nie tak z hormonami (po cesarkach podobno jest z tym gorzej), bo nie podobało mi się, gdy ktoś małego trzymał poza mną lub mężem, a po jakimś czasie odpuściłam i wszystko zaczęło się układać :). Pozdrawiam!

  5. Iza - Kobieca Strona Mamy says:

    Mój ulubiony punkt: odpuść! Ostatnio bardzo często przewija się też w moich wpisach, bo uważam, że jest to klucz do szczęśliwego życia każdej mamy. Nie bierzmy na siebie zbyt wiele, bo gorycz rozczarowania z niezrealizowanych planów będzie tak duża, że zrobi nas zdesperowane zołzy 😉
    Dobrze, że żyjemy w dobie Internetu i że każda z nas może sobie poczytać takie mądre słowa i podnieść się na duchu. Tworzymy nową społeczność świadomych kobiet, które potrafią być szczęśliwe mimo braku perfekcji i rozchwianych emocjonalnie nastrojów 😉

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Dokładnie, zgadzam się w 100% :). Dzięki mass mediom możemy się wzajemnie wspierać, czy to wpisami, czy komentarzami :). Czasem widząc, że są mamy którym udaje się wrzucić na luz, same zaczynamy myśleć, że to jednak możliwe i zmieniamy! Siebie, Dom, podejście, całe swoje życie! 🙂

  6. Agnieszka z Niebieskiego Stoliczka says:

    Ja uważam pierwszy miesiąc z dzieckiem w domu za magiczny. Mąż był ze mną, oboje zajmowaliśmy się dzieckiem i niesamowicie się do siebie zbliżyliśmy. Nie miałam napadów paniki, ponieważ z natury jestem bardzo spokojna i zrównoważona. Było cudnie, mimo bólu po cesarce. 🙂

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Bardzo miło przeczytać taki komentarz, dobrze że są osoby, które potrafią przejść ten czas spokojnie. Wsparcie i odpowiednie nastawienie dają bardzo dużo! :). Ja także nie byłam sama, maż wspierał mnie i wyręczał w wielu sprawach, ale ja niestety z natury nie jestem tak zrównoważona, na szczęście wszystkiego można się nauczyć, albo raczej do wszystkiego można, dojrzeć 🙂 Pozdrawiam!

  7. Karolina K. says:

    Bardzo dobrze przeczytać taki post jeszcze będąc w ciąży, można próbować się trochę uspokoic, tym bardziej że w tym okresie bardzo łatwo o panikowanie. Wciąż histeryzuje że nie dam rady, albo będzie coś nie tak. Dlatego czasem warto uświadomić sobie, że czasem warto odpuścić i nie można zbyt wiele od siebie wymagać.
    http://mamakarolina.blogspot.com

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Tak to już jest, że chcemy być zawsze na 200%, a czasem i dla nas i dla maluszka najlepiej będzie po prostu odpocząć, odpuścić kilka rzeczy i być dla niego 🙂 i nie tak jak się od nas wymaga, ale tak jak same potrafimy! Pozdrawiam, zaglądam do Ciebie czasem :).

    2. Karolina K. says:

      Mhm dzisiaj kiepsko się czuje od rana i mój ukochany mężczyzna stanął na wysokości zadania i sam zrobił i podał mi obiad 🙂 normalnie takie niesamowite uczucie dostać ciepłe jedzonko do łóżka w gorszy dzień :3 dobrze mieć na kim polegać

    3. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Masz rację, to jest ogromna rzecz, coś najcenniejszego :). Pewno, w życiu jeszcze nie raz i nie dwa okaże się że najważniejszą. Pozdrawiam i dużo zdrówka życzę 🙂

  8. liseko.pl says:

    Mnie brakowało kogoś, kto by mi dosadnie wytłumaczył, ze.. To minie. Że godziny dziecka przy piersi, nocne wstawanie, problem z czasem dla siebie – to wszystko bardzo dynamicznie oddala się. Lisek ma pół roku a ja ledwo pamiętam jak to było mieć w domu noworodka… Bo teraz inne problemy, inna komunikacja z dzieckiem, inne wrażenia, inne „pierwsze razy”. Ach, żeby mi ktoś lepiej uzmyslowil ze ten noworodek to tak na chwilę, byłabym się tak nie spinala.

    1. http://www.mamatywna.com/wp-content/themes/mamatywna/assets/images/default_avatar.png
      Mamatywna says:

      Dokładnie, to wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie, maluch jest coraz bardziej kontaktowy, coraz łatwiej przychodzi nam zgadywanie, czego może chcieć :). Ja też nie wiedziałam i spinałam tyłek cały czas, ciekawe czy z drugim będzie tak samo? Czy może będziemy już „mądre” doświadczeniem :)?

Dodaj komentarz:

*

Pola oznaczone * są obowiązkowe